Wpisz kod „KROKUS10” i zgarnij -10% zniżki! Do końca promo zostało…

Dni
Godzin
Minut
Sekund

Zapisz się na newsletter i zgarnij -15%!

3 lata starań!
Długo nie wierzyłam, że kiedykolwiek może się udać. 😳
Mój cud jest już ze mną. To niezwykłe, że tak piękna istota potrafi rozwijać się w moim brzuchu. 🤰 Myślę, że złożyło się na to wiele rzeczy a przede wszystkim Wasza dieta pozwoliła wzmocnić organizm przed ivf. 🥦🫑🥑🍍
Moja córeczka jest dowodem na to że warto zrobić wszystko by spełnić swoje marzenie, walczyć i nigdy się nie poddawać.
Sama też jest bohaterką, bo poród nie należał do najłatwiejszych. Takie są kobiety silne i waleczna.
Dziękuję Wam akademio, że mogłam Was poznać i dzięki Waszej pracy i serca które w nią wkładacie, działać i dziś cieszyć się z najpiękniejszego czym zostałam obdarowana-cudem życia. 🙏❤️
Historia
➡ 3 lata starań
➡ Obniżone parametry nasienia
➡ IVF z akademiową dietą w tle
„Droga Akademio,
Kiedy trafiłam na Was byłam troszkę na skraju załamania. Starania o dziecko były bezskuteczne, uważałam, że to naturalny proces i że potrzeba czasu. Długo wierzyłam, że to może nerwy, stres, itp. Lekarz twierdził, że wszystko jest w porządku.
Tak minęły niemal 3 lata. Po kolejnej informacji o ciąży zawzięłam się przeczytałam wszystkie poradniki, zastosowałam suplementację, ale niestety to nie przyniosło efektów. Trafiłam do innego lekarza, który zdiagnozował przerost endometrium i zlecił histeroskopię i serię badań. Myślałam, że to główna przyczyna moich niepowodzeń. Dopóki nie zrobiliśmy badań nasienia.
Pierwszy wynik zwalił nas z nóg podejrzenie oligozoospermii. Zadzwoniłam do lekarza, myśląc, że to błąd lub może źle wykonaliśmy badanie. Lekarka powiedziała, że jeśli wynik się powtórzy to jedynie in vitro. To zwaliło mnie z nóg. Załamałam się. Straciłam nadzieję. Pomyślałam, że in vitro to jak loteria i że trzeba wydać mnóstwo pieniędzy. Trochę czasu zajęło mi by wziąć się za siebie.
Zaczęłam czytać mnóstwo o in vitro, obejrzałam dokument i pomału odzyskiwałam nadzieję. Wiedziałam, że muszę walczyć.
W międzyczasie trafiłam na Was, koleżanka odpowiedziała mi o Was i przeczytałam wszystkie te pokrzepiające historie. Muszę zacząć walkę. Nie powiem, że było to łatwe, choć pomału zaczynałam wprowadzać wskazówki z ebooka, potem dieta dla par. Szakszuka, czarnuszka, siemię lniane używałam niemalże codziennie.
Mąż zaczął stosować suplementy i pij olej z czarnuszki(smakował jak benzyna), robiłam mu posiłki na bazie Waszych rad, na tyle ile mogłam. Po 3 miesiącach powtórzyliśmy badania nasienia były znacznie lepsze ale nadal mała ilość plemników. Jednak ja uważałam, że to nie tylko efekt suplementów, ale przede wszystkim diety.
Niestety ciąży nadal brak i powoli szykowaliśmy się do in vitro.
Wszystko popsuła pandemia i cały proces leczenia został odroczony.
Tutaj znowu podupadłam na duchu, odpuściłam dietę, choć jakaś małą jej część zawsze stosowałam.
Minął lockdown i nie mogłam doczekać się wizyty. Umówiłam się i już mogliśmy zaczynać. Wszystkie potrzebne badania wykonaliśmy, podpisać dokumenty. Zaczęliśmy 1 procedurę, była we mnie jakaś ekscytacja, nadzieja. Pierwsze zastrzyki, ogromny stres, ale wiedziałam, że dam radę. Stosowałam Wasze rady owsianki, gryczanki, Szakszuka, jadłam ryby, pieczywo pełnoziarniste, diety wiosennie, lato.
Co jakiś czas przypominałam sobie rady z ebooka.
Stymulacja początkowo szła średnio, ale zostały mi stopniowo zwiększane leki aż urosło wystarczająco dużo komórek jajowych. Ale niestety hormony urosły na tyle wysoko, że podanie zarodka było na razie niemożliwe. To był dla mnie cios. Poczułam zawód, myślałam, że wszystko pójdzie sprawnie. Niestety znowu musiałam poczekać i jeszcze na dodatek pandemia i nieustanny strach czy zdążę.
Podeszłam do punkcji uzyskano 14 komórek jajowych. Następnie 6 zapłodniono. Po wielu telefonach i stresach udało się uzyskać 3 zarodki. Nie wiedziałam, co oznacza ich klasa i dzień w którym zostały zamrożone i pomyślałam, że chyba nie są rewelacyjne. Emocje opadły i trochę dochodziłam do siebie.
Z Waszą dietą i posiłkami pomalutku przygotowywałam się do transferu. W międzyczasie umówiłam się do lekarza innego niż mój prowadzący i zostałam trochę nastraszona. Znowu coś. Pomyślałam, że może nie uda mi się przystąpić do transferu. Na szczęście wróciłam do mojej pani doktor i ona dała zielone światło. Moja motywacja poskoczyła, zawzięłam się i pilnowałam, żeby jeść naprawdę zdrowo. Nadszedł dzień transferu, to było coś niesamowitego, magiczne uczucie. Jedna chwila i mikroskopijny zarodek jest już we mnie. Codziennie jadłam parę plasterków ananasa, piłam sok z burka i jadłam łososia…
Dni upływały głównie na odpoczywaniu, ale po paru dniach musiałam trochę zająć głowę, która już zaczynała fiksować. Po 10 dniach miałam ochotę kupić test ciążowy ale stchórzyłam. W dniu badania krwi cały dzień przepłakałam, myślałam, że to koniec marzeń i jak będę musiała podnosić się po porażce.
Wieczorem odczytałam wynik beta hcg moje uczy zalały się łzami wynik ponad 1200.
Udało się. Nie mogłam w to uwierzyć, bo tak wątpiłam. Kolejne badania pokazywały dynamiczny wzrost bety. Oczekiwania na pierwsze usg. Miałam trochę stres, bo myślałam, że może to bliźnięta już na pierwszym usg zobaczyłam maluteńkiego zarodka z bijącym serduszkiem. To cudowne uczucie. Nie mogłam uwierzyć.
Myślę, że to również dzięki Wam udało mi się za pierwszym podejściem. Ten końcowy czas przygotowań naprawdę przykładałam się do Waszych rad. Jestem przekonana, że oprócz medycyny, moja dieta przyczyniła się do sukcesu. Dziękuję Wam za to co robicie i jak wiele nadziei dajecie nam staraczkom. Dziękuję Wam, dopóki jest nadzieja trzeba walczyć.”
Bardzo dziękujemy za Waszą historię. ❤️
____
➡ Akademiowe diety i ebooki https://sklep.akademiaplodnosci.pl/