do końca SUMMER TIME -20% na ebooka „28 dni do płodności” zostało…

Dni
Godzin
Minut
Sekund

Zapisz się na newsletter i zgarnij -15%!

#107 Sprzedajemy dietę czy nadzieję

Często dostajemy wiadomości:

„Czy naprawdę wierzycie, że dieta może pomóc?”
„Czy nie sprzedajecie po prostu nadziei?”

To są ważne pytania. I takie, przed którymi nigdy nie chcemy uciekać. W tym odcinku rozmawiamy bardzo szczerze o tym, skąd wzięła się Akademia Płodności, dlaczego od ponad 10 lat mówimy o wpływie diety na płodność i gdzie, naszym zdaniem, przebiega granica między dawaniem nadziei a składaniem obietnic.

Bo my nie możemy obiecać ciąży. Możemy natomiast pokazać, co mówi nauka, opowiedzieć o własnych doświadczeniach i wyjaśnić, dlaczego mimo upływu lat nadal wierzymy, że dieta jest jednym z elementów, który może realnie wspierać płodność.

Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, czy dieta naprawdę ma znaczenie, ten odcinek jest właśnie dla Was.

Plan odcinka

W tym odcinku rozmawiamy o:

  • Naszej własnej drodze do diety wspierającej płodność,
  • Dlaczego zaczęłyśmy zajmować się właśnie tym obszarem,
  • Czy dieta naprawdę może wpływać na płodność i co mówią na ten temat badania,
  • Dlaczego nie ulegamy dietetycznym modom i opieramy się na Evidence Based Medicine,
  • Czy każda para starająca się o dziecko powinna zmieniać sposób odżywiania,
  • Ile czasu potrzeba, aby zauważyć pierwsze efekty zmian,
  • Dlaczego nigdy nie obiecujemy ciąży i gdzie przebiega granica etyki w komunikacji,
  • Czym dla nas jest nadzieja i dlaczego od początku stanowi fundament Akademii Płodności.


🎧 Znajdziesz nas również tutaj:

Podcast VIDEO 

SPOTIFY

Czasami dostajemy wiadomości, które nie są łatwe.

„Czy naprawdę wierzycie, że dieta może pomóc?”
„Czy nie sprzedajecie po prostu nadziei?”

To są ważne pytania. I takie, przed którymi nigdy nie chcemy uciekać.

W tym odcinku rozmawiamy bardzo szczerze o tym, skąd wzięła się Akademia Płodności, dlaczego od ponad 10 lat mówimy o wpływie diety na płodność i gdzie – naszym zdaniem – przebiega granica między dawaniem nadziei a składaniem obietnic.

Bo my nie możemy obiecać ciąży. Możemy natomiast pokazać, co mówi nauka, opowiedzieć o własnych doświadczeniach i wyjaśnić, dlaczego mimo upływu lat nadal wierzymy, że dieta jest jednym z elementów, który może realnie wspierać płodność.

Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, czy dieta naprawdę ma znaczenie, ten odcinek jest właśnie dla Was.

Plan odcinka

W tym odcinku rozmawiamy o:

  • naszej własnej drodze do diety wspierającej płodność,
  • tym, dlaczego zaczęłyśmy zajmować się właśnie tym obszarem,
  • czy dieta naprawdę może wpływać na płodność i co mówią na ten temat badania,
  • dlaczego nie ulegamy dietetycznym modom i opieramy się na Evidence Based Medicine,
  • czy każda para starająca się o dziecko powinna zmieniać sposób odżywiania,
  • ile czasu potrzeba, aby zauważyć pierwsze efekty zmian,
  • dlaczego nigdy nie obiecujemy ciąży i gdzie przebiega granica etyki w komunikacji,
  • czym dla nas jest nadzieja i dlaczego od początku stanowi fundament Akademii Płodności.

Mam wrażenie, że ten wstęp bardzo dobrze przygotowuje słuchacza do odcinka, a jednocześnie nie zdradza wszystkich najciekawszych fragmentów rozmowy.




Ania:
Cześć, tu Ania i Zosia. Wspólnie tworzymy Akademię Płodności – miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań.

Zosia:
Witamy w kolejnym podcaście!

Ania:
Witamy, witamy. Za chwilę, po krótkim przywitaniu, porozmawiamy o… Właściwie znowu mam ochotę powiedzieć, że będzie to trudny temat. Za często mówię, że nagrywamy trudne odcinki, ale akurat ten jest dla nas wyjątkowo wymagający. Myślę, że to chyba najtrudniejszy odcinek z całej serii, którą nagrywamy dzisiaj w studiu.

Zosia:
To może od razu zdradźmy ten kontrowersyjny tytuł.

Ania:
„Sprzedajemy dietę czy nadzieję?”.

Zosia:
I właśnie o tym będziemy dzisiaj rozmawiać. O wpływie diety na płodność. Czy dieta naprawdę może pomóc? Czy to rzeczywiście działa? Czy może same sobie coś wymyśliłyśmy? A może to wszystko jest tylko marketing i żerowanie na bardzo trudnym momencie w Waszym życiu?

Ania:
No dobrze, to zacznijmy. Jestem ciekawa, skąd właściwie wzięło się u Ciebie przekonanie, że będziesz zajmować się dietą wspierającą płodność. Przecież kiedyś żyłaś sobie normalnie i prawdopodobnie nawet nie miałaś pojęcia, że istnieje coś takiego jak dieta płodności.

To trochę jak Maciek, który przywitał nas dzisiaj w studiu i zapytał, czy dieta naprawdę ma aż taki wpływ. Albo jak pan w windzie w TVN-ie, kiedy jechałyśmy do studia jako specjalistki od diety płodności. Spojrzał na nas i zapytał:

Naprawdę? To ma aż taki wpływ?

I to jest pytanie, które słyszymy bardzo często. Czy my po prostu dorabiamy do tego ideologię? Czy może ten wpływ jest naprawdę tak niewielki, a my go niepotrzebnie wyolbrzymiamy?

No więc… skąd to się u Ciebie wzięło? To przecież bardzo niszowy temat. Dzisiaj Wy prawdopodobnie już o nim wiecie, bo obserwujecie nas i jesteście gdzieś na swojej drodze starań o dziecko. Ale wcześniej większość z Was pewnie nawet nie wiedziała, że dieta może mieć z tym cokolwiek wspólnego.

Skąd więc pojawiła się u Ciebie ta pierwsza myśl: „Hej, istnieje dieta, która może wspierać płodność”?

Ania:
To może zacznę od tego, że moimi pierwszymi studiami były studia położnicze. Można więc powiedzieć, że fizjologia człowieka nie była mi całkowicie obca. Wiedziałam już coś o hormonach, insulinie, jajnikach i o tym, jak funkcjonuje organizm. Oczywiście nie byłam wtedy ekspertką, ale miałam już pewne podstawy.

Później zaczęliśmy starać się o dziecko. I skracając tę historię – okazało się, że mam zespół policystycznych jajników i nie mam owulacji.

Ta wiedza położnicza bardzo pomogła mi lepiej zrozumieć własny organizm, ale była dopiero początkiem. Pamiętam, że siedziałam kiedyś w poczekalni, w totalnej beznadziei. Już kiedyś o tym opowiadałam, ale naprawdę tak było. Wtedy trafiłam na informację, że dieta przy PCOS może naprawdę wiele zmienić i pomóc przywrócić owulację.

Byłam już wtedy bardzo zmęczona staraniami, leczeniem i całym tym stylem życia. Prowadziłam własną działalność, ale właściwie nie miałam kiedy jej prowadzić. Ciągle jeździłam na monitoringi z Siedlec do Warszawy. To były trzy–cztery godziny wyjęte z każdego dnia, nawet jeśli logistycznie udało się to dobrze poukładać.

Pomyślałam więc: dobrze, przyjrzę się jeszcze dokładniej temu, co ląduje na moim talerzu. Z jednej strony dawało mi to poczucie, że odzyskuję choć odrobinę kontroli nad swoim życiem. Z drugiej – nie ukrywam, że wtedy mocno przejmowałam się też swoim wyglądem i wydawało mi się, że przecież jem całkiem dobrze. Nie sądziłam, że mam tam jeszcze coś do poprawienia.

Dzisiaj, z perspektywy tych wszystkich lat, widzę to zupełnie inaczej. Widzę błędy dietetyczne, które mogły utrudniać mi zajście w ciążę.

I pamiętam moment, w którym zaczęłam wprowadzać zmiany. Nagle zobaczyłam, że… naprawdę coś zaczyna się dziać. To brzmi trochę jak scena z filmu, ale miałam wrażenie, że ta dieta faktycznie zmienia coś w moim organizmie.

Szczerze mówiąc, wierzyłam w to tylko częściowo. Bo przecież wydawało mi się, że i tak odżywiam się całkiem zdrowo. To nie był przypadek osoby, która żywiła się wyłącznie fast foodami.

Zosia:
Dokładnie. To nie było tak, że codziennie jadłaś w McDonald’s.

Ania:
Nie. Naprawdę starałam się jeść ryby, wybierać wartościowe produkty. Tylko że dzisiaj wiem, że ten talerz nie był jeszcze odpowiednio zbilansowany.

Pamiętam też, że piłam wytrawne czerwone wino „na endometrium”, choć go szczerze nie znosiłam. Ale pamiętajcie, że to było wiele lat temu. W tamtym czasie naprawdę można było usłyszeć takie zalecenia również od lekarzy.

Dzisiaj brzmi to dość absurdalnie, ale takie rzeczy naprawdę się zdarzały.

Zosia:
Tak samo jak kiedyś ludzie palili papierosy w pracy.

Ania:
Dokładnie. Moja babcia była dentystką i opowiadała, że przed wyrwaniem zęba zdarzało się jeszcze zapalić papierosa. Dzisiaj brzmi to niewiarygodnie, ale świat wyglądał wtedy zupełnie inaczej.

Wracając jednak do diety…

Zosia:
Dobrze, bo trochę odpłynęłaś. Powiedz najważniejsze. Co właściwie zauważyłaś po wprowadzeniu zmian?

Ania:
Miałam ogromny problem z endometrium. To była jedna z przyczyn, przez które kolejne próby kończyły się niepowodzeniem.

Owulację miałam już wywoływaną lekami, więc wiedziałam, że ona występuje. Problem polegał na tym, że endometrium miało około 5 mm i mimo leczenia w ogóle nie chciało rosnąć.

Pamiętam, ile nadziei pokładałam wtedy w leczeniu. Byliśmy pod opieką renomowanego ośrodka leczenia niepłodności. Robiliśmy wszystko, co było możliwe. To kosztowało ogromne pieniądze. Mój mąż naprawdę ciężko pracował, żebyśmy mogli przez to wszystko przejść.

I mimo tego… nic się nie zmieniało.

Na kolejnej wizycie, już po wprowadzeniu zmian w diecie, okazało się, że endometrium zaczęło reagować. Urosło do 8 mm.

Dla kogoś może to być zwykła liczba. Dla mnie wtedy było to coś nieosiągalnego.

Pamiętam dokładnie to uczucie. Po raz pierwszy miałam wrażenie, że odzyskuję sprawczość. Że w moim organizmie naprawdę zaczyna się coś zmieniać. I to było niesamowite. 

Ania:
Okazało się też, że owulacja po lekach zaczęła pojawiać się wcześniej niż przed wprowadzeniem zmian w diecie. Potrzebowałam również mniejszych dawek leków. Wcześniej zdarzało się, że owulację udawało się wywołać dopiero około 17. dnia cyklu. A później nagle lekarz mówił:

Musimy trochę zmienić schemat, bo jajniki zaczęły pracować.

To był dla mnie ogromny wiatr w żagle. Pamiętam, że wtedy bardzo trudno było mi mówić ludziom, że dieta naprawdę może mieć znaczenie. Bałam się takich stwierdzeń. Nie chciałam wychodzić i mówić wszystkim: „Dieta działa”, bo sama jeszcze oswajałam się z tym, co działo się u mnie.

Ale z czasem coraz bardziej zakochiwałam się w tym temacie. Założyłam bloga, zaczęłam pisać o diecie wspierającej płodność i zachęcać inne dziewczyny do tego, żeby spróbowały zawalczyć również w ten sposób.

Kiedy udało mi się zajść w ciążę, poczułam jeszcze większą potrzebę, żeby mówić o tym głośno.

Zosia:
Wiem, czytałam wtedy Twojego bloga.

Ania:
Tak, Zosia czytała mojego bloga. I wtedy pomyślałam sobie, że blogowanie sprawia mi ogromną frajdę. Miałam już podstawy położnicze, więc stwierdziłam: dobra, teraz naprawdę zagłębię się w temat diety.

I wiecie co? Zaczęło się okazywać, że kolejne osoby korzystały z tych wskazówek. Dziewczynom z PCOS udawało się przywrócić owulację, poprawiały wyniki badań. To mnie niesamowicie napędzało.

Minęło kilkanaście lat, a ja nadal siedzę tutaj i o tym opowiadam.

Każda kolejna historia dawała mi siłę, żeby iść dalej. Żeby nieść ten, można powiedzieć, „kaganek dietetyczny” i uparcie mówić o czymś, w co sama wierzyłam.

A wcale nie byłam osobą, która z łatwością przekonywała innych. Byłam raczej cicha, wycofana. Naprawdę trudno było mi występować publicznie czy mówić ludziom, że coś ma sens.

Później przyszły studia dietetyczne.

A potem… przyszła Zosia.

Zosia:
Czekałam na ten moment! Kiedy w końcu pojawi się Zosia.

Ania:
I jakoś tak wszystko się potoczyło. Gdyby nie moje własne doświadczenia i to, jak bardzo dieta odmieniła moje życie, prawdopodobnie nie siedziałabym dzisiaj tutaj.

Nie potrafię robić czegoś, w co nie wierzę. Jeśli nie czuję jakiegoś tematu, nie jestem w stanie nagrać o nim podcastu. Nie nagram rolki. Nie będę udawać eksperta od czegoś, czego sama nie czuję.

Zosia:
To od razu widać.

Ania:
Dokładnie. Jeśli nie czuję tematu, to wiem, że to będzie sztuczne. Będzie po prostu cringe.

Gdybym sama nie uwierzyła w dietę na własnym przykładzie i nie zobaczyła tego wszystkiego, co wydarzyło się u mnie, nie miałabym siły robić tego do dziś.

Zosia:
Czyli najpierw było Twoje własne doświadczenie.

Ale zobacz, u mnie było zupełnie inaczej. Ja uwierzyłam w dietę wspierającą płodność, zanim jeszcze sama doświadczyłam jej wpływu na własne życie.

Kiedy my się poznałyśmy, Ty miałaś już dwójkę dzieci. Swoją drogą dawało mi to wtedy ogromną nadzieję. Ja natomiast nadal byłam po tej drugiej stronie. Nadal walczyłam o własne dziecko.

Jednocześnie pracowałam już z pacjentkami, napisałam pracę naukową na ten temat i całe moje zainteresowania zawodowe skupiały się wokół płodności. Byłam dietetyczką, która pomagała innym, a jednocześnie sama każdego dnia zastanawiała się, czy kiedykolwiek zostanie mamą.

To było bardzo specyficzne doświadczenie.

Zosia:
To było też zupełnie inne doświadczenie niż Twoje, bo kiedy zaczynałyśmy, badań naukowych na ten temat było naprawdę niewiele.

Większość publikacji, z których korzystałyśmy, była anglojęzyczna. W Polsce praktycznie nikt się tym nie zajmował. Mało kto wierzył, że dieta może mieć jakikolwiek wpływ na płodność.

Ania:
Dokładnie. To była ogromna nisza.

Zosia:
A dzisiaj zobaczcie, jak bardzo to się zmieniło. Gdyby ktoś pokazał nam wykres liczby publikacji naukowych sprzed dziesięciu lat i porównał go z tym, co mamy dziś, to byłby ogromny skok.

Świadomość tego, że dieta wpływa na płodność, bardzo wzrosła.

Zmieniło się też to, ilu specjalistów zajmuje się tym tematem. Coraz więcej dietetyków pracuje z parami starającymi się o dziecko. Coraz więcej osób edukuje w tym kierunku. Mamy lepszy dostęp do badań naukowych, większą świadomość pacjentów i lekarzy.

Naprawdę widać, że poszliśmy do przodu.

Ania:
To prawda. Ale początki były trudne. Trzeba było naprawdę walić głową w mur.

Zosia:
Robiłaś coś, pokazywałaś badania naukowe, a mimo to słyszałaś:

Nie, to nie działa.

Albo:

Przecież opowiadasz głupoty.

A Ty miałaś wszystko czarno na białym.

Kiedyś chyba nagramy cały odcinek o tym, jak wyglądały początki diety wspierającej płodność i jak bardzo zmieniło się to przez ostatnie lata.

Ale wróćmy do naszego tematu.

Przez te wszystkie lata miałyśmy okazję obserwować naprawdę wiele dietetycznych trendów.

Co jakiś czas pojawiała się nowa moda, która miała być rozwiązaniem wszystkich problemów.

Najpierw był szał na dietę bezglutenową. Wiele osób zaczęło odstawiać gluten bez żadnych wskazań medycznych, licząc na to, że poprawi to płodność.

Nawet lekarze czasami mówili:

To proszę odstawić gluten.

I tyle.

Bez większego uzasadnienia.

Potem pojawiła się moda na dietę keto. Przeżyłyśmy również ten etap.

Nie stosowałyśmy jej u naszych pacjentów, ale obserwowałyśmy, co dzieje się na rynku.

I wiecie, jaki jest wniosek po tych wszystkich latach?

My z Anią jesteśmy… trochę nudne.

Ania:
To prawda.

Zosia:
Bo od lat powtarzamy dokładnie to samo.

Nie zamykamy się na nowe rozwiązania. Nie mówimy z góry: „to nie działa”.

Jeżeli pojawia się nowy trend, siadamy do badań naukowych i sprawdzamy, co naprawdę wiadomo na jego temat.

I jeśli kiedyś pojawią się solidne dowody na to, że jakieś nowe rozwiązanie rzeczywiście pomaga, to po prostu zmienimy swoje stanowisko.

Powiemy:

Słuchajcie, kilka lat temu zalecałyśmy coś innego, ale pojawiły się nowe badania i dziś rekomendujemy już inne postępowanie.

Nie mamy z tym żadnego problemu.

Natomiast dopóki nie ma mocnych dowodów naukowych, nie będziemy polecać czegoś tylko dlatego, że jest modne.

Ania:
Dokładnie.

Zosia:
I właśnie dlatego nasze podejście od lat wygląda tak samo.

Evidence Based Medicine.

Jeżeli czegoś nie potwierdzają badania naukowe, to po prostu tego nie zalecamy.

Dlatego, jeśli widzicie jakiś produkt albo konkretne rozwiązanie w naszych dietach, możecie być pewni, że nie znalazło się tam przypadkiem.

Nie dlatego, że kiedyś jedna dziewczyna zjadła coś i zaszła w ciążę.

Tylko dlatego, że stoją za tym konkretne publikacje naukowe.

Przykładowo – wiemy, że zwiększenie udziału białka roślinnego w diecie kobiet z niepłodnością owulacyjną wiąże się z istotnym zmniejszeniem ryzyka takich zaburzeń.

Dlatego właśnie w naszych jadłospisach pojawiają się produkty roślinne.

To nie jest przypadek.

Tak samo jak nieprzypadkowo w diecie pojawia się kanapka z hummusem na pełnoziarnistym pieczywie czy ryba na obiad.

Każdy taki element ma swoje uzasadnienie w badaniach naukowych.

I właśnie takie diety tworzymy w Akademii Płodności. 

Zosia:
I właśnie dlatego każda rzecz, która znajduje się w naszych dietach, ma swój konkretny cel. Może nie wiecie, dlaczego w poniedziałek rano na Waszym talerzu ląduje kanapka z hummusem na pełnoziarnistym pieczywie, a we wtorek na obiad ryba. Ale my to wiemy.

Wiemy, dlaczego pojawiają się tam kwasy omega-3. Wiemy, dlaczego zwiększamy udział białka roślinnego. Wiemy, dlaczego zwracamy uwagę na błonnik. To wszystko wynika z badań naukowych.

I właśnie takie diety tworzymy w Akademii Płodności. Diety oparte na nauce. I temu chcemy pozostać wierne.

Ania:
Dokładnie. Oczywiście nigdy nie powiemy „zawsze”, bo nauka cały czas się rozwija. Jeżeli pojawią się nowe, mocne dowody, to po prostu zmienimy nasze zalecenia.

Zosia:
Natomiast chciałabym jeszcze wrócić do tych wszystkich dietetycznych mód. Bo ktoś może powiedzieć:

Ale ja odstawiłam gluten i mi pomógł.

I wiecie co? To jest możliwe.

Jeżeli ktoś choruje na celiakię, to dieta bezglutenowa jest absolutnie konieczna i rzeczywiście może mieć ogromny wpływ również na płodność.

Ale to dotyczy konkretnej grupy pacjentów.

Nie oznacza to, że każda osoba starająca się o dziecko powinna profilaktycznie eliminować gluten.

To właśnie chcemy podkreślić.

Są sytuacje, w których konkretne interwencje dietetyczne mają sens. Natomiast powinny wynikać z diagnostyki, a nie z aktualnej mody.

Ania:
Dokładnie.

I właśnie dlatego bardzo ostrożnie podchodzimy do samodzielnego wprowadzania diet eliminacyjnych.

Wyobraźcie sobie osobę, która ma nierozpoznaną chorobę jelit. Objawy są jeszcze niespecyficzne, więc nie zwraca na nie większej uwagi.

Słyszy jednak, że dieta bezglutenowa może pomóc, więc odstawia gluten.

Po kilku miesiącach trafia do lekarza i rozpoczyna diagnostykę.

Wykonywana jest biopsja jelita i okazuje się, że wszystko wygląda prawidłowo.

Ale nie dlatego, że choroby nie ma.

Tylko dlatego, że od kilku miesięcy nie było kontaktu z glutenem i zmiany zdążyły się wyciszyć.

W efekcie prawidłowe rozpoznanie może się opóźnić.

To właśnie mamy na myśli, kiedy mówimy, że eliminowanie produktów „na własną rękę” przed wykonaniem diagnostyki może być niebezpieczne.

Dlatego żywienie jest tak ważne.

Ale równie ważne jest to, żeby wprowadzać zmiany mądrze.

Bo dieta naprawdę działa.

Zosia:
No dobrze.

To wróćmy do pytania, od którego właściwie zaczęłyśmy.

Czy dieta naprawdę działa?

Ania:
Tak.

Dieta działa.

Natomiast jej potencjał zależy od tego, z czym do mnie przychodzisz.

Od tego, co dzieje się w Twoim organizmie. Z czego wynikają problemy. Jakie mechanizmy wymagają wsparcia. Wyobraźmy sobie kobietę z zespołem policystycznych jajników. Tutaj naprawdę mamy bardzo dużo możliwości.

I szczerze mówiąc, kiedy trafia do mnie pacjentka z PCOS, często myślę sobie: „Super. Tutaj naprawdę możemy wiele zrobić dietą.” Zaczynamy chociażby od masy ciała.

Jeżeli występuje nadwaga lub otyłość, sama redukcja masy ciała może sprawić, że spontaniczna owulacja wróci. I to jest właśnie ten brakujący element.

Dlatego odpowiedź brzmi: to zależy. Wiem, że to nie jest najbardziej ekscytująca odpowiedź, ale jest najbardziej uczciwa.

Bo wszystko zależy od punktu wyjścia. Jednocześnie bardzo trudno wyobrazić mi sobie sytuację, w której powiedziałabym komuś:

Wie Pani co? Dieta i tak nic u Pani nie zmieni.

Nie. Po prostu u jednej osoby dieta będzie odgrywała pierwszoplanową rolę, a u innej będzie jednym z elementów całej układanki.

Może okazać się tym brakującym puzzlem. Na przykład wtedy, gdy potrzebujemy silnie zadziałać przeciwzapalnie albo zmniejszyć stres oksydacyjny.

Dlatego moja odpowiedź jest prosta. Tak. Dieta działa. Natomiast zakres tego działania zależy od problemu, z którym zaczynamy pracę.

Zosia:
Jednym z najczęstszych pytań, które dostajemy od osób trafiających do Akademii Płodności, jest:

„Czy dieta naprawdę może mi pomóc?” A zaraz potem pojawia się drugie:

„I jak długo trzeba ją stosować?”

Jesteś w stanie odpowiedzieć na te pytania?

Ania:
Albo po prostu napiszcie do mnie w wiadomości prywatnej. (śmiech)

Czy dieta jest w stanie Ci pomóc? Kochani… ja tego nie wiem. Naprawdę nie wiem. Nie jestem wróżką. Nie mam magicznej kuli, do której zajrzę i powiem:

Basia, u Ciebie na pewno zadziała.

A pięć minut później przyjdzie Kasia i usłyszy:

U Ciebie nie ma sensu.

Tak się po prostu nie da. Natomiast wiem, co pokazują badania naukowe. I właśnie na ich podstawie układam diety.

Wiemy, jak ważnia jest odpowiednia ilość błonnika. Wiemy, jaki potencjał mają kwasy omega-3 – zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Wiemy, że mogą wpływać na ruchliwość, morfologię czy liczbę plemników.

I właśnie dlatego uwzględniamy to wszystko w naszych jadłospisach.

Są badania dotyczące likopenu – składnika obecnego w pomidorach. Co ciekawe, jest go więcej w pomidorach przetworzonych niż świeżych.

Dlatego w naszych dietach pojawiają się sosy na bazie passaty pomidorowej czy zupy pomidorowe.

Nie dlatego, że po prostu lubimy pomidory. Tylko dlatego, że wiemy, po co one tam są. To właśnie mogę Wam obiecać. Jeżeli zdecydujecie się z nami pracować, zrobimy wszystko, żeby jak najlepiej uporządkować to, na co mamy realny wpływ.

Ale ile czasu to zajmie? Tego naprawdę nie wiem. Sama chciałabym to wiedzieć. Byłoby wspaniale móc powiedzieć:

Wytrzymaj trzy miesiące. Zaciśnij zęby. To tylko kwartał i zobaczysz efekty.

Ale nie mogę tego obiecać. Po prostu nie da się tego przewidzieć. Wiemy natomiast, że na przykład u mężczyzn po około trzech miesiącach jesteśmy w stanie zaobserwować poprawę parametrów nasienia, jeśli wprowadzimy odpowiednie zmiany w diecie i stylu życia.

To już widziałyśmy wielokrotnie. Natomiast nie da się wskazać jednego czasu, który będzie odpowiedni dla wszystkich.

Zosia:
Dokładnie.

To samo odpowiedziałabym na pytanie:

„Jak długo trzeba stosować dietę wspierającą płodność?”

Nie wiem.

I naprawdę, po tylu latach pracy nadal nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Oczywiście są pewne ramy czasowe.

Na przykład wiemy, że poprawa parametrów nasienia może być widoczna po około trzech miesiącach – o ile problem rzeczywiście wynika z czynników, na które dieta ma wpływ.

Wiemy też, że wiele kobiet już w kolejnym cyklu zauważa mniejsze dolegliwości bólowe podczas miesiączki. Ale jeśli pytacie:

Ile czasu potrzebuję, żeby dieta pomogła mi zajść w ciążę?

To odpowiedź brzmi: Nie wiem. I bardzo chciałabym móc odpowiedzieć inaczej.

Ania:
Bo wszyscy chcielibyśmy znać taki konkretny termin.

Zosia:
Dokładnie. Największym celem każdej osoby, która trafia do Akademii Płodności, jest przecież ciąża. Ale zanim ona się pojawi, często warto zauważyć te mniejsze sygnały świadczące o tym, że organizm zaczyna się zmieniać. Pojawia się owulacja, której wcześniej nie było. Endometrium zaczyna rosnąć. Włosy przestają tak wypadać. Jest więcej energii. Spodnie zaczynają być luźniejsze.

I wiem, że kiedy staracie się o dziecko, możecie pomyśleć:

„Naprawdę mam się cieszyć z tego, że dopinam spodnie?” Pewnie nie. Bo najważniejszy jest ten jeden cel. Ale może właśnie te małe sygnały są dowodem na to, że w organizmie coś zaczyna się porządkować. Że coś już się dzieje i jesteście coraz bliżej.

Ania:
Problem polega na tym, że kiedy działamy na jakość komórek jajowych, nie jesteśmy w stanie zobaczyć tego procesu. Nie widzimy na co dzień, co dobrego dzieje się w organizmie.

Przypomniała mi się jednak wiadomość od jednej z dziewczyn. Wysłała nam swoje zdjęcie, bo od lat zmagała się z trądzikiem. I nie chodzi o to, że układamy diety pod poprawę cery, bo tym się przecież nie zajmujemy.

Napisała jednak:

Zobaczcie, co się wydarzyło.

Miała wcześniej bardzo nasilone zmiany zapalne na twarzy, a po wprowadzeniu naszych zaleceń skóra wyglądała zupełnie inaczej.

I dodała coś, co bardzo mnie poruszyło.

Napisała, że nie jest jeszcze w ciąży, ale ten efekt dał jej ogromną nadzieję, że wszystko, co robi, ma sens.

Zosia:
Właśnie. To był taki piękny promyk po drodze.

Dziewczyny często piszą do nas o pierwszej owulacji, o pojawieniu się śluzu płodnego czy o zmianach, które zauważają podczas wizyt u ginekologa. Ale tutaj tym promyczkiem była właśnie poprawa cery.

A przecież to, co widziała na swojej twarzy, było tylko odzwierciedleniem tego, co działo się wewnątrz organizmu. Jeżeli zmniejsza się stan zapalny, regulują się hormony i poprawia się funkcjonowanie organizmu, to bardzo często widać to również na skórze.

Tak naprawdę ten trądzik był tylko objawem. A jego poprawa oznaczała, że organizm zrobił już kilka kroków w dobrą stronę.

I to właśnie są te małe sygnały, które pokazują, że coś się zmienia.

Ania:
Dokładnie.

Zosia:
Aniu, cały czas powtarzasz jedno. Tworzysz diety w oparciu o badania naukowe. I zamierzasz robić to dalej?

Ania:
Tak. I powiem szczerze, że z roku na rok jest mi coraz trudniej. Nawet sam temat tego odcinka wzbudził we mnie duży opór. Pomyślałam sobie:

„To zainteresuje ludzi. Ktoś to włączy. Ktoś tego posłucha.”

Ale jednocześnie bardzo trudno było mi zmierzyć się z tym zestawieniem dwóch słów: sprzedażnadzieja. Pamiętam nawet newsletter, w którym długo zastanawiałyśmy się nad jednym zdaniem. Czy napisać:

„Te produkty wspierają płodność.” Czy raczej: „Płodność może Ci za nie podziękować.”

Cały czas szukamy takiego języka, który będzie zachęcał, ale jednocześnie nie będzie składał obietnic.

Zosia:
I myślę, że właśnie dlatego ten tytuł był dla Ciebie taki trudny. Bo zestawił bardzo blisko dwa słowa: sprzedażnadzieję. I to po prostu mocno z Tobą zarezonowało.

Ania:
Bardzo. Mam z tym ogromny zgrzyt.

Zosia:
Ale czy nie wynika to z tego, że słowo „sprzedaż” od razu skojarzyło Ci się z wykorzystywaniem czyichś emocji?

Ania:
Tak. Myślę, że właśnie dlatego tak mocno mnie to dotknęło.

Zosia:
Bo prawda jest taka, że działamy właśnie na nadziei. Akademia Płodności od początku powstała z nadziei. I mam wrażenie, że gdyby nie ona, to w ogóle by jej nie było.

Ania:
Dokładnie.

Zosia:
I tutaj dochodzimy do najważniejszego pytania. Czy sprzedajemy nadzieję?

Moim zdaniem… w pewnym sensie tak.

Bo dziewczyny bardzo często dziękują nam właśnie za nadzieję. Nie tylko za dietę. Ta dieta jest dla nich czymś więcej. Jest czymś, czego mogą się uchwycić. Czymś, co pomaga przetrwać naprawdę trudny etap życia. Przypomniała mi się wiadomość od jednej z naszych obserwatorek.

Ania była po kilku stratach ciąży i cały czas pozostawała pod opieką lekarza. Zawsze powtarzamy, że dieta powinna być elementem opieki nad niepłodnoscią, a nie jego zamiennikiem.

Napisała do nas coś, co zostało ze mną do dziś.

„Nie wiem, jak bardzo pomogła mi ta dieta, ale czuję, że to codzienne mielenie siemienia lnianego było dla mnie czymś dobrym.”

A później dodała zdanie, którego chyba nigdy nie zapomnę:

„Może ta dieta to jest nic. A może właśnie to nic jest dla mnie wszystkim.”

I myślę, że dokładnie o to chodzi. Nie jesteśmy w stanie niczego zagwarantować.

Ale jeżeli dzięki naszej diecie, podcastom, wiadomościom czy zwykłej rozmowie ktoś znajdzie w sobie siłę, żeby zrobić kolejny krok… to ma ogromną wartość.

Może właśnie dzięki temu łatwiej będzie Wam przejść przez ten bardzo trudny czas.

Ania:
Padło tutaj bardzo ważne zdanie.

My nie możemy Wam niczego zagwarantować. Nie możemy nic obiecać. I myślę, że gdybym kiedyś powiedziała:

„Jedz naszą dietę, a na pewno zajdziesz w ciążę”, to byłby moment, w którym sama przestałabym sobie ufać. To jest właśnie taki przekaz, którego najbardziej się boję.

Kiedy widzę gdzieś hasła w stylu: „100% skuteczności”, „na pewno zajdziesz w ciążę”, „ta metoda działa zawsze”, to od razu zapala mi się czerwona lampka.

Nie można czegoś takiego obiecywać. To jest nieetyczne. To jest żerowanie na emocjach ludzi, którzy znajdują się w jednym z najtrudniejszych momentów swojego życia.

Ja sama tam byłam. Doskonale wiem, że gdyby ktoś wtedy powiedział mi:

„Kup ten suplement, zastosuj tę terapię, pij to codziennie i na pewno zostaniesz mamą”, to prawdopodobnie zrobiłabym wszystko. Wydałabym każde pieniądze. Bo desperacja i nadzieja potrafią sprawić, że człowiek chce uwierzyć we wszystko. I właśnie dlatego nigdy nie chciałabym pójść tą drogą. To, co możemy Wam zaoferować, to nauka.

To badania naukowe,  wiedza. I tylko tyle… albo aż tyle.

Zosia:
I wydaje mi się, że właśnie to jest sedno Akademii Płodności. Nigdy niczego nie obiecujemy. Możemy obiecać tylko jedno. Że będziemy z Wami. Na każdym etapie starań. Że będziemy trzymać Was za rękę. Ale nie możemy obiecać ciąży.

Ania:
Piękna reklama, co?

Zosia: (śmiech)
Ale ja naprawdę w to wierzę.

Ty chyba też. Obie wierzymy w dietę. Wierzymy, że warto spróbować. Przecież bardzo często odpowiadamy dziewczynom dokładnie w ten sam sposób.

„Nie wiemy, czy dieta pomoże właśnie Tobie. Ale wiemy, że warto spróbować.”

To zdanie chyba najczęściej pada w naszych wiadomościach. Natomiast cały czas zastanawiam się jeszcze nad jedną rzeczą. Czy sam sposób, w jaki komunikujemy Akademię, nie jest dla kogoś obietnicą?

Ania:
To bardzo dobre pytanie.

Zosia:
Mam jednak wrażenie, że właśnie dlatego tak długo zastanawiamy się nad każdym tytułem, każdym postem i każdym newsletterem.

Zawsze staramy się używać sformułowań typu: „może pomóc”, „może wspierać”, „ma potencjał”. Nigdy nie piszemy: „na pewno pomoże”.

Bo ja wiem, jaki potencjał ma dieta. Wiem, co pokazują badania. Ale nie mogę nikomu niczego zagwarantować. I jeszcze jedna rzecz, którą bardzo chciałabym powiedzieć na koniec.

Kochani… Wy naprawdę nie musicie nic od nas kupować. Serio.

Akademia Płodności jest dziś zbudowana tak, żeby ogrom wiedzy był dostępny całkowicie za darmo. Możecie zapisać się na nasz newsletter. Znajdziecie tam dwa pełnowartościowe jadłospisy. Możecie oglądać nasze materiały na Instagramie. Możecie korzystać z naszych przepisów. Możecie słuchać podcastów. Możecie obejrzeć filmy na YouTubie.

Tam jest naprawdę mnóstwo wiedzy.

I już samo wprowadzenie tych bezpłatnych wskazówek sprawi, że będziecie o kilka kroków dalej niż byliście wcześniej. Naprawdę.

Jeżeli potrzebujecie czasu, żeby nam zaufać albo sami przekonać się, czy ten sposób myślenia do Was trafia — zacznijcie od tych darmowych materiałów.

One właśnie po to powstały. Nie po to, żeby zmuszać kogokolwiek do zakupu. Tylko po to, żeby realnie pomagać. 

Ania:
I może właśnie będzie taki moment, jak u mnie. Wyjdziesz z wizyty i zobaczysz, że endometrium zaczęło rosnąć. Że potrzeba mniejszych dawek leków. Że coś się zmienia.

I wtedy pomyślisz: „Kurczę… może te dziewczyny naprawdę mają rację.”

Zosia:
A nadzieja?

Nadzieja zawsze będzie fundamentem Akademii Płodności.

Bo wszystkie historie, które pokazujemy,  te o ciążach, które wydarzyły się podczas naszej wspólnej drogi,  są właśnie historiami o nadziei. Ale nie tylko one.

Pokazujemy również historie dziewczyn, które nigdy nie korzystały z naszych diet. Historie kobiet, które pisały nam, że same podcasty dawały im siłę, żeby iść dalej. Pokazujemy historie osób, które wybrały drogę adopcji.

Pokazujemy także historie kobiet, które świadomie zdecydowały się na życie bez dzieci. Bo chcemy pokazywać różne drogi. Nie chcemy tworzyć nierealnego obrazu, że istnieje tylko jedno zakończenie tej historii.

Ania:
I od lat podpisujemy się pod tym własnymi twarzami i nazwiskami. Właśnie po to, żeby każdego dnia móc spojrzeć sobie w lustro i mieć poczucie, że robimy to uczciwie.

Zosia:
I spokojnie zasypiać.

Ania:
Oczywiście pokazujemy też historie dziewczyn, którym dieta naprawdę pomogła.

Bo takich historii jest bardzo dużo. I są pięknym dowodem na to, jak ogromny potencjał ma odpowiednio dobrane żywienie. Naprawdę potrafi zmienić czyjeś życie. I bardzo chciałabym, żeby dieta okazała się również Waszym brakującym puzzlem. To narzędzie, które macie dosłownie na wyciągnięcie ręki. Codziennie robicie zakupy. Codziennie podejmujecie decyzje dotyczące tego, co ląduje na Waszym talerzu. To daje sprawczość.

I być może właśnie ten element okaże się jednym z wielu, które wspólnie przechylą szalę na Waszą stronę. Może nie jedynym. Ale bardzo ważnym.

Zosia:
Tego właśnie Wam życzymy. Nieważne, na jakim etapie starań jesteście. My jesteśmy tutaj dla Was. Do usłyszenia w następnym podcaście.



Posłuchaj też inne

PCOS a ciąża. Historia Zosi

Nie sądziłam, że tak niełatwo przyjdzie mi …

Zapisz się na newsletter

Bezpłatna seria, z której dowiesz się, jak naturalnie zwiększyć płodność u siebie i swojej drugiej połówki.

Zapisz się na newsletter