CUDA się dzieją! 
Poznajcie historię starań o ten mały CUD, który już od kilkunastu dni tuli się i zasypia w ramionach swojej mamy i swojego taty.
Gratulujemy! 
„Czytając historie Staraczek, którym udało się zajść w ciążę, marzyłam, żebym kiedyś i ja mogła opisać Wam swoją historie, oby z happy endem. W końcu jestem gotowa.
Jak wiele z nas „od zawsze” marzyłam o zostaniu mamą, zawsze mówiłam, że to wszystko, czego pragnę.
Nasze starania zaczęły się zaraz po ślubie w maju 2018. Zeszłam z antykoncepcji po prawie 10 latach (sic!) i szybko cykle zaczęły się wydłużać. W listopadzie, po dwóch miesiącach od ostatniej miesiączki, poszłam do lekarza, gdzie usłyszałam wstępna diagnozę: pcos. Wiedząc, z doświadczeń przyjaciółki, o co chodzi, od razu zgłosiłam się do kliniki, która zajmuje się między innymi leczeniem niepłodności. Zaczęła się diagnostyka, wjechała stymulacja i metformina. W między czasie moja pani doktor poszła na urlop macierzyński, a ja zostałam pod opieka jej kolegi, który niestety tylko kontynuował stymulację, bez monitoringu i dalszej diagnostyki. Umówiłam się na wizytę do innej koleżanki pani doktor, która zaczęła monitoring i zleciła dodatkowe badania: badanie nasienia (po roku od diagnozy – wszystko w normie) i badanie drożności jajowodów. Niestety to drugie bardzo źle wspominam (dlatego nie opisywałam go, kiedy pytałyście o nasze doświadczenia
). Mimo ketonalu podanego domięśniowo w szpitalu, ból był ogromny. Zdążyłam usłyszeć, że lewy jajowodów jest niedrożny, bardzo brzydki, i straciłam przytomność. Musiałam dochodzić do siebie na korytarzu oddziału ginekologii, nie mogąc powstrzymać łez rozpaczy.
Dodatkowo monitoring pokazał, że endometrium nie chce za nic współpracować i tydzień po owulacji miało zazwyczaj 6-7mm, wiec doszedł estrofem.
Na dokładkę jest jeszcze niedoczynność tarczycy.
Tak minął 2019 rok.
Kontynuowałam stymulacje, modląc się co drugi miesiąc. Moja pani doktor wróciła do pracy, więc wróciłam pod jej skrzydła.
I wtedy stała się pandemia, a zalecenia ograniczyły na jej początku możliwość kontynuowania leczenia. Mój świat się zawalił kolejny raz.
To właśnie w tamtym momencie u Mamyginekolog zobaczyłam Wasza cegiełkę i postanowiłam spróbować.
Jestem tym typem, który ma ogromny problem, by utrzymać dietę na 100%, więc bywało różnie, ale wprowadziłam do swojego życia wiele Waszych wskazówek. Poszłam tez do fizjoterapeutki uroginekologicznej, z która pracowałyśmy nad zrostami po laparoskopii wyrostka, która prawdopodobnie przyczyniła się do niedrożności lewego jajowodu.
W połowie roku wróciliśmy do stymulacji i zaczęliśmy rozmowy o innych opcjach. W październiku wykonaliśmy badania do inseminacji, mieliśmy do niej podejść w kolejnym cyklu z owu z prawej strony, wjechała stymulacja wraz ze zmodyfikowaną dawka estrofemu już od początku cyklu. Po 14 dniach krwawienie i brak owulacji. Załamka. Kolejny cykl do spisania na straty, bez stymulacji.
W grudniu znów ten sam pakiet stymulacji i znów krwawienie po 14 dniach. Pani doktor znalazła badania na potwierdzenie, ze niektóre kobiety, nie wiedzieć czemu, reagują tak na to zmodyfikowane dawkowanie estrofemu od początku cyklu. Załamanie po raz n-ty, na koniec roku. Kolejny cykl w styczniu bez stymulacji, na monitoringu nieduży pęcherzyk jakby z lewej strony, tej niedrożnej, żadnych nadziei. Wjechał jedynie utrogestan w drugiej połowie i oczekiwanie na kolejny dzień 1.
Nie łudziłam się ani trochę, brzuch zaczął boleć jak przed miesiączka, wiec czekam. 10 dni po odstawieniu utrogestanu postanowiłam w końcu zrobić test. Dla mnie test to ostateczność, bo dużo gorzej znosiłam jedną kreskę niż przyjście okresu.
Wyobraźcie sobie szok, jaki przeżyłam, widząc 2 kreski! Lewa strona, niedrożna, bez stymulacji! Cud!
Diabli wzięli wielkie plany przekazania tej wiadomości staremu małymi bucikami czy inną niespodzianką. Prawie rzuciłam w niego testem! 
Oczywiście, dla pewności, zrobiłam jeszcze jeden test, a dzień później kolejny 
Obecnie zaczęliśmy 22tc, pod sercem rośnie zdrowa czarnuszka
Początki były pełne obaw, teraz te powoli ustępują, gdy czuje kopniaki tych maleńkich nóżek.
Wierzę, że dołożyłyście ogromną cegiełkę do tego sukcesu. Dietą, skierowaniem do fizjoterapeuty, dobrymi słowami, historiami, podcastami, całą Waszą ciężką pracą pomogłyście nam w naszej walce.
Jestem wdzięczna, że jesteście, że na Was trafiłam. 
Cuda się zdarzają! Musimy w nie wierzyć.
Trzymam kciuki za wszystkie staraczki, aby każda doczekała się swojego cudu!
Dziękuję Wam za ebooki Jak pokonać PCOS i 28 dni do płodności, z których czerpałam wiedzę, jak również za wszystkie dodatkowe materiały, przepisy i webinary!”
Dziękujemy za piękną historię 


____
Akademiowe diety i ebooki: