Przywitajmy na świecie Małgosię. 
Poznajcie HISTORIĘ starań jej rodziców.
„Można powiedzieć, że starania o dziecko zaczęliśmy tak po prostu na luzie, pół roku po ślubie stwierdziliśmy a może przestaniemy się już zabezpieczać… No i tak zrobiliśmy
w między czasie przyszło nam do głowy że warto może było by się zbadać skoro staramy się o dziecko zrobić takie najbardziej podstawowego badania. Wszystko okazało się być a jak najlepszym porządku. Mijało parę miesięcy no a u nas nic się nie działo. Frustracja narastała z każdym kolejnym negatywnym testem i o ile na początku drogi wiedzieliśmy że przecież to może zająć trochę czasu no to w praktyce pogodzenie się z tym że człowiek strzela Pan Bóg kule nosi… Noo już nie było aż tak oczywiste.
Postanowiłam znowu pójść po lekarzach, mówili że co się Pani martwi przecież do roku czasu starania się to jest normalna rzecz. No tak… Ale dla nas te parę miesięcy nie było normalne… Co chwilę ktoś zagadywał, że przecież jesteście po ślubie że po co tyle czekać, na dziecko nigdy nie ma dobrego momentu, a Ty z każdym jednym takim słowem masz ochotę się rozryczeć. Niestety nie docierało nawet do rodziców… I to chyba najsmutniejsze, bo dopiero po paru razach „staramy się ale jak na razie nic z tego” skończyły się głupie uwagi…Trafiłam do innej lekarki która postanowiła zrobić „monitoring” skoro mam okres jak w zegarku 5 dni równo co 28dni to co by mogło nie grać… A no nie grało… Okres był ale jajeczko nie dojrzewalo na czas. Wjechały tabsy i seks na zawołanie bo przecież było widać owulację to znaczy że już! Już nie było…. Po prawie Roku starań udało się. Zobaczyliśmy upragnione 2 kreski na teście. Czuliśmy się tak jak byśmy Pana Boga za nogi złapali. Pochwaliliśmy się przed znajomymi. Niestety nasze szczęście nie potrwało długo. Pewnego dnia pojechałam na rutynową kontrolę. Jak ginekolog przyłożył głowice do brzucha nie powiedział nic, zamarł… A ja już wiedziałam i nie chciałam tego słyszeć „przykro mi ale serduszko nie bije”
i to jest taki ból którego się nie zapomina. Mało tego nikt nie mówi co dalej. Może poronienie zacznie się w domu. Ok ale co mamy zrobić z naszym dzieckiem. Dla innych to 1.5cm płód, dla nas to było nasze upragnione 1.5cm maleństwo. Trafiłam do szpitala, sama no bo covid, z mężem byłam tylko na telefon. Dało nam to mocno po psychice bo przecież jakim cudem się nie udało skoro tyle się staraliśmy… Dlaczego? A może to znak że nie powinniśmy mieć dzieci? Szukając pocieszenia w internetach że nie tylko nam się zdarzyło stracić 1 ciążę trafiam na Was dziewczyny. Słuchaliśmy z mężem chyba wszystkich Waszych podcastów, mąż namiętnie kupował Czarnuszkę, olej z czarnuszki, pił soki pomidorowe… Takie wiecie koktajl płodności.. Kurkuma olej, chili. Nawet na lodówce mieliśmy rozpiskę produktów które są wysoko w skali ORAC. U mnie wjechało leczenie tarczycy bo dzięki Wam wiedziałam że z takim tsh jakie mam no to nic z tego nie będzie
pół roku po poronieniu .. Dzień przed wigilią, lekarz powiedział mamy piękną owulację. Cudowny pęcherzyk. Ale my z mężem jakiś już w to nie wierzyliśmy… Tyle się staraliśmy wcześniej i nie wyszło, dlaczego teraz tak szybko miało by się udać. Pamiętam nawet że w święta modliłam się w myślach by tylko nikt nam nie życzył kolejnych świąt w większym gronie bo przecież tego nie wytrzymam… No i stało się
właśnie wtedy zaszłam w ciążę
w chwili kiedy kompletnie oboje nie wierzyliśmy w to że się uda.
I taka ciąża po poronieniu to nie jest marzenie… O nie.. Bo Ty doskonale wiesz co może się stać. Więc 2 ciąża przez pierwsze 5 miesięcy była ciągła nerwicą, bezsennością i jeżdżeniem po szpitalach i lekarzach bo przecież każdy jeden objaw może coś znaczyć. Jak w 6 miesiącu zaczęło mi widać brzuszek to chciałam zapaść się pod ziemię… Tak bardzo się bałam że jeśli ktoś jeszcze będzie wiedział o ciąży to się nie uda.
Końcówkę spędziłam na patologii ciąży… Wyniki nie takie ból brzucha, strach że u dziecka dojdzie do niedotlenienia, sterydy na płuca…
W 38tc przyszła na świat nasza 3 kilogramowa mała czarnuszka

i jak to jest w tej piosence „Niemożliwe nam się dostało”. I chciałam Wam podziękować bo to wszystko co robicie zwiększyło naszą świadomość. Wiedzieliśmy że było ciężko i wiedzieliśmy że może być gorzej, ale wiedzieliśmy dzięki Wam że jakąś sprawczość mamy, że możemy być zdrowsi i być może wtedy się uda.
I teraz leżę z naszym małym cudem na piersi, z naszą małą czarnuszką i cieszę się że zapadło mi w głowie z Waszych podcastów takie zdanie że są różne drogi żeby zostać rodzicem i tak naprawdę nawet jeśli się tym rodzicem nie zostanie to nie znaczy że musimy być nieszczęśliwi bo przecież nie wiemy jak to będzie mieć dziecko.
A najlepszą rekomendacją tego że nam pomogłyście jest to że mój mąż jak tylko słyszy że ktoś ma problemy z zajściem w ciążę to odsyła takie osoby do Was. Wysyła linki i mówi żeby koniecznie Wam zaufać i być może się uda.”
Dziękujemy za Waszą historię. 
___