Wpisz kod „KROKUS10” i zgarnij -10% zniżki! Do końca promo zostało…

Dni
Godzin
Minut
Sekund

Zapisz się na newsletter i zgarnij -15%!

#103 Niepłodność zabrała mi więcej niż dziecko

 

To właśnie robi z człowiekiem niepłodność. Sprawia, że zaczynasz podważać nawet rzeczy, których normalnie byłabyś absolutnie pewna.

Nagle przestajesz ufać sobie. Swoim decyzjom i temu co do tej pory było dla Ciebie oczywiste.

Jedno przypadkowo usłyszane zdanie, jeden komentarz przeczytany w internecie czy jedna nieprzemyślana uwaga potrafią zostać z Tobą na lata. I nie dlatego, że są prawdą. Niepłodność odbiera Ci poczucie własnej wartości i powoli podkopuje zaufanie do samej siebie. Do tego stopnia, że nawet mając przed sobą fakty, wiedzę i doświadczenie, w najtrudniejszych chwilach potrafisz uwierzyć, że jedno zdanie kogoś innego jest ważniejsze niż wszystko, co wiesz o sobie.

Zaczynasz zadawać sobie pytania, których wcześniej nigdy byś sobie nie zadała. „A może naprawdę nie jestem wystarczająca?”, „A może to moja wina?”, „A jeśli oni mają rację?”.


Znajdziesz na również tutaj:
Podcast VIDEO 
SPOTIFY 

Ania:
Witamy w kolejnym odcinku! Dzisiaj w trochę innej formie, bo po raz pierwszy od bardzo dawna widzimy się również na wideo. Kiedyś już były takie próby – może są jeszcze osoby, które to pamiętają – ale minęło od tego naprawdę sporo czasu.

Specjalnie dla Was przyjechałyśmy do Lublina, żeby nagrać ten odcinek w nowej przestrzeni i z nową energią. Jesteśmy bardzo ciekawe, czy taka forma przypadnie Wam do gustu. Czy jesteście już tak przyzwyczajeni do słuchania nas w słuchawkach, że zostaniecie przy audio, czy jednak ktoś będzie miał ochotę również nas zobaczyć.

Koniecznie dajcie znać, bo od Waszych opinii będzie trochę zależało, czy zostaniemy przy tej formule.

Dzisiaj porozmawiamy o tym, co potrafi zabrać niepłodność. A właściwie o tym, co zabrała nam.

Bo po pewnym czasie obie doszłyśmy do wniosku, że odebrała nam znacznie więcej niż tylko możliwość posiadania dziecka.

Zosia:
Myślę, że na początku człowiek w ogóle nie zdaje sobie sprawy, jak wiele niepłodność potrafi zabrać.

I mam wrażenie, że gdybym na początku starań usłyszała, że wchodzi ona z buciorami praktycznie w każdą sferę życia, to chyba nie byłabym gotowa tego przyjąć.

Byłam tak skupiona na jednym celu – zajściu w ciążę – że wszystko inne schodziło na dalszy plan. Gdyby ktoś powiedział mi wtedy: „Hej, zobacz, ile rzeczy powoli tracisz”, odpowiedziałabym: „To mnie teraz nie interesuje. Ja chcę po prostu zajść w ciążę”.

Dopiero z perspektywy czasu zobaczyłam, jak wiele wydarzyło się gdzieś obok.

Zosia:
Czyli tak naprawdę widziałaś tylko jedno – że niepłodność odbiera Ci dziecko, którego tak bardzo pragniesz.

Ten cel był tak ogromny, że przesłonił wszystko inne.

Ania:
Dokładnie.

Miałam poczucie, że ona tylko oddala mnie od mojego marzenia.

A to, że po drodze zdążyła namieszać praktycznie we wszystkich obszarach mojego życia, dotarło do mnie dopiero później.

Zosia:
Ja miałam bardzo podobnie.

Nie potrafię wskazać jednego momentu, w którym nagle zrozumiałam, że oprócz starań trzeba jeszcze próbować żyć.

Ale pamiętam nasze określenie: „spalone zgliszcza niepłodności”.

I wtedy przyszła mi taka refleksja. Cofnęłam się pamięcią do życia sprzed starań i uświadomiłam sobie, ile się wtedy działo.

Spotkania ze znajomymi, podróże, spontaniczne wyjazdy, mnóstwo śmiechu. Wystarczyło otworzyć galerię w telefonie i jedno spojrzenie na zdjęcia z jednego miesiąca przypominało, jak intensywnie wtedy żyłam.

A później patrzyłam na okres starań…

Tam też dużo się działo, ale zupełnie inaczej.

Były wizyty u lekarzy, kolejne badania, następne leki i suplementy, w których pokładało się nadzieję, że może właśnie ten cykl okaże się przełomowy.

Całe życie zaczęło kręcić się wokół jednego celu.

Zosia:
Jakby ktoś po prostu nacisnął przycisk „pauza”.

Ania:
Dokładnie.

I myślę, że dziewczyna, która dopiero zaczyna starania, może jeszcze tego nie dostrzegać.

Ale kiedy jesteś w tym od dawna i czujesz, że dosłownie czołgasz się przez kolejne miesiące, zaczynasz zadawać sobie zupełnie inne pytania.

Gdzie podziały się relacje?

Kiedy ostatni raz byliśmy z mężem na weekendzie?

Kiedy rozmawialiśmy o czymś innym niż wyniki badań albo kolejny cykl?

Nagle okazuje się, że małżeństwo zaczyna przypominać zespół realizujący jeden projekt. A przecież obok jest jeszcze drugi człowiek ze swoimi emocjami, lękami i potrzebami.

Ania:
Ja doszłam do momentu, w którym czułam, że bardziej już się nie da.

Byłam całkowicie przesiąknięta staraniami. Każda wolna chwila prowadziła mnie do tego samego miejsca – forów internetowych, artykułów, badań, historii innych kobiet. Cały czas szukałam czegoś, co mogłoby odmienić mój los.

Miałam wrażenie, że odpoczywam tylko wtedy, kiedy śpię.

A nawet to nie do końca, bo kiedy przebudzałam się w nocy, pierwsza myśl znowu dotyczyła starań.

W pewnym momencie człowiek jest po prostu wyczerpany. Nie tylko psychicznie, ale też emocjonalnie. Czujesz, że nie masz już z czego dawać. Że dalej tego wózka po prostu nie uciągniesz.

I wtedy zaczynasz szukać dla siebie choć odrobiny oddechu.

Jedni dochodzą do tego po roku, inni po dwóch latach. Są też dziewczyny, które piszą do nas, że dopiero po pięciu latach poczuły, że muszą zawalczyć nie tylko o dziecko, ale też o siebie.

Zosia:
I właśnie tego nie da się wyreżyserować.

Wszyscy mówią: „Odpuść”, „Jedź na wakacje”, „Wyluzuj”.

Tylko jak?

Przecież naprawdę próbujesz.

Próbujesz wrócić do życia, złapać oddech, na chwilę wynurzyć się spod tej wody.

Ale odpuszczenia nie da się odegrać. Ono przychodzi dopiero wtedy, kiedy człowiek naprawdę dochodzi do swojej granicy.

I ja też pamiętam ten moment. Nawet kiedy budziłam się w nocy, moja głowa natychmiast wracała do starań.

Zosia:
Ja nawet miałam wyrzuty sumienia, kiedy czułam, że na chwilę odpuszczam. Bo od razu pojawiała się myśl: „A może właśnie teraz coś przeoczę? Może czegoś nie dopilnuję?”.

To było bardzo męczące.

Każdy miesiąc dawał nową nadzieję. A skoro każdy cykl mógł być tym przełomowym, to bałaś się odpuścić choćby na chwilę. Bo co, jeśli właśnie wtedy wydarzy się coś, co mogło zadecydować o wszystkim?

Byłam już zmęczona, ale jednocześnie nie potrafiłam przestać. Ciągle z tyłu głowy miałam: „A może to właśnie ten cykl?”.

Ania:
To przypomniało mi jedną rzecz.

Trochę odbiegniemy od tematu tego, co zabiera niepłodność, ale w sumie nadal jesteśmy bardzo blisko.

Pamiętam, jak próbowałam oszukać własny organizm, że… odpuściłam.

Wiem, że samo słowo „odpuść” jest dla wielu staraczek jak czerwona płachta na byka, ale naprawdę próbowałam. Myślałam sobie, że jeśli uda mi się wejść w taki stan większego spokoju i odpoczynku, to może właśnie wtedy się uda.

Pamiętam taki „udawany” cykl przerwy.

Wmawiałam sobie, że tym razem nie będzie presji. Że nie będziemy żyli od owulacji do owulacji. Że seks znowu stanie się po prostu seksem, a nie zadaniem do wykonania.

Tylko że… nie dało się.

Bo nawet jeśli próbujesz zrobić sobie przerwę, to w głowie cały czas masz myśl: „A jeśli właśnie ten jeden cykl okaże się tym właściwym?”.

I dlatego uważam, że odpuszczenia nie da się wyreżyserować.

Albo naprawdę jesteś już tak zmęczona, że ono przychodzi samo, albo tylko próbujesz je odegrać.

Ja wiele razy próbowałam oszukać samą siebie.

Mówiłam sobie: „Weź oddech”.

Ale nawet kiedy przestałam korzystać z aplikacji do śledzenia cyklu, to i tak wystarczyło spojrzeć w kalendarz i od razu wiedziałam, który jest dzień.

Zosia:
Ja miałam dokładnie tak samo.

Najbardziej chciałam… nie wiedzieć.

Naprawdę marzyłam o tym, żeby obudzić się któregoś dnia i zastanawiać się: „Kurczę, kiedy ja właściwie mam dostać okres? A owulacja już była czy dopiero będzie?”.

Ale to było niemożliwe.

Ja znałam swój cykl praktycznie co do godziny.

I dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że zaczynam zapominać, jak wygląda życie bez ciągłego liczenia dni.

Bez myślenia, że zaraz będzie miesiączka.

Że jesteśmy w połowie cyklu.

Że za chwilę trzeba szykować się do owulacji.

Ania:
I jeszcze zadbać o to, żeby atmosfera w domu była odpowiednia.

Bo przecież seks miał być przyjemny.

A tak naprawdę najważniejsze było to… żeby w ogóle do niego doszło.

Wystarczyło pokłócić się z mężem w okolicy owulacji i od razu pojawiało się poczucie: „Przegrałam ten cykl”.

Więc chodziłaś na paluszkach.

Robiłaś wszystko, żeby było miło.

Nie zwracałaś uwagi na rzeczy, które normalnie by Cię zdenerwowały.

Udawałaś, że wszystko jest w porządku, tylko po to, żeby nie wywołać kłótni.

Zosia:
Dokładnie.

Ja czasami wręcz udawałam przed samą sobą.

Coś mnie w środku strasznie irytowało, ale myślałam: „Nie teraz. Teraz nie mogę zrobić awantury”.

Więc odstawiałam taki teatr.

Przed mężem.

Ale chyba jeszcze bardziej przed samą sobą.

Ania:
Czyli możemy powiedzieć, że niepłodność odbiera też relację między partnerami.

Zosia:
Zdecydowanie. Ale ja chyba poszłabym nawet o krok dalej.

Bo mam wrażenie, że niepłodność zabrała kawałek mnie.

Tę spontaniczną, prawdziwą Zosię.

Kiedy jesteś w samym środku tego wszystkiego, nie zauważasz tego. Wydaje Ci się, że to tylko chwilowe. Że jeszcze moment, jeszcze jeden cykl, jeszcze trochę wytrzymasz.

Zagryzasz zęby, wstrzymujesz oddech i mówisz sobie, że zaraz będzie po wszystkim.

Dopiero z perspektywy czasu widzisz, ile to kosztowało.

Ja akurat jestem wdzięczna za jedną rzecz.

Niepłodność zweryfikowała część moich relacji.

I dziś nie uważam tego za coś złego.

Ale jednocześnie to ja sama zaczęłam zamykać się na ludzi.

Przestałam mieć ochotę spotykać się ze znajomymi.

Kiedy zastanawiałam się nad tym odcinkiem, doszłam do wniosku, że właśnie to było dla mnie największą stratą. Ten czas jest dla mnie jak czarna dziura. Naprawdę niewiele z niego pamiętam. Potrafię powiedzieć, że byłam we Wrocławiu. Ale nie dlatego, że pojechałam tam odpocząć. Pojechałam, bo przyjmowała tam lekarka, z którą chciałam się skonsultować.

Tak wyglądały moje wyjazdy. Do lekarzy, na badania, leczenie.

Nie na wakacje. W mojej głowie po prostu nie było już na to miejsca.

A jeśli chodzi o relację z mężem…

Nawet nie wiem, jak to nazwać.

Powiedzieć, że ledwo się czołgała, to za mało.

Ona była już tak przygnieciona tym wszystkim, że naprawdę trudno było nam się w tym odnaleźć.

I co najważniejsze…

Ja zobaczyłam to dopiero z perspektywy czasu.

Ania:
Ja pamiętam Was bardzo dobrze z tamtego okresu.

Dla osób, które są z nami od niedawna — Akademię Płodności założyłyśmy wtedy, kiedy Zosia jeszcze starała się o dziecko, a ja byłam już po swojej wygranej walce z niepłodnością.

I pamiętam, że kiedy się poznawałyśmy, mówiłaś, że właściwie jesteście już na etapie ratowania małżeństwa.

Ja z boku naprawdę widziałam, jak dużo trudnych emocji było między Wami.

Momentami czułam się wręcz niezręcznie podczas naszych spotkań.

Nigdy nie jestem osobą, która wtrąca się w czyjeś życie albo je ocenia.

Ale pamiętam, że wracałam po jednym z takich spotkań do domu i powiedziałam mężowi:

„Tam jest naprawdę bardzo dużo mroku między nimi.”

Ania:
Pamiętam, że wracałam do domu i mówiłam mojemu mężowi:

„Tam jest między nimi bardzo dużo mroku”.

I to było coś, czego nie dało się nie zauważyć.

Wy praktycznie nic do siebie nie mówiliście. Nie było żadnych kłótni ani wybuchów emocji. To po prostu wisiało w powietrzu.

Wchodziło się do Waszego domu i czuło tę atmosferę.

Była bardzo gęsta.

Pamiętam, że było mi po prostu ogromnie przykro.

Widziałam, jak bardzo oboje jesteście uwikłani w tę niepłodność. Z jednej strony prowadzisz Akademię, wspierasz dziewczyny, które starają się o dziecko, a z drugiej sama jesteś w samym środku tego wszystkiego.

Naprawdę Wam wtedy współczułam.

Zosia:
I wiesz co? Warto powiedzieć jedną rzecz.

W momencie, kiedy zaprosiłam Cię do swojego domu i poznałaś mojego męża, my byliśmy już naprawdę po ogromnym kryzysie.

To był etap, kiedy zaczynaliśmy powoli wychodzić na prostą.

A wcześniej…

Był moment, kiedy mieszkaliśmy w dwóch różnych miastach.

Kiedy decyzja o rozwodzie była dosłownie o krok.

Poszłam wtedy na terapię właściwie po to, żeby usłyszeć od terapeutki:

„Tak. Możesz odejść.”

Więc jeśli Ty czułaś taki ciężar już wtedy, kiedy przyszłaś do nas do domu, to nawet nie potrafię opisać, jak wyglądało to wcześniej.

Ania:
Wiem.

I pamiętam, jak mówiłaś, że jesteście już po terapii.

Pamiętam też ten garnek rosołu stojący w Twojej kuchni.

Dla kogoś z zewnątrz to był po prostu rosół.

A dla mnie był symbolem tego, jak bardzo próbowałaś posklejać Waszą codzienność.

To nie było romantyczne: „Kochanie, ugotowałam nam rosół”, tylko mozolne wychodzenie z kryzysu.

Takie codzienne wybieranie siebie na nowo.

I myślę teraz o wszystkich dziewczynach, które nas słuchają i czują, że ich małżeństwo też jest na włosku.

Może właśnie siedzi teraz po drugiej stronie ktoś, kto myśli:

„To jest dokładnie o mnie.”

Może masz wrażenie, że już nic nie czujesz do tego człowieka. Że wszystko się wypaliło.

Ale po tych wszystkich latach rozmów z kobietami i obserwowania ich historii wiem jedno.Z takich kryzysów naprawdę można wyjść. Patrzę na Was i wiem, że jest w tym nadzieja. To nie wygląda tak, że nagle wraca wielka miłość i fajerwerki tylko  raczej powolne odradzanie się czegoś na zgliszczach.

Krok po kroku.

Zosia:
I właśnie to jest kolejna rzecz, którą niepłodność mi zabrała.

Coś znacznie większego niż samo dziecko. Pamiętam, że patrzyłam na mojego Dudka i myślałam:

„To jest naprawdę świetny facet. Tylko ja chyba już go nie kocham.”

Dopiero później, na terapii, zrozumiałam, że to wcale nie była prawda. To był sposób, w jaki próbowałam ochronić samą siebie. Najbardziej bałam się tego, że kiedyś zostawi mnie dla kobiety, która bez problemu urodzi mu dziecko.To był mój największy lęk.

Więc podświadomie chciałam go uprzedzić. To ja chciałam odejść pierwsza.Żeby to była moja decyzja.A nie moment, w którym on kiedyś powie:

„Odchodzę.”

 

Pamiętam też, że myślałam wtedy:

„On jest takim fajnym facetem.Jeszcze zdąży sobie ułożyć życie. Znajdzie kogoś, kto da mu to, czego ja nie potrafię.”

A dzisiaj patrzę na tamtą Zosię i mam ochotę ją przytulić.

Powiedzieć jej: „Dziewczyno… Ty też jesteś wartościowa.”Bo wtedy kompletnie w to nie wierzyłam. Czułam się malutka. Niewystarczająca.

Jakby brakowało mi jakiegoś elementu, który sprawia, że jestem pełnowartościowym człowiekiem.

 

Ania:
I właśnie to robi niepłodność. Ona odbiera poczucie własnej wartości.

Zosia:
Totalnie. Poczucie kobiecości. Poczucie własnej wartości. Takie zwykłe przekonanie, że jesteś dla kogokolwiek wystarczająca. Masz wrażenie, że zawodzisz na każdej możliwej płaszczyźnie.Jako kobieta, żona, synowa. 

Myślisz sobie:

„Moja teściowa mogła mieć inną synową. Może już dawno miałaby wnuki.”

Czujesz, jakbyś zawodziła wszystkich. A przecież jesteś tylko jednym człowiekiem.

I kiedy jeszcze pojawiają się komentarze z zewnątrz…

One nie spływają po Tobie, tylko utwierdzają Cię w tym, co i tak już o sobie myślisz.

Że jesteś niewystarczająca i zawalasz. I to boli potwornie.

Ania: 

Pamiętam wpis jednej z dziewczyn na naszej społeczności.

Napisała:

„Jak Zosia może prowadzić Akademię Płodności, skoro sama nie potrafi zajść w ciążę? Co to za dietetyczka od płodności?”

Zosia:
Pamiętam, że próbowałaś mnie wtedy przed tym ochronić.

W tamtym momencie pojawiła się tylko jedna myśl:

„A jeśli ona ma rację?”

Mimo że wcześniej widziałam już dziewczyny, którym odpowiednia dieta naprawdę pomogła zajść w ciążę. To wszystko przestało mieć znaczenie. Bo kiedy sama walczysz z niepłodnością, takie słowa trafiają milion razy mocniej, wtedy naprawdę czujesz się kompletnie rozwalona.

I właśnie tak działają takie słowa.

Na początku wydaje Ci się, że po Tobie spłynęły.

Myślisz: „Dobra, nieważne”.

Mijają godziny.

Kładziesz się wieczorem do łóżka i nagle okazuje się, że ten komentarz cały czas siedzi Ci w głowie.

Walczysz z płaczem.

I to nie jest taki płacz, po którym robi się lżej.

Wręcz przeciwnie. To zdanie wraca do Ciebie raz za razem. Wiecie, od tamtego wpisu minęło tyle lat. Dzisiaj jestem mamą trójki dzieci.

Na co dzień układam diety oparte na badaniach naukowych. Widzę efekty pracy z kobietami, które zachodzą w ciążę. Mam przed oczami setki historii i dowodów na to, że to, co robimy, ma sens.

A mimo to…

W tych najgorszych momentach starań nadal potrafiłam wrócić myślami do tamtego komentarza i zadać sobie pytanie:

„A jeśli ona miała rację?”

„Może wszyscy dookoła mnie tylko mnie lubią. Może nie mają odwagi powiedzieć mi prawdy.”

To właśnie robi z człowiekiem niepłodność.

Sprawia, że zaczynasz podważać nawet rzeczy, których normalnie byłabyś absolutnie pewna.

Zosia:
Jesteśmy bardzo ciekawe, czy Wy też jesteście już w takim momencie swojej drogi, że potraficie zobaczyć, co niepłodność zabrała Wam poza samym dzieckiem.

Może nadal jesteście w tym miejscu, w którym próbujecie po prostu dotrzeć do dna, żeby w końcu móc się od niego odbić i zaczerpnąć powietrza.

Jeśli macie w sobie gotowość, zostawcie komentarz.

Albo napiszcie do nas prywatną wiadomość.

Po każdym podcaście dostajemy ich naprawdę bardzo dużo i każdą czytamy z ogromną uwagą.

To właśnie dzięki nim wiemy, że te nasze rozmowy mają sens.

Że nie są tylko rozmowami między nami.

Że naprawdę trafiają do Was i czasami pomagają spojrzeć na własną historię z trochę innej perspektywy.

Dziękujemy Wam, że byliście z nami do samego końca.

Ania :
Dziękujemy. ❤️

 






Posłuchaj też inne

Zapisz się na newsletter

Bezpłatna seria, z której dowiesz się, jak naturalnie zwiększyć płodność u siebie i swojej drugiej połówki.

Zapisz się na newsletter