Po 5 latach starań nareszcie jesteś. 

„Kochane…. zastanawiałam się jak zacząć ale spojrzałam na historie konwersacji i ze wzruszeniem spojrzałam na listę zakupów i ten pełny koszyk. Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, ze to ostatnia dieta na drodze niepłodności, uznałabym go za głupka albo za niepoprawnego optymistę.
Przed owym koszykiem były inne koszyki.
Był eBook 28 dni płodności. Były kiełki, czarnuszka, dieta przeciwzapalna, ziółka, czerwone wino i randki… mnóstwo randek ze Starym. Ten wózek był ostatni. W zasadzie nawet nie zjadłam wszystkiego, bo za kilka dni przestałam mieć ochotę na jedzenie
.
Po wyczerpaniu wszystkich „logicznych” medycznych prób przyszła dieta. Przyszło Wasze konto na IG. Wróciła nowa nadzieja. Ekscytacja kolejnym etapem starań wezbrała na nowo. Był eBook, oczywiście staraliśmy się obydwoje jeść jak Akademia przykazała:) Wiadomo… stary miał więcej cheetowych chwil, ale i mi zdarzył się McDonalds od czasu do czasu.
W międzyczasie zmieniliśmy klinikę, trafiliśmy na wspaniałego lekarza, który dał nam nadzieje. Również zalecił dietę (to chyba pierwszy lekarz, który zwrócił na to uwagę). Niestety nie było rychłego happy endu, bo invitro w nowej klinice się nie udało, ale postanowiliśmy walczyć dalej. Za 3 miesiące mieliśmy wrócić i zacząć kolejna procedurę z innym pomysłem. Usłyszeliśmy ze nie możemy się poddać. No i miała wjechać płodna wiosna
.
Wjechała na dwa dni, bo po weekendzie zrobiłam test. Nie miałam oczekiwań. Żadnych. Zrobiłam go po to, żeby mieć pewność, ze to hormony po procedurze przesunęły mi okres. I ten moment…. pierwsze w życiu dwie grube, tłuste krechy
. Potem było badanie bety, wizyta, bijące serduszko 
i kolejne wizyty… z każda następna strach, ze coś się wywali, ze to się za chwile skończy, ze to niemożliwe… jest możliwe i dzieje się naprawdę
za chwile nasza mała córeczka będzie na świecie! Dziewczyny…. z całego serca chciałam Wam podziękować za nadzieje, która mi dałyście, za te wszystkie historie napawające optymizmem, dające sile do dalszej walki. Dziękuje za to ze jesteście. Że pełnicie te misje, że Wam się chce.
Dla wszystkich szaraczek: nigdy, ale to nigdy się nie poddawajcie. Słońce zaświeci w najmniej oczekiwanym momencie. Nie rezygnujecie w tym wszystkim z siebie. Idźcie do fryzjera, do kosmetyczki, na zakupy, na randkę. Pijcie wino i starajcie się być szczęśliwe. Kiedy chce Wam się krzyczeć i płakać z bezsilności, zróbcie to. Najlepiej przy Starym.. nawet jeśli nie potraficie obnażyć swoich uczuć, tak jak ja. Uwierzcie, że to oczyszcza, pomaga i niewiarygodnie do siebie zbliża. I choć wiem, że to cholernie trudne, nie dajcie się zniewolić niepłodności.
Trzymam za Was kciuki! Bądźcie dzielne
PS. Zapomniałam dodać, ze po diecie morfologia nasienia poprawiła się z 0,99 do 4%:) „
Dziękujemy za Waszą historię 
______