×
W górę
×
Akademia Płodności / Blog / #046 Za drzwiami gabinetu ginekologa – dr Strus [część 2]
20.07.2021
#046 Za drzwiami gabinetu ginekologa – dr Strus [część 2]

Za drzwiami gabinetu ginekologa – dr Strus (część 2)

Styl życia, insulinooporność, metformina – to tylko niektóre z tematów, jakie omawiamy w tym odcinku. O tym wszystkim opowie lekarz Michał Strus, którego znacie już z naszej poprzedniej rozmowy. Ten podcast jest jej kontynuacją. Szykujcie się na kolejną solidną porcję wiedzy.

Plan odcinka

  • Styl życia i jego wpływ na płodność
  • Dieta, insulinooporność, metformina – co warto wiedzieć?
  • Garść refleksji na koniec

 

Transkrypcja podcastu Akademii Płodności

Cześć, tu Ania i Zosia. Wspólnie tworzymy Akademię Płodności, w której towarzyszymy parom

starającym się o dziecko.

Styl życia i jego wpływ na płodność

Michał: Styl życia – dzielę go na trzy obszary: dieta, aktywność fizyczna i używki. Można by tutaj dodać też leki, które stosujemy, choroby itd., natomiast staram się pokazać pacjentom wpływ tych trzech elementów. Zaczynam zawsze od najprostszego, czyli od używek. Wyróżniamy tu: palenie papierosów, alkohol i inne używki, bardziej związane z substancjami smolistymi. Staram się o tym opowiedzieć tak ładnie, grzecznie, dookoła, żeby w gabinecie nie wybrzmiało, o co chodzi. „Panie doktorze, mąż lubi się tak wychillować po pracy”. Ja też, tylko robię to w ten sposób, że idę pobiegać z kolegami za piłką. Jeżeli ktoś inny robi inaczej – nikomu niczego nie bronię, tylko na pewno wpływa to na jakość nasienia. Używki to sprawa wspólna, która łączy parę, więc od nich zaczynam. Zdecydowanie oddziałują one na nasze możliwości prokreacyjne, tzn. pogarszają jakość nasienia, wpływają na liczbę plemników o prawidłowej budowie oraz ich ruchliwość. Dzieje się tak niezależnie od tego, czy mówimy o papierosach (one rzeczywiście szkodzą najbardziej), czy o alkoholu. Gdy ktoś mówi, że nie pije, zawsze zgłębiam wywiad:

– A piwo?

– Piwo to nie alkohol.

– A ile tego piwa pan pije?

– Raz dziennie.

– Raz dziennie, tzn. ile?

– No dwie puszki po pracy.

Jak pomnożę to przez siedem dni w tygodniu, chociaż mam nadzieję, że w weekend pacjent tego nie robi… „W weekend to jest grill, doktorze”. Niestety takie postępowanie ma ogromny wpływ. Jeżeli naszym priorytetem jest zajście w ciążę, to alkohol w przypadku pary powinien się pojawiać okazjonalnie. Jeżeli na początkowym etapie diagnostyki, w ciągu tych pierwszych trzech miesięcy wypadną akurat imieniny mamy, to można po niego sięgnąć, ale w pozostałych dniach – odstawmy. W trakcie tych dwunastu miesięcy starań kieliszek wina nie jest problemem – wpłynie i na poprawienie atmosfery, i na szybsze krążenie. Nie będzie jednak wskazany, gdy rozpoczynamy diagnostykę, zrobiliśmy badanie nasienia i badanie rezerwy jajnikowej i te wyniki nie są prawidłowe. Pewnie za jakiś czas będziemy je powtarzać, bo w przypadku rezerwy jajnikowej ważniejszy jest nie wynik, lecz tempo spadku tej rezerwy. To pierwszy wynik, jaki pacjentka dostaje – gdy wynosi 1,5, powyżej 1, to wydawałoby się, że jest dobrze, nie ma tragedii. Zawsze proszę, aby powtórzyć to badanie za jakiś czas. Określamy, czy robimy je za trzy miesiące, czy za pół roku, żeby się nie okazało, że po sześciu miesiącach mamy wynik 0,5. Rezerwa jajnikowa na pewno będzie spadać. Ona czasem rośnie i to też pacjentów zaskakuje, że pan doktor nie kłamał. Nagle po zaleceniu zmiany stylu życia i po podaniu suplementów z wyniku 1,2 albo 1,1 robi się 1,7 albo 2. „Ale pan nas nastraszył! Uff! A taka dobra ta rezerwa”. Tylko pacjentka nie spojrzy przez pryzmat tego, że dodała 150 minut aktywności fizycznej tygodniowo, że zaczęła zwracać uwagę na to, co je, i odstawiła całkowicie papierosy. „Jestem superkobietą, moja rezerwa nie spadła, tylko rośnie”. Cieszmy się tym, ale chciałbym uświadomić, jakie zmiany wprowadzono. „Nie no, biegam, kazał pan, więc biegam”. Takie sytuacje też mają miejsce i trudno to wytłumaczyć pacjentom. W przypadku rezerwy jajnikowej jej spadek jest najważniejszy i zalecam, aby po jakimś czasie powtórzyć to badanie. Natomiast jeżeli chodzi o badanie nasienia, to mężczyzna jest w uprzywilejowanej sytuacji w porównaniu do kobiety, bo jego możliwości prokreacyjne są odtwórcze. Rezerwa jajnikowa to jakaś pula komórek, która została nam dana (w zależności od światopoglądu – przez kogoś na górze albo przez kogoś innego) i która będzie spadać, aż do momentu całkowitego wygaśnięcia i rozpoczęcia menopauzy. Z kolei spermatogeneza, czyli powstawanie nowych plemników, zachodzi mniej więcej co osiemdziesiąt dni. Życie jest bardzo niesprawiedliwe, bo rzeczywiście, jeśli mężczyzna poprawi swój styl życia, odstawi alkohol, papierosy i przeprowadzimy go przez pełną diagnostykę, to po trzech miesiącach wynik badania nasienia nagle wystrzeli. Widzę u swoich pacjentów, że po zwróceniu uwagi na styl życia, po rozmowie na ten temat, odstawieniu używek i powtórzeniu seminogramu po trzech miesiącach wynik jest zdecydowanie lepszy. Styl życia ma wpływ na oboje partnerów.

Najpierw w czasie tych pierwszych trzech miesięcy diagnostyki odstawiamy lub ograniczamy używki. Jeżeli udałoby się całkowicie zrezygnować z palenia papierosów – super. Jeśli się uda przejść na plastry albo gumy z nikotyną – to już o wiele lepiej niż było, to krok naprzód, bo niwelujemy substancje smoliste. Często dostaję też pytania o e-papierosy. Obecnie nie ma badań na ten temat. Działanie olejków z nikotyną jest trochę inne. Rzeczywiście nie ma tam substancji smolistych, ale już sama nikotyna ma wpływ na jakość naszej rezerwy jajnikowej i na wynik badania nasienia, więc e-papierosy też zdecydowanie odstawiamy, jeżeli jest na to szansa. Pewnie jakieś publikacje na ten temat niedługo się pojawią.

Więc pierwszy krok to używki, bo o nich najprościej jest powiedzieć. Drugi element stylu życia, który jest dosyć prosty, to aktywność fizyczna. Ruch pobudza nasz układ hormonalny, zwłaszcza u mężczyzn, tzn. produkcję testosteronu. Za tym idzie dużo lepszy proces spermatogenezy. Starajmy się wspólnie jako para zmotywować do ruchu. Nie mówimy tu o tym, by od razu startować w triatlonie czy maratonie. Chodzi o to, aby wyciągnąć się wieczorem na romantyczny spacer, podczas którego zrobimy dziesięć tysięcy kroków, czy aby wsiąść na rower w weekend. Jestem w stanie określić, jaką aktywność włączyć i kiedy. Mam też pacjentki, które borykają się z problemem niepłodności, chociaż chodzą na crossfit raz albo nawet dwa razy dziennie. Nie możemy popadać ze skrajności w skrajność. Każdy problem jest indywidualny i tak też do niego podchodzimy. Natomiast jakikolwiek ruch jest bardzo ważny. Starajmy się nawzajem motywować do aktywności, jakkolwiek by ona nie wyglądała.

Dieta, insulinooporność, metformina – co warto wiedzieć?

M.: No i rzecz najprzyjemniejsza – dieta. Och! To piękny temat!

Zosia: Czy tam jest nutka kpiny, czy tylko mi się przesłyszało?

M.: Nie, odrobina. Nie wiem, jaki wy macie odbiór, ale ja wciąż mam taki, że jest to temat kompletnie marginalizowany przez pacjentów. Na wizycie kontrolnej pytam, czy wprowadzono jakieś zmiany – „A o diecie pan doktor mówił? Nie zapisałam sobie”. To kolejny problem komunikacyjny wynikający głównie z tego, że w gabinecie nie mamy czasu omówić całego zagadnienia. Pokrótce jestem w stanie trochę powiedzieć.

Ogromny wpływ na możliwość zajścia w ciążę ma rozpoznana lub wykluczona insulinooporność. Są też opublikowane nowe prace na temat wpływu tego schorzenia na implantację. Gdy w jajowodzie dojdzie do połączenia komórki jajowej z plemnikiem, to potem zarodek musi przejść do jamy macicy i tam się zaimplantować. Jeżeli mamy duży stopień insulinooporności, to endometrium (błona wyściełająca jamę macicy) będzie działało jak tarcza. Ta „piłeczka zarodkowa” tam zejdzie, ale się odbije od tej bariery. Zarodek może się nawet zaimplantować, ale w słabym stopniu, może to również prowadzić do poronień w pierwszym trymestrze ciąży. Zdecydowanie to, co mogę zrobić w diagnostyce, to potwierdzić lub wykluczyć insulinooporność. Jeśli mamy ją potwierdzoną, to rozpoczyna się praca z zespołem. To już pokazuje jego zalety. Musimy z pacjentem porozmawiać, czy jesteśmy w stanie opanować tę jednostkę chorobową samą dietą. To nie zawsze jest możliwe, to bardzo indywidualne. Trzeba wziąć pod uwagę ocenę pacjentki (wzrost, masa ciała, BMI) i wywiad rodzinny, zwłaszcza jeśli jest on bardzo obciążony, np. mamy w rodzinie chorych na cukrzycę. Jeżeli pacjentka, która od wielu lat boryka się z problemem już nie nadwagi, a otyłości, powie nam, że się starała, próbowała i że chudnie, gdy nie je – to nie jest to zasada, którą chcemy stosować w diagnostyce niepłodności. Jeśli kobieta rzuca mi na odchodne, że od jutra przestaje jeść i że widzimy się za trzy miesiące, to nie do tego dążę. Mówię pacjentkom, że bardzo nie lubię diet z ograniczeniem bilansu kalorycznego – z tym chorym liczeniem, odejmowaniem. To nie jest naszym celem w leczeniu niepłodności. Zawsze przekazuję, że chowamy na razie kalkulatory i wagi i staramy się uczyć, jakie produkty wybierać. Natomiast ich dobór rzeczywiście uzależniam od rozpoznania insulinooporności czy jej podejrzenia.

W przypadku diety zalecenia dla kobiet i mężczyzn będą się różnić. Zaraz powiem dlaczego. Uczę o indeksie glikemicznym. Pytanie do was, czy zwracacie na to uwagę, gdy przygotowujecie diety, czy raczej wybieracie ogólnie zdrowe produkty?

Ania: Już ci, Michale, odpowiadamy: zawsze zwracamy na to uwagę. Dzięki temu pacjentki widzą, że w puli produktów z niskim indeksem glikemicznym jest najczęściej zdrowa żywność. Na bazie niskiego indeksu mogą później same komponować sobie diety, sięgając właśnie po te konkretne rzeczy.

Z.: Wiesz, co może się jeszcze kryć za tym pytaniem? Na przykład taka dziewczyna, która pisze, że wylicza sobie indeks i ładunek glikemiczny i na tej podstawie żyje. A tłumaczyłyśmy, że ona może zjeść arbuza, mimo że ma wysoki indeks. Nie o to chodzi, aby fiksować. Spotkajmy się gdzieś w połowie drogi i jedzmy zdrowo, ale nie tak skrajnie.

M.: To jest trudne. Ten indeks glikemiczny w przypadku pacjentek z insulinoopornością jest ważny. To, co teraz wchodzi nowego, to indeks insulinowy, który też jest istotny. Prace pokazują, że gdybyśmy wybrali warzywo z niskim indeksem glikemicznym i zrobili z niego sok, to jego indeks nie zawsze będzie niski. Ważne jest też to, co pacjentka zrobi z danym produktem. Ale tak jak powiedziałaś – nie fiksujemy na tym punkcie, staramy się znaleźć złoty środek. To jest właśnie to, czego potrzebuję w uzupełnieniu mojej pracy, a czego przez pewien okres mojego życia szukałem, czyli kogoś, kto ma wiedzę i doświadczenie i kto zaopiekowałby się moimi pacjentkami pod kątem diety. To nasze wspólne marzenie, aby stworzyć taki zespół.

Insulinooporność powoduje problemy z zajściem w ciążę, bo zakłóca nasz układ hormonalny. Hiperinsulinemia poranna może w ogóle prowadzić do zaburzeń owulacji, do jej hamowania lub nawet do jej braku oraz do poronień w pierwszym trymestrze. Trzeba wspólnie z lekarzem podjąć decyzję, czy to już moment na włączenie leku. Lekiem pierwszego wyboru jest metformina – wg mnie wspaniała i fantastyczna, tylko trzeba umieć ją zlecić. W pierwszych miesiącach swojej pracy zachwyciłem się nią i dawałem pacjentkom w dawce trzy razy po 500 mg do największych posiłków. Gdy później kobiety wracały do mnie z bólami brzucha i biegunką, to stwierdziłem, że coś jest nie tak z tym środkiem. Metformina jest składnikiem różnych leków, to produkt leczniczy, więc mówiłem, aby wybrać preparat innego producenta. „Panie doktorze, ja już nie daję rady, nadal mam biegunki, bóle brzucha. Ratunku!”. Naczytałem się tylu fantastycznych prac na temat tego leku, o co tu chodzi, uznałem, że trafiłem na jakąś zrzędę. Ale jak pojawiło się więcej takich osób, to wiedziałem, że to nie z nimi jest problem, tylko z lekarzem. Trochę się zacząłem więcej dowiadywać na temat korzystania z tej substancji. Jak są wskazania do jej stosowania, to trzeba to robić, jednak żadnemu organizmowi, który boryka się z insulinoopornością (a skoro włączamy leczenie, to znaczy, że problem jest zaawansowany), nie spodoba się to, że chcemy go trochę uwrażliwić na insulinę. W związku z tym tego typu dolegliwości, jak bóle brzucha czy biegunki (nawet te utrudniające funkcjonowanie w ciągu dnia), są częste. Już znam swoje triki i zalecam dane postępowanie z metforminą swoim kolegom, którzy lubią ten lek. Można zacząć stopniowo, od dawki nocnej, długouwalniającej, ale swoje sztuczki zostawię dla siebie. Ale rzeczywiście jest to fantastyczny lek i w wielu problemach pomaga, jeżeli jest dobrze stosowany. I tu – mocno podkreślam – żadna tabletka nie zastąpi diety! Jeżeli nie będziemy korzystać z produktów z niskim, a nawet średnim indeksem glikemicznym, nasza dieta nie będzie zbilansowana, a będziemy łykać tony metforminy, to ból brzucha będzie się pojawiał. Ostatnio miałem pacjentkę, u której rozpoznaliśmy problem i włączyliśmy dzienną dawkę leku. „Panie doktorze borykam się nadal z biegunką”. Wykorzystałem już wszystkie swoje sztuczki i zacząłem się zastanawiać, w czym leży problem. „Ale zaraz, zaraz, powolutku. Wracamy do punktu wyjścia. Pani Kasiu, proszę mi opowiedzieć, jak wygląda pani jadłospis w ciągu dnia”. „Dzień zaczynam od dobrze posłodzonej kawy, bo zaraz idę do pracy, więc muszę mieć energię. Potem w pracy mamy takie jedzenie stołówkowe, więc różnie – naleśniki z serem zasmażone albo jakiś gulasz”. Usiadłem z kartką, poświęciłem czas, aby zgłębić to, co ta pacjentka je, i pomyślałem, że skoro do tego wszystkiego wrzucam jeszcze metforminę, to robię jej taki koktajl, że nie ma takiego żołądka czy takich jelit na świecie, które by to wytrzymały. Z tej historii płynie pewien morał – opowiem go na końcu. Tłumaczę pacjentce, że nie ma takiej opcji, aby tabletki pomogły bez stosowania diety. Jeżeli będziemy te leki łączyć z nieodpowiednią żywnością, to konsekwencje będą takie, jakie ta kobieta odczuwa: biegunki, bóle brzucha, obniżony komfort życia itd. To już była pacjentka starsza, z dwojgiem dzieci, nie miała dalszych planów prokreacyjnych, poza tym bardzo dobrze się czuła sama ze sobą. I pytam: „Pani Kasiu, proszę mi tak szczerze powiedzieć, czy to, co robimy, jest nam w ogóle do czegoś potrzebne? Skoro pani prowadzi taki styl życia, kontroluje swoją masę ciała, bierze pod uwagę też inne choroby układowe, to czy czuje się pani dobrze sama ze sobą?”. Może to nie jest do końca lekarskie podejście, bo powinienem edukować na temat zdrowej diety, zdrowego stylu życia, że to wpływa na zawały, nadciśnienie itd. A pani Kasia: „Panie doktorze, powiem panu szczerze: czuję się dobrze sama ze sobą. Trochę ruchu mam, masę ciała w miarę kontroluję. Jasne, borykam się od lat z problemem nadwagi czy nawet otyłości. Rzeczywiście byłam w szoku, gdy pan doktor to u mnie zdiagnozował, bo nikt wcześniej o to nie pytał, ale obecnie ze względu na swój styl życia nie jestem w stanie się do końca dostosować”. Pewnym osobom może się wydawać: „Co ta baba gada? Przecież zmiana diety to najprostsza zmiana w życiu!”. Ale nie jesteśmy w butach tej kobiety, nigdy w nie nie wejdziemy i nie próbujmy tego robić, bo nie wiemy, jak wygląda jej życie, jej funkcjonowanie, na co ona ma czas, czemu chce się poświęcić, jakie ma cele. Naszym zadaniem jest edukowanie, czyli pokazywanie, że możemy wybierać zdrowe produkty, możemy diagnozować insulinooporność i ją leczyć, ale nikogo do niczego nie zmuszamy. W tej sytuacji odstawiliśmy metforminę, pani ma wrócić na kontrolę za trzy–cztery miesiące. W medycynie niczego nie robimy na siłę.

Z.: I to jest morał z tej historii.

M.: Dokładnie tak. Oczywiście trochę inaczej jest w przypadku pacjentek, które borykają się z niepłodnością. Metformina bardzo tu pomaga. Natomiast niczego nie robimy na siłę. Aby zamknąć temat insulinooporności, wspomnę też o zespole metabolicznym u mężczyzn. U panów nie tylko sama insulinooporność jest problemem, lecz także ilość tkanki tłuszczowej. Musimy pamiętać, że za nią idzie też produkcja żeńskich hormonów – bez wgłębiania się w szczegóły. Jeżeli borykamy się z otyłością brzuszną i ilość tkanki tłuszczowej trzewnej jest duża (najczęściej w konsekwencji nieleczonej insulinooporności), to nie ma wyrzutu hormonów, czegoś, co nam to potnie i przekaże w postaci energii. W efekcie jesteśmy zmęczeni, ospali, senni (zwykle w drugiej połowie dnia) i mamy problem z masą ciała. Naszym główny problemem nie jest waga, tylko nadmiar tkanki tłuszczowej. To prowadzi do zwiększonej produkcji estradiolu, czyli żeńskiego hormonu, co automatycznie wpływa na obniżenie poziomu testosteronu. Jeżeli on jest niski, to jakość nasienia będzie zła.

Jeżeli mówimy o diecie, to trochę inaczej to działa u kobiety, ale można się spotkać w jednym punkcie i wspierać się razem w wyborze prawidłowych produktów. Nie chodzi tu o zmniejszanie kalorii. Pacjentka nie może chodzić głodna. Ja sam borykam się z insulinoopornością, długo walczyłem z nadwagą i otyłością, ale nie za bardzo rozumiałem tła tego problemu. Natomiast najbardziej nie lubiłem w tym wszystkim tego, że ciągle byłem głodny. To najgorsze uczucie, jakie może nam towarzyszyć w ciągu dnia. Wiecie o nim, zalewacie to litrami wody mineralnej, bo jakoś trzeba oszukać organizm, ale na niczym się nie potraficie skupić. Równocześnie macie świadomość, że niczego nie możecie zjeść, bo chcecie się trzymać tej restrykcyjnej diety. Nie. Chodzi o to, żeby wybierać produkty, które są dla nas najlepsze, te, które ustaliliśmy wspólnie z dietetykiem czy zespołem, który się nami opiekuje. To jest bardzo ważny element naszego stylu życia. Mam nadzieję, że trochę go omówiliśmy.

Z.: Tak, jestem usatysfakcjonowana. To taki temat, że możemy się zdzwaniać, rozmawiać i nagrać tych podcastów z dziesięć, a i tak go nie wyczerpiemy.

M.: Jaki jest punkt trzeci? Pytam z ciekawości.

Z.: Nie poruszyliśmy go: jaki wpływ na problemy z zajściem w ciążę oraz jej utrzymaniem ma otyłość.

M.: W ogóle o tym nie mówiliśmy.

Z.: To duży temat. Ruszyliśmy dwa podpunkty. Bardzo się cieszę, że padło tak dużo o metforminie (swoją drogą jest ona znana od dawna, to bardzo stary lek, trochę do niego wracamy) i o tym, że jest wspaniała. To prawda. Ale wyobraziłam też sobie dziewczyny, które piszą do nas: „Może pójdę do lekarza, uda się dostać receptę i nie będę musiała stosować diety”. To będzie świetnym rozwiązaniem – jak się uda uzyskać tabletkę, to będzie wygodniej. Super, że wybrzmiało to, że to dobry lek. I cieszę się, bo są osoby, które potwornie się go boją i koncentrują się tylko na diecie i aktywności fizycznej. A czasami po prostu trzeba brać metforminę.

M.: Tak jest, tylko po pierwsze łączymy to z dietą, a po drugie musimy wziąć pod uwagę fałszywą wizję przedstawianą w mediach społecznościowych. Obserwuję wiele osób, które zajmują się dietetyką. Nie dajmy sobie wmówić, że jesteśmy w stanie zrobić wszystko samą dietą – to kłamstwo. Na pewnym etapie, po zgłębionym wywiadzie i wynikach badań sama zmiana nawyków żywieniowych to za mało. Może inaczej: nic bez diety nie osiągniemy, ale nie zawsze dieta jest wystarczająca.

Z.: Jasne, dokładnie tak.

A.: Mamy nawet takie powiedzenie w Akademii, że czasami w leczeniu niepłodności dieta gra pierwsze skrzypce, a czasami drugie.

Z.: I mamy też takie pacjentki, które panicznie się boją leków. Czasami metformina jest niezbędna i nie trzeba się jej obawiać, tylko trzeba o niej mówić tak ciepło jak Michał – ona jest wspaniała. Byłam niedawno z mamą na konferencji medycyny estetycznej i był tam bardzo długi wykład m.in. na temat tego, że metformina przedłuża nasze piękno.

M.: No tak. Wszystko, co czytamy w mediach społecznościowych przepuszczajmy przez jakiś filtr. Zawsze się nad tym zastanówmy i skonsultujmy to z lekarzem. Musi ktoś sprawować nad nami opiekę. Jasne, ludzie są różni, lekarze tak samo. Nigdy nie staję w obronie jakiejkolwiek grupy specjalistów, bo wiem, że są różnoracy i nie zawsze ktoś zwróci uwagę na dietę, drugi machnie na to ręką itd. Dlatego też uważam, że jeśli ktoś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Jeżeli dana osoba zajmuje się endokrynologią, niepłodnością i ma wiedzę, to się do niej udajmy. Ja nie zajmuję się np. ginekologią onkologiczną. Mam wiedzę podstawową, pewne rzeczy potrafię zdiagnozować czy nawet zoperować, ale jeżeli wymaga to dalszego postępowania, głębszej diagnostyki, to kieruję do moich kolegów czy koleżanek, którzy są pasjonatami tej dziedziny. „Jejku! Tracę pacjentkę? Co ja zrobię?” – takie myślenie jest mi obce. 

Z.: Ja jako pacjent bezpieczniej się czuję u kogoś wyspecjalizowanego w wąskiej dziedzinie. To dla mnie w porządku, jeżeli mówisz, że to nie twoja działka, ale polecasz superkolegę, który zajmuje się tym od lat. Wolę iść do człowieka, który np. w ginekologii onkologicznej działa od dawna, wtedy czuję się dobrze zaopiekowana. Przywiązałam się do swojego lekarza, to prawda, ale to jest fair, jeżeli on w pewnym momencie tak powie.

A.: To jest to, przez co ktoś rośnie w moich oczach i przez co uważam go za lepszego specjalistę.

Z.: Dokładnie tak. Gdy on powie: „Sorry, nie wiem”. To jest w ogóle bardzo cenne, gdy lekarze mogą tak powiedzieć. „Nie wiem, ale dowiem się na następną wizytę” – to jest super.

M.: „Nie wiem” rzadko usłyszycie w gabinecie, żeby nie powiedzieć, że wcale. Drzemie w nas nieodłączny pierwiastek boskości.

Z.: Szczególnie chyba szybko po studiach tak jest – nie macie takiego wrażenia? Mam wokół wiele osób z lekarskiego środowiska i często słyszałam takie przemyślenia o tym, co im się wydawało zaraz po skończeniu nauki, zanim ta pokora przyszła.

M.: To prawda w stu procentach, chociaż za tym nie idzie reguła. Ale w ginekologii jest magiczne złote powiedzenie, które zawsze powtarzam. Zwłaszcza w położnictwie jest to bardzo zdradliwe, stąpasz tam po cienkim lodzie – trzeba bardzo, bardzo uważać. Zawsze mówimy, że przed upadkiem kroczy tylko duma. Musimy się wystrzegać tej pewności, że nasza diagnoza jest jedyną i nieodzowną, zawsze należy wziąć pod uwagę inne możliwości. To mnie i wielu moich kolegów ustrzegło przed mnóstwem problemów. Trzeba mieć otwarty umysł i cały czas brać pod uwagę inne opcje.

Z.: I nauczyć się pokory. Chyba wszędzie tak jest. Chociaż ten pierwiastek boskości w lekarskim świecie jest większy niż u przeciętnych śmiertelników.

M.: Jest ogromny. To prawda.

Garść refleksji na koniec

Z.: Michał na początku, zanim zaczęliśmy rozmawiać, nakreślił nam czas, a i tak go nieźle przeciągnęliśmy. Nie wiemy, co zrobimy z tym podcastem. Czy go potniemy na dwie części, czy dacie radę wysłuchać aż tyle. Ale absolutnie nie udało nam się omówić wszystkich punktów, które były w planie.

M.: To, o czym powiedzieliśmy, to zupełna podstawa. Bardzo się chciałem zagłębić osobno temat insulinooporności i niepłodności u kobiet i mężczyzn. To, co przekazałem, jest pewnie dość powierzchowne, natomiast może nakreśliłem przynajmniej fundamentalną ścieżkę diagnostyczną. Zależało mi na tym, aby przypomnieć, że kiedy robimy doustny test obciążenia glukozą to zawsze z oznaczeniem insuliny. Insulinooporność to problem społeczny. Wiadomo, że teraz nasze społeczeństwo ma duży kłopot z nadwagą czy otyłością, ale to nie zawsze jest wina danej pacjentki czy danego pacjenta, czasami idą za tym uwarunkowania chorobowe. Bardzo chciałbym zwrócić uwagę na ten trzeci punkt. Chciałbym kiedyś z wami porozmawiać o otyłości i jej wpływie na ciążę. Pacjentki z tym problemem zgłaszają się do klinik leczenia niepłodności, są tam stymulowane ogromnymi dawkami hormonów. Musimy w tym wszystkim znaleźć jakiś złoty środek. To jest też problem pierwszych tygodni czy miesięcy ciąży, bo kobieta z otyłością jest traktowana jako wysokiego ryzyka i jej ciąża powinna być inaczej prowadzona i inaczej kontrolowana. W takiej sytuacji zlecane są dodatkowe badania, np. echo serca płodu. Te szczegóły są ciekawe i warto o nich opowiedzieć.

Z.: Nie kończmy smutno tego podcastu, bo cieszę się, że będzie kontynuacja. Super, że nam się nie udało omówić tych punktów, bo to znaczy, że będziemy musieli się jeszcze spotkać.

M.: Albo w Krakowie, albo gdzie indziej. Na żywo jest dużo lepiej.

Z.: Nie wiecie, że ta nasza kolaboracja trwa już długo i że mieliśmy tyle pomysłów na współpracę, np. nagrywanie filmików, tour po Krakowie. Co się odwlecze, to nie uciecze. Oby. Życzę nam tego na koniec tego podcastu, bo mogłoby to być superwartościowe dla odbiorców.

A.: Tym bardziej, że ewidentnie czujemy z Michałem flow. Mamy wspólne myśli, utopijne wizje i marzenia.

M.: Warto było zainwestować w kurs hipnozy.

Z.: W ogóle bardzo mi się podoba to, że się zastanawiasz, co się dzieje po drugiej stronie, u pacjenta. Ten pierwiastek boskości jest na drugim miejscu. Super, życzę sobie takich lekarzy.

M.: On jest tak między pierwszym a drugim miejscem, nie przesadzajmy za bardzo. Ja również mam jakieś marzenia, chciałbym przekazać to, czego mnie nauczono. Nie jestem też idealny, bo uwierzcie mi, że nie jest łatwo informować o czymś trudnym o piątej nad ranem, jeśli was wybudzą lub nie, bo jesteście już szesnaście godzin czy dwadzieścia cztery godziny na nogach. Nie każdemu się wtedy to udaje. W moim przypadku też tak pewnie wielokrotnie było i za to chcę przeprosić swoje pacjentki. Natomiast chcę też zwrócić uwagę na to, że jeżeli kobieta poczuła, że ten przekaz nie był odpowiedni, to warto o tym poinformować. Warto wyciągnąć nas z letargu czy z bańki, tj. sytuacji, w której nawet nie zdajemy sobie sprawę, co powiedzieliśmy i w jaki sposób. Warto zwracać uwagę lekarzom. Oni są takimi samymi ludźmi jak ja i ty. Jasne, mają wiedzę, wykształcenie, ale muszą się wykazywać pewnymi umiejętnościami ponad to, do tego zostali zobligowani. I to są m.in. umiejętności komunikacyjne, których mnie nauczono i które chciałbym przekazać innym. Warto o tym mówić. Ja też trafiałem do szpitala ze swoimi bliskimi i potrafię wychwycić, czy ktoś daną informację przekazał w zły sposób. Jasne, dziewięćdziesiąt dziewięć procent osób, którym zwrócicie uwagę, wpuści to jednym uchem, a wypuści drugim, ale ten jeden procent to będzie wasz zysk jako pacjenta. Ta osoba to przemyśli, zastanowi się, drugi raz tego samego błędu nie popełni, mimo że mogliście się poczuć urażeni, skrzywdzeni. Starajmy się trochę walczyć i poprawiać naszą ochronę zdrowia.

Z.: Bardzo fajna rada, trudna do zrealizowania. Ale z drugiej strony też chwalmy was – pisałeś o tym ostatnio. Ciągle mi to krąży w głowie. Jak jest dobrze, to jest cisza. Możecie też powiedzieć „dziękuję”. Są dwie strony medalu: możemy powiedzieć, że coś nas zabolało, ale podziękowanie też może bardzo wiele zmienić. Może właśnie po takim ciężkim dyżurze albo po tej walce nad tobą, z której możesz nie zdawać sobie sprawy.

M.: Taka dygresja – mam dość mocne fundamenty, tzn. jak wyznaczyłem sobie jakiś cel, to chcę go realizować. Ginekologia wsadziła mnie do pralki, wytrzepała i teraz próbuje mnie wypluć. W swoim życiu zawodowym miałem taki etap, że chciałem to wszystko rzucić. Było to też związane z sytuacjami, które wydarzyły się w mojej pracy. Byłem blisko tej decyzji. Mam inne możliwości pozazawodowe czy nawet w medycynie. Nie bałbym się tego zrobić. Byłem dość młodym lekarzem, na pierwszych latach specjalizacji i wraz z końcem tygodnia miałem się zdecydować. We wtorek czy w środę miałem ostatni dyżur, w czwartek planowałem zabrać swoje rzeczy, wszystkim podziękować, bo to nie jest moja bajka. Miałem wtedy dyżury poza Krakowem, a one są zupełnie inne. Towarzyszyłem pacjentce przy porodzie. To był jej pierwszy poród, długi, trudny, choć wszystko było w porządku. Wiedziałem, że ta kobieta była z daleka, była bez wsparcia, nie miała przy sobie partnera, nie potrafiła się skupić i nie do końca potrafiła nawiązać z nami kontakt. Normalnie rozmawialiśmy, że musimy wspólnie dać radę, że jej pomogę, tylko proszę, aby współpracować. Urodziliśmy, wszystko super. Spakowałem się, wracam do domu, mam podjętą decyzję, więc muszę tylko dać wypowiedzenia itd. Pomyślałem, że zacznę od tego miejsca, bo nie będę już tu jechać. Byłem tam w czwartek, w piątek miałem rezygnować. A tu mówią do mnie: „Panie doktorze, tu jest dla pana koperta”. Ginekolog zawsze myśli, że jak koperta, to nie pieniądze, tylko wezwanie do prokuratury. Pomyślałem: „No dobra, dawajcie. Co mam wziąć na barki na koniec, to wezmę”. Na szczęście koperta była zielona czy różowa, więc już wiedziałem, że nie prokuratura. Uwierzcie mi, że ta pacjentka, która urodziła, napisała mi piękne, szczere i proste podziękowania. I to mnie tak… „No dobra, może nie jest aż tak źle”. Decyzję o rezygnacji można podjąć zawsze. Ciągle mam ją z tyłu głowy, mam gorsze i lepsze okresy. Nawet mam gdzieś na swoim Instagramie zdjęcie tej kartki, taka ze słoniem, trzymam ją. W ginekologii musicie mieć ogólnie duże wsparcie. Dobrze, gdy przychodzisz do domu i jesteś w stanie wypluć te wszystkie historie, bo też nie każdy je udźwignie – krew, flaki, śmierć. Mam swojego serdecznego przyjaciela, do którego dzwonię i mogę się z nim tym podzielić. Takie proste podziękowania mogą zwrócić sens wykonywania tej pracy i przywrócić wiarę w ludzi. Na mnie tak zadziałała tamta sytuacja. Denerwowało mnie wtedy wszystko: szefostwo, współpracownicy, położne na bloku porodowym. I to się tak jakoś zmieniło. Warto dziękować. Niczego nie oczekujemy, ale warto powiedzieć zwykłe „dziękuję”.

Piszę też o tym, że nie ma niczego gorszego w położnictwie niż krwotok, atonia, to jest też największe ryzyko zgonu. Mam szefów, którzy mają ogromną wiedzę i możliwości operacyjne. Cały czas dziwi mnie to, że widzę zabiegi, które trwają po sześć–siedem godzin, tam jest worek krwi za workiem krwi, udaje się uratować pacjentkę i nie ma zwyczajnego „dziękuję” dla tych ludzi. Nie mówię, że dla mnie, bo jestem tam osobą postronną, stoję i drżę w drugim rzędzie. Ubolewam nad tym, że brakuje tego podziękowania. „Panie doktorze, panie profesorze dziękuję za to i za to” – i tyle, nic więcej nie trzeba. Dodaje to wiary w to, co oni robią. Był taki post na moim Instagramie.

Z.: Ważna lekcja dla nas do odrobienia. Może to wynika z niewiedzy. Tam naprawdę się toczyła walka, to ty tam stałeś, drżałeś i się pociłeś.

M.: Ale jak się budzisz z siedmioma rurkami wystającymi z brzucha, to wiesz, że to nie był prosty zabieg.

Z.: Nie no, jasne. Jak zwykle staram się stanąć gdzieś pośrodku.

A.: A ja bym powiedziała, żeby dziękować wszystkim. To jest coś miłego, o czym może wielu z nas zapomina. Przyzwyczajamy się do dobrego i jest nam ono dane za darmo, a tak naprawdę tak nie jest, więc dobrze jest powiedzieć nawet bliskim osobom, współpracownikom, że dziękuję ci za głupią kawę. To dodaje człowiekowi skrzydeł.

Z.: Jasne. Pytamy raczej, gdzie jest zeszyt skarg i zażaleń, a nie gdzie mogę napisać pochwałę. Ostatnio w krytycznym momencie siadła nam strona i pomógł nam pewien informatyk – chciałam go ozłocić. Napisałyśmy z Anią pochwałę dla jego pracodawcy. To było takie: ale jak to? Gdzie ten e-mail, gdzie to skierować? O co chodzi? 

A.: Nawet nam później odpisali bardzo miło z takiego czatu, na którym się nie odpowiada…

Z.: Ale na początku była konsternacja.

A.: Zwykle to jest automat, a tam – człowiek: „Dzięki, bardzo nam miło, przekazaliśmy”.

Z.: Może chłopak dostanie podwyżkę. Fajna klamra na koniec. Bardzo dziękujemy. Właśnie wybiły dwie godziny.

M.: To ja wam bardzo dziękuję. Mam nadzieję, że to się wszystko nagrało.

Z.: Damn it! Nie ma innej opcji! Michał trochę nas straszył w trakcie rozmowy, był taki jeden moment.

M.: Zaraz wam to wyślę. Nie znam się na tym, to jest dla mnie trochę obce, ale mam nadzieję, że wszystko działa.

A.: Zaraz ci wszystko powiemy. Może na koniec pożegnamy się z naszymi odbiorcami. Jeżeli jeszcze z nami jesteście, to super. Michała znajdziecie na ginekologika.pl i na Instagramie – zachęcamy do śledzenia jego social mediów.

M.: Musimy sobie jeszcze zrobić zdjęcie.

Z.: Instagram – dr_strus. Nie doktor Struś, podobno to częsty błąd.

M.: Uwielbiany przeze mnie! Nie mam z tym żadnego problemu. Od małego jestem Strusiem. To jest bardzo miłe.

A.: Nawet tak brzmiał nasz pierwszy e-mail do ciebie. Zrobiłam literówkę.

M.: I to taką trudną, bo tam trzeba wcisnąć ALT.

A.: Na pewno była literówka, później się dziwiłyśmy. To Zosia znalazła cię na Instagramie.

Z.: Piękny początek, dobrze, że jesteś wyrozumiały.

M.: To częsty błąd. Mój młodszy brat właśnie skończył studia, jest lekarzem, będzie miał specjalizację z kardiologii i zaczął nawet ze mną przyjmować, oczywiście w osobnym gabinecie. Pacjentki mają problem i są trochę zaskoczone, bo mówią, że są umówione do doktora Strusia, a rejestratorki już nawet ich nie poprawiają, tylko pytają, do którego.

A.: Do młodego czy starego?

Z.: Dziękujemy bardzo w imieniu swoim i odbiorców, którzy na pewno znaleźli sporo informacji w tym podcaście.

M.: Zapraszam do Krakowa. Dzięki bardzo.

Z.: A my zapraszamy once again. Może uda się nam umówić szybciej niż od naszych ostatnich rozmów.

M.: Próbujmy, jasne.

Z.: Spróbujmy. Dzięki wielkie.

M.: Dzięki!

A.: Dziękujemy wam bardzo.

Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania oraz korzystania z narzędzi analitycznych i marketingowych (Facebook Pixel, Google Analytics, Google Tag Manager, Google AdWords, Google AdSense). Szczegóły: polityka prywatności. Jeżeli wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies, kliknij w przycisk "Akceptuję". Jeżeli chcesz edytować ustawienia plików cookies, kliknij w przycisk "Ustawienia".
Ustawienia
Polityka cookies
W poniższym formularzu znajdziesz więcej informacji o plikach cookie, których używamy. Możesz tutaj również wyłączyć niektóre z nich.
Usługa Cel użycia Włączone
Cookies funkcyjne Te pliki cookies są niezbędne do prawidłowego działania strony, dlatego nie możliwe jest ich wyłączenie. W ramach tych plików zapisywane są także zdefiniowane przez Ciebie ustawienia cookies.
Facebook Custom Audiences Zezwolenie na te pliki, pozwoli nam zbierać informacje na temat Twojego korzystania ze strony, co pozwoli na kierowanie do Ciebie spersonalizowanej reklamy w ramach narzędzi reklamowych Facebooka. Zgromadzone dane nie pozwalają jednak na bezpośrednią identyfikację. Jeżeli wyłączysz tą opcję reklamy kierowane do Ciebie nie będą spersonalizowane.
Google Analytics Narzędzie Google Analytics służy do analizowania ruchu na blogu. W ramach tego narzędzia nie są gromadzone jakiekolwiek dane pozwalające Cię bezpośrednio zidentyfikować. Informacje, do jakich dostęp posiadam, to, w szczególności: czas spędzony na stronie, przejścia pomiędzy poszczególnymi podstronami, źródło ruchu. Jeżeli wyłączysz Google Analytics, pozbawisz mnie możliwości prowadzenia skutecznych działań analitycznych.
Hotjar Narzędzie Hotjar służy do analizowania ruchu na blogu w celu polepszenia jakości naszych usług. W ramach tego narzędzia nie są gromadzone jakiekolwiek dane pozwalające Cię bezpośrednio zidentyfikować. Informacje, do jakich dostęp posiadam, to, w szczególności: czas spędzony na stronie, przejścia pomiędzy poszczególnymi podstronami, źródło ruchu.