do końca SUMMER TIME -20% na ebooki: GRILL, SZYBKI, SMOOTHIE, SNACKOBOOK zostało…

Dni
Godzin
Minut
Sekund

Zapisz się na newsletter i zgarnij -15%!

#108 Czy niepłodność zmienia osobowość

Czy niepłodność zmienia osobowość? A może po prostu wydobywa z nas cechy, których wcześniej nie znaliśmy?

W tym odcinku rozmawiamy  jak starania o dziecko zmieniły nas jako ludzi. O zazdrości, której wcześniej nie znałyśmy. O utracie spontaniczności. O relacjach z bliskimi. O poczuciu, że patrzysz w lustro i widzisz tę samą twarz, ale już zupełnie inną osobę.

Zastanawiamy się też, czy po zakończonych staraniach można wrócić do siebie sprzed lat, czy pewne doświadczenia zostają z nami już na zawsze.

Jeśli jesteś w trakcie starań, być może po raz pierwszy usłyszysz na głos myśli, które od dawna nosisz w sobie. A jeśli ten etap masz już za sobą, być może lepiej zrozumiesz, dlaczego niektóre emocje wracają nawet po wielu latach.

Plan odcinka

  • Czy niepłodność naprawdę zmienia osobowość?
  • Dlaczego podczas starań przestajemy być spontaniczni?
  • Jak niepłodność wpływa na poczucie własnej wartości i zaufanie do siebie?
  • Zazdrość, złość i poczucie winy – emocje, których wcześniej nie znałyśmy.
  • Dlaczego spotkania z dziećmi i kobietami w ciąży potrafią tak bardzo boleć?
  • Jak znaleźć bezpieczne miejsce i „wentyl” podczas starań?
  • Praca jako ucieczka od trudnych emocji – czy to naprawdę pomaga?
  • Jak wspierać osobę starającą się o dziecko, żeby nie zrobić jej jeszcze większej krzywdy?
  • Czy po zakończonych staraniach wracamy do dawnej wersji siebie?
  • Jakie ślady niepłodność zostawia w nas na lata – nawet wtedy, gdy jesteśmy już rodzicami?


🎧 Znajdziesz nas również tutaj:

Podcast VIDEO 

SPOTIFY

 

Ania Mazur-Gajo:

Cześć, tu Ania i Zosia.

Zosia Mazurek-Dudek:

Wspólnie tworzymy Akademię Płodności. Miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań.

Ania Mazur-Gajo:

Dzień dobry w kolejnym podcaście.

Zosia Mazurek-Dudek:

Dzień dobry, witamy Was! Jesteśmy znowu w Lublinie. Mam nadzieję, że to będzie w takiej spoko kolejności, żeby Wam nie rozwalić główek tym, że… rozumiesz? Bo my czasami, wiecie, zmieniamy kolejność i nagrywamy. Ja Was na przykład trzy razy z rzędu witam w nowym odcinku, a potem: „Witamy Was po przerwie” czy coś tam, bo nagrywamy to wszystko inaczej. Ale może tym razem tak nie będzie.

Słuchajcie.

Przyszłyśmy sobie tutaj znowu pogadać z Wami i razem ze sobą podywagować na różne tematy, bo podobno nas lubicie słuchać. To jest niesamowite. To jest niesamowicie fajne, przyjemne i łechcące ego, ale też bardzo fajne, że możemy Wam tym nieść pomoc. I jak się otwieramy przed Wami i mówimy, jak to było u nas, to Wy potem bardzo często piszecie nam, że ktoś nazwał Wasze myśli, nie?

Ania Mazur-Gajo:

Tak. Bardzo często dostajemy wiadomości, że jesteśmy z Wami w różnych takich momentach. W samochodzie, na spacerach, sprzątamy z Wami.

Zosia Mazurek-Dudek:

To prawda. Stoimy w korkach. No, fajne to jest.

Ania Mazur-Gajo:

Ostatnio jedna słuchaczka napisała: „Szorowałam z Wami nawet kibel”.

Zosia Mazurek-Dudek:

No, szanujemy to. Fajne. A pamiętam, jak jeszcze jedna dziewczyna napisała: „Kiedy nowe odcinki? Bo sprzątam już do starych podcastów”. Że musi zapętlać poprzednie. To jest ekstra.

Ehm… O czym będziemy sobie dzisiaj rozmawiać, Anna?

Ania Mazur-Gajo:

Będziemy rozmawiać o takim roboczym temacie: „Czy niepłodność zmieniła moją osobowość?”.

Zosia Mazurek-Dudek:

No bo tak sobie trochę rozmawiałyśmy o tym, że w sumie był to tak długotrwały i tak mocno… jakby znaleźć słowo… taki mocno…

Ania Mazur-Gajo:

Inwazyjny.

Zosia Mazurek-Dudek:

Mocno inwazyjny, tak, czas w życiu, że pozostawił takie, myślę nawet, że trwałe zmiany w osobowości. Mojej przynajmniej. Bo to, że wtedy, w trakcie starań, byłam inna, to jestem pewna na tysiąc procent. I zaraz sobie będziemy rozmawiać, dlaczego inna i dlaczego jakby… Bo ja już się zdradziłam, że nie wróciłam do swojego starego „ja”, tego sprzed. Tego Zosinka, który był przed. Albo tak mi się wydaje, ale kurczę, jest to takie graniczące z pewnością.

Ania Mazur-Gajo:

Czyli niepłodność zmienia?

Zosia Mazurek-Dudek:

Moją zmieniła. W sensie ona potrafi. Nie wiem, czy u Was też tak będzie. Moją osobowość zmieniła.

Ania Mazur-Gajo:

No dobra, czyli co zmienia niepłodność? Może zacznijmy od tego. Co u Ciebie zmieniło?

Zosia Mazurek-Dudek:

Właśnie może: co u mnie? Bo co ona zmienia? Ona może zmienić wszystko. Może sobie trochę spróbujmy nakreślić, jak siebie postrzegałyśmy sprzed.

Ja na przykład byłam o wiele bardziej spontaniczna. Można by było powiedzieć, że Zosin to był człowiek spontan. Potem tę spontaniczność zatraciłam ze względu na to, że, tak myślę, trzeba było żyć pod konkretny cykl. Pod cykl, pod leki, pod wizyty u lekarza, co jakby z góry zakładało, że nie mogłaś już sobie tak puścić wodzów fantazji. Teraz też potrafię być spontaniczna, ale to jest level, bym powiedziała, dziesięć poziomów niżej.

Nie ma takiego spontanu, jak kiedyś ze mną był, co?

Ania Mazur-Gajo:

Mhm. No, spontaniczność wynikała z tego, że chodziło o jakieś wyjazdy. Zosin się odpalał jednego dnia, pakował się i był nad jakimś jeziorkiem. Albo był z ziomeczkami na festiwalu. 

To był taki Zosin?

Zosia Mazurek-Dudek:

Tak, to był taki Zosin. Dokładnie, który wymyślał na takiej zasadzie: „Wow!”.

Pamiętam, była… Jezu, znowu reklama maca. Ale nie wiem, czy pamiętasz, był taki czas, że w Maku była kawa za jakieś śmieszne pieniądze. Dwa zyla, trzy zyla. Pamiętasz to? No i ja na przykład jechałam po kawę dla wszystkich z mojej grupy, bo stwierdziłam, że to będzie super i im przywiozę, bo oni czekają na przykład na wykłady.

Ania Mazur-Gajo:

Aaa, widziałam takie zdjęcie.

Zosia Mazurek-Dudek:

No, pamiętałaś. Takie, jak stoję z tymi wszystkimi kubkami. Wtedy nikomu…

Albo na przykład pamiętam, jak w Biedrze była wyprzedaż pomarańczy. Kupiłam takie dwie skrzynie tych pomarańczy i wyciskałam soki moim ziomeczkom z grupy. Miałam taki, rozumiesz… taki odpał.

To oczywiście były też wyjazdy, ale właśnie mówię z przymrużeniem oka, bo mój mąż, który z kolei jest człowiekiem-kalendarzem… Znamy takie osoby, prawda, Ancia? Nie będę pokazywać palcem, ale siedzi tutaj w tym pomieszczeniu, w którym jestem tylko ja i ten człowiek-kalendarz, więc nie pokażę palcem.

No to Barti na przykład wolał mieć wszystko zaplanowane. Jak ja wyjeżdżałam z tekstem, że kupiłam bilety do Londynu, bo były za 39 zł i lecimy jutro, to on… Wiecie, ja czekałam na taką reakcję, że przynajmniej jest tak samo zapalony jak ja: „Jezu, co zrobiłaś?!”. A on musiał się z tym ułożyć. Miał zaplanowane rzeczy i to było takie…

Ania Mazur-Gajo:

Ale Zosin lubi do tej pory taki być.

Zosia Mazurek-Dudek:

To weź to sobie teraz porównaj. Jeśli teraz wydaję Ci się wciąż spontanicznym człowiekiem, to gdybyś poznała mnie sprzed starań, to nie wiem, czy byś ze mną wytrzymała. Tak sobie myślę.

Ania Mazur-Gajo:

Myślę, że ciężko by było nadążyć za tym wszystkim.

Zosia Mazurek-Dudek:

Mogłoby tak być, no. Bo widzisz, Ty wciąż mimo wszystko postrzegasz mnie jako człowieka spontana, nie? Bo to raczej ja jestem człowiekiem zapalnikiem. Tak, to ma swoje dobre i złe strony. Ma swoje różne konsekwencje, które potem trzeba gasić, ale tak, uważam, że byłam zdecydowanie bardziej spontaniczna i potem mnie to tak przygasiło.

Ania Mazur-Gajo:

Ciężko jest być spontanicznym i pozwolić sobie na taką spontaniczność podczas starań, bo trochę szkoda Ci marnować czasu na tę spontaniczność.

Zosia Mazurek-Dudek:

Trochę nawet nie masz przestrzeni, gdzie ją zmieścić, rozumiesz? No bo jak masz co drugi dzień monitoringi… Ja tak miałam, najrzadziej co trzeci. No to mało jest w ogóle przestrzeni na tę spontaniczność, nie?

Ania Mazur-Gajo:

Nie można sobie pozwolić na taki wyjazd, bo po prostu o tym nie myślisz.

Zosia Mazurek-Dudek:

Nawet nie chodzi mi o to. Nawet nie chodzi o to, że Ty nie masz tej przestrzeni w kalendarzu, bo nie masz. Ale nie masz też tej przestrzeni w głowie. Po prostu nie pozwalasz sobie na to. Nie dajesz sobie na to pozwolenia.

Ania Mazur-Gajo:

No dobrze, ale jak teraz na to patrzysz, to źle było? Uwierał Cię ten brak spontaniczności?

Zosia Mazurek-Dudek:

Tęsknię trochę za samym tym Zosinkiem.

Ania Mazur-Gajo:

Ale podczas starań Cię uwierało?

Zosia Mazurek-Dudek:

Nie wiem, czy Ty byś tęskniła, ale… czy uwierało mnie? Tak. Tylko wtedy, wiesz, teraz ten czas dzieli już dłuższy dystans, więc ja jakby przywykłam do tego i mogłam się z tym obyć. To mogło sobie we mnie wrosnąć mikrokorzonkami i moje życie wygląda teraz tak, że jestem mniej spontaniczna.

Ale wtedy, kiedy trzeba było to uciąć maczetą… Był sobie spontaniczny Zosin i nagle: bum, leczymy się. I to wymaga od Ciebie po prostu poprzestawiania wszystkich mebelków w Twoim życiu. To było takie… no, wydawało mi się, że życie nagle stało się nudniejsze.

Po prostu. Oprócz tego, że było bardzo smutno, bo było bardzo dużo porażek po drodze, to jeszcze w międzyczasie niewiele się działo. Przez to też, że… no właśnie, przejdźmy do następnego, bo oprócz spontaniczności przestajesz być też taka bardziej ufna. Rozumiesz? Tracisz grunt pod nogami, poczucie bezpieczeństwa i przestajesz ufać sama sobie, swoim własnym wyborom. Podważasz je i tak bardzo zjeżdża Ci w dół samoocena, że trochę nie bardzo znasz tego Zosinka, którego wydawało Ci się, że znasz jak własną kieszeń.

Ania Mazur-Gajo:

Poznajesz siebie inną. Podczas starań ja mam takie poczucie, że jestem inną osobą. Że pierwszy raz poznaję siebie samą. Nie znam tej dziewczyny.

Zosia Mazurek-Dudek:

Kurde, ja miałam tak samo.

Ania Mazur-Gajo:

I dosłownie miałam takie poczucie, że patrzę w lustro i widzę tę samą twarz co kiedyś, a to jest inny człowiek. W ogóle nie rozumiem jej myśli. Jakby nas były dwie w środku.

Zosia Mazurek-Dudek:

Miałam tak samo. I miałam tak, że nie lubiłam tej drugiej siebie. I to było chyba najgorsze w tym wszystkim. Bo to było tak… Nie wiem, Ty akceptowałaś tę nową siebie, którą poznawałaś? No bo u mnie od razu pojawiał się taki sabotaż.

Ania Mazur-Gajo:

No, to jest to, dlaczego ciężko było mi to zaakceptować. Bo ja pamiętałam dawną siebie. Taką pozytywną, serdeczną dziewczynę.

Zosia Mazurek-Dudek:

No właśnie. Jaka była dawna Ania?

Ania Mazur-Gajo:

Taka właśnie kochająca ludzi. A bardzo pamiętam, jak destrukcyjnie działało na mnie uczucie zazdrości. Oczywiście wcześniej jakaś zazdrość gdzieś tam była, jakieś takie pierdoły. Ale kiedy dochodziły do mnie wręcz negatywne myśli w stosunku do drugiej osoby tylko dlatego, że ktoś jest w ciąży… No nie poznawałam siebie.

Ja w ogóle… nawet mówienie źle o ludziach sprawiało mi jakąś satysfakcję. Jak ktoś był w ciąży, to… wiecie… wyrażanie się w dość niepochlebny sposób. Ja się tym karmiłam.

I to nie byłam ja. Ciężko mi było. Z jednej strony miałam wrażenie, że tego potrzebuję, a z drugiej strony dawna Ania tak nie robiła. Ona tak nie robiła. Ona się tak nie odzywała. Ona nie mówiła złych rzeczy o ludziach. Nie wyrażała się w ten sposób.

Zosia Mazurek-Dudek:

A myślała sobie źle? Tylko po prostu nie była w stanie tego wyartykułować?

Ania Mazur-Gajo:

Nie. Nie, absolutnie nie.

To się zaczęło podczas starań o dziecko. Wtedy poznawałam taką stronę siebie, która wcześniej w ogóle mi się nie pokazała. Raczej byłam życzliwa dla ludzi, również w swoich myślach. I to było dla mnie trochę przerażające. Myślałam sobie: „Kurde, co się ze mną dzieje? To się kiedyś zatrzyma? W ogóle co to jest? Jakiś potwór się we mnie rodzi”.

Tego się bardzo obawiałam. Bo wcześniej podchodziłam do ludzi dobrze, przynajmniej tak to czułam. A nagle czułam, że podchodzę źle. Że pojawiają się myśli, których wcześniej nie było. „Jesteś w ciąży? Nie lubię Cię. Będę mówiła o Tobie źle.”

Zosia Mazurek-Dudek:

Dlatego, że jesteś w ciąży. Bo tydzień temu, jeszcze jak nie wiedziałam, że w niej jesteś, to było wszystko między nami okej.

Ania Mazur-Gajo:

Tak, to było okej, a teraz mam do Ciebie jeszcze takie… no wiesz: „Pogadajmy sobie źle o tej osobie” z moim mężem. No to masakra. Straszne to było. Ale to było silniejsze ode mnie i to było takie… sama nie wiem.

Może to była jakaś próba poradzenia sobie z tą sytuacją. Bo wolałam robić to w taki sposób, niż powiedzieć na przykład: „Jezu, to mnie tak bardzo boli”. Czegoś takiego nie powiedziałam. Nawet nie pojawiło się to w moich myślach, nie zostało wypowiedziane. Tylko wolałam w taki sposób, nie wiem, gdzieś wywalić ten ból. Tak sobie myślę.

W inny sposób nie potrafiłam. I bardzo mi się ten sposób nie podobał. Nie podobało mi się to. Po prostu nie podobało mi się to, kim się staję.

Zosia Mazurek-Dudek:

Czaję. Ja miałam podobnie i pamiętam też, że bardzo się tego bałam. To też w kontekście tego, jak to zmieniło moją osobowość.

W pewnym momencie, kurczę, jak pojawiały się na przykład dzieciaczki gdzieś bardzo blisko — w najbliższej rodzinie czy wśród najbliższych znajomych — to było mi coraz ciężej tam być. Miałam też takie wrażenie, że percepcja wszystkich jest tak bardzo nastawiona na te dzieci, że właściwie przy tym stole nie gada się o niczym innym, tylko o dziecku.

Cały czas wszyscy je monitorują wzrokiem. Co ten mały zrobił, co teraz, jakie są jego kolejne kroki. No i o niczym innym się nie gadało, tylko o tym dziecku. I z każdej wizyty miałam coraz większe poczucie, że ja chyba po prostu nie wytrzymam kolejnych spotkań.

I nie lubiłam tego Zosinka. Ale też dlatego, że bałam się, co przyniesie jutro. Rozumiesz? Że teraz jeszcze wytrzymuję, zagryzam zęby, to mnie kosztuje coraz więcej, jestem coraz bardziej wściekła, potem muszę się coraz bardziej wyżyć albo wypłakać, albo gdzieś te emocje zostawić. Ale wciąż przychodzę na kolejne wizyty.

A co będzie w momencie, w którym już nie dam rady? Zadawałam sobie to pytanie. Czy stworzę mojemu mężowi taki zgorzkniały świat jednej laski, którą po prostu zmiotło. Zmiotła ją seria niepowodzeń i teraz nie będziemy spotykać się z nikim, kto ma dziecko. Mimo że to jego rodzina, jego najbliżsi znajomi, to jego żona nie będzie w stanie tego dźwignąć.

Bardzo się tego bałam. Pamiętam, że to też mocno wpływało na moje takie „ja”.

To bardziej siedziało w głowie, ale było tak bardzo przejmujące i do tego stopnia przeszywające, że nie wiedziałam, co z tym zrobić. A mogło się tak stać. Mogło się tak stać, że kiedyś po prostu powiedziałabym: „Nie. Teraz już nie dam rady. Możesz jechać sam albo możesz zostać ze mną, ale ja już tam nie pojadę”.

Ania Mazur-Gajo:

Zobacz, jak bardzo jest to bolesne. Jak bardzo jest to bolesne, że determinuje nawet Twoje wybory.

No właśnie, nie możesz się więcej ukrywać. Nie możesz przez, nie wiem… nie życzę oczywiście nikomu tego… ale przez te Twoje dziesięć lat.

Zosia Mazurek-Dudek:

Tak.

Ania Mazur-Gajo:

I ciężko jest się zamknąć po prostu na dziesięć lat, bo to jest kawałek Twojego życia. Później patrzysz sobie na to z perspektywy. Nie wiesz, ile to będzie trwało, dopóki się nie obrócisz i nie spojrzysz wstecz.

Ale dziesięć lat… to jesteś Ty. To jest Twoje życie, które już nigdy nie wróci.

Zosia Mazurek-Dudek:

No, to prawda.

Ania Mazur-Gajo:

Ty już nigdy nie będziesz mogła odzyskać tych dziesięciu lat.

Zosia Mazurek-Dudek:

Jasne. Tylko że w tym momencie, w którym jesteś w tym epicentrum, jesteś tym Zosinkiem zwiniętym na podłodze, który wraca z kolejnej wizyty, to nie wiem, Aniu, w jakim języku musiałabyś do mnie mówić, żebym ja chciała na to spojrzeć i zobaczyć, że… w sumie mogę spróbować jakoś żyć, chociaż w tym czasie.

Ania Mazur-Gajo:

No to masz to w dupie.

Zosia Mazurek-Dudek:

Możesz do mnie gadać, rozumiesz? Możesz mówić po chińsku, po angielsku, możemy gadać, ale ja dokładnie mam wtedy to w dupie, bo Ty mnie nie rozumiesz.

Ania Mazur-Gajo:

No, prawda.

Zosia Mazurek-Dudek:

Bo gdybyś mnie rozumiała, to nie dawałabyś mi takich rad. Rozumiesz? A Ty mi teraz mówisz: „Spróbuj wyrwać tej niepłodności trochę życia”. A ja mówię: „No dobra, to widocznie Twoja była łatwiejsza, skoro mogłaś jej trochę wyrwać. Ja mojej nie mogę. Moja mnie przygniata na tyle, że nie mogę”.

I najlepiej wyjdź, jeśli masz mi gadać takie rzeczy, bo nie jesteś moim prawdziwym friendem. Czaisz? A jeszcze jak w międzyczasie uda Ci się zajść w ciążę, to już na pewno nie będziesz moim friendem, ziomuś.

Niestety.

I bardzo bałam się tego, że… Wiesz, ja z moim mężem znałam się bardzo długo przed ślubem, więc miałam takie wrażenie, że znamy się dobrze. Że jak podejmuję decyzję, że wychodzę za tego typa, a on bierze sobie mnie za żonę, to nie kupujemy kota w worku. Jasne, nigdy nie wiesz, co się wydarzy, zawsze może się coś zdarzyć, ale masz takie poczucie.

A tutaj bałam się, że on za chwilę będzie miał zupełnie inną typiarę niż tę, którą znał przez tyle lat.

Po prostu tak bardzo to wpływało na moją osobowość, że ta laska, którą poślubił kilka lat temu, w niczym nie będzie przypominała tej, którą ja się staję. W którą się przepoczwarzam, rozumiesz? I to było takie przerażające, że ja w sumie nie wiem, gdzie wyląduję.

Ale te miejsca, w których są małe dzieci, są brzuchy ciążowe i są tylko te tematy, o których ja marzę, a które ciągle nie mogą mnie dotyczyć… one mnie po prostu parzyły. Rozumiesz? Ja wracałam z nich poraniona.

Więc trochę z takiej chęci ochrony samej siebie, żeby nie wracać z jeszcze większą liczbą blizn, stwierdziłam, że muszę po prostu schować się gdzieś do jakiejś nory.

Później oczywiście przychodzi Ci po latach taka refleksja, że dało się żyć pomiędzy tym wszystkim. Ale wtedy nie potrafiłaś. Ja nie potrafiłam.

Ania Mazur-Gajo:

A podczas starań były takie miejsca, w których czułaś się dobrze?

Zosia Mazurek-Dudek:

Dobrze… To też jest takie…

Ania Mazur-Gajo:

Gdzieś ukociłaś sobie swoje norki i czułaś, że możesz funkcjonować. Że ten nowy Zosin, nazwijmy go tak, który próbuje się ukształtować w tym kryzysie i w tym ogromnym bólu… No bo on w końcu powstanie. Jakiś Zosin z tego wszystkiego się ulepi.

Zosia Mazurek-Dudek:

Tak, tak.

Ania Mazur-Gajo:

Więc gdzie ten Zosin był? Gdzie on się chował?

Zosia Mazurek-Dudek:

Chodzi Ci o znajdowanie wentylu? Bo ja bym to raczej nazwała znajdowaniem wentylu i spuszczaniem ciśnienia albo łapaniem powietrza po zbyt długim zanurkowaniu pod wodę.

To były raczej momenty niż miejsca. Takie chwile, kiedy łapałaś się na tym, że przez chwilę mniej bolało. Albo wracałaś do tej nory, w której bolało, więc to było bardziej takie wyrywanie sobie tych momentów.

Ale były też miejsca, w których czułam się bezpiecznie. Najczęściej był to dom. To był Dudek, czyli bycie przy nim. To był często internet, w którym łatwo było być anonimową.

No i ja bardzo dużo uciekałam w pracę. Uwielbiałam to. Czyli takie obracanie się ciągle w temacie płodności, czytanie badań naukowych, bo zawsze możesz dowiedzieć się czegoś nowego, przeczytać o nowym suplemencie, o nowym… Wiecie. Wtedy pojawiało się bardzo dużo badań.

Z jednej strony byłam ciągle sfokusowana na tym, żeby pomagać pacjentom jak najlepiej, ale z tyłu głowy wciąż miałam, że może to, co wyczytam, pomoże również mnie.

I to było takie… Fajnie być na bieżąco, ciągle wałkować różne podejścia do żywienia, może testować coś na sobie i może akurat to zaskoczy.

Ja bardzo dużo wtedy pracowałam. To było takie moje… wrócić po prostu tak urobioną, że właściwie jak się położysz w ubraniu i w makijażu, to już tak zostajesz do rana.

Ania Mazur-Gajo:

Ja tylko przypomnę, że ja znam Zosię, która podczas starań pracowała bardzo dużo. Ona nie powiedziała „nie” nawet wtedy, kiedy robiłyśmy live’a o drugiej w nocy.

Zosia Mazurek-Dudek:

Ja uważam, że to był świetny pomysł. Troszkę się tego wstydzę teraz. Nie wiem dlaczego ciągle mamy takie…

Ania Mazur-Gajo:

No bo chcę pokazać, gdzie zniknął Zosin.

Praca. Zaszywanie się na trzy dni w domku rodziców i robienie warsztatów.

Zosia Mazurek-Dudek:

Tak. Jakby jutra miało nie być po prostu.

Ania Mazur-Gajo:

Tak, jakby jutra nie było. Wstawanie, właściwie przerwa tylko na sen.

Zosia Mazurek-Dudek:

I to taki króciutki.

Ania Mazur-Gajo:

Pięć godzin, a później znowu tyrka. Ja byłam z nią wtedy.

Zosia Mazurek-Dudek:

I Ty nie podeszłaś i nie powiedziałaś: „Zosin, Zosin, to jest właśnie ten moment. Zrobimy Ci kawkę i nauczymy się pić ją w spokoju. To będzie dziesięć minut. Nie od razu Cię tu zgwałcimy tym odpoczynkiem, ale dziesięć minut wypijesz kawkę w spokoju”.

Ania Mazur-Gajo:

Akademia Płodności na początku po prostu jechała po bandzie, jeżeli chodzi o czas pracy. Może dlatego jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.

Zosia Mazurek-Dudek:

No może.

Ale gdybyśmy jechały tak ciągle, to nas by tu już nie było.

Ania Mazur-Gajo:

To nas by tu już na pewno nie było, bo to było wręcz chore. Wracanie do domu o czwartej nad ranem. No masakra.

Zosia Mazurek-Dudek:

Proszę nie wyciągać takich rzeczy, bo ja się tego naprawdę wstydzę.

Ania Mazur-Gajo:

W każdym razie chcę powiedzieć, że ten Zosin właśnie tak starał się o dziecko. Zarobiony. Siedział do późna.

Zosia Mazurek-Dudek:

Ale zobacz, jakie to jest irracjonalne. Jak ja teraz patrzę na tamtego Zosinka… Boże, to był taki zmęczony niewyspany człowiek./
Sen to jest w ogóle podstawa regeneracji. Ja się nie regenerowałam. Zero. Po prostu zero. Rozumiesz? Mi się wydawało, że jak ja zawalę ten kalendarz…

Jak ja zapraszałam tego maluszka do swojego życia? W czym, przepraszam? Kiedy ja na Ciebie, bobasku, znajdę czas? Ja teraz mam kalendarz zawalony ludźmi na dwa miesiące do przodu i co?

No ale mamusia musi tak żyć, bo mamusia nie potrafi inaczej. Rozumiesz?

Ania Mazur-Gajo:

To był bardzo wyniszczający czas, tak naprawdę.

Zosia Mazurek-Dudek:

Tak, dokładnie. To było takie…

Ania Mazur-Gajo:

Dla organizmu.

Zosia Mazurek-Dudek:

To była nora bezpieczna dla głowy, teoretycznie, ale ona była bardzo niehigieniczna.

Ania Mazur-Gajo:

Bardzo.

Zosia Mazurek-Dudek:

Tryb życia był niehigieniczny.

Ania Mazur-Gajo:

Bo pamiętam właśnie tego pracowego Zosina. No bo Zosin miał różne etapy. Był dietetyczny Zosin i był niedietetyczny Zosin, kiedy odpalał wrotki.

Różny był ten Zosin. Ale ten pracowy… tak, prowadził bardzo niehigieniczny tryb życia. Tylko rozumiesz, my prowadziłyśmy Akademię i żadna z nas nie powiedziała temu „stop”. Ja myślałam, że Ty tego po prostu potrzebujesz. Że wiesz, co jest dla Ciebie dobre.

Zosia Mazurek-Dudek:

Mi się tak wtedy wydawało. Mnie było z tym bardzo dobrze.

Ania Mazur-Gajo:

Zresztą ten Zosin i tak by nie posłuchał.

Zosia Mazurek-Dudek:

Tak. Bo ja bym sobie pomyślała: „Łatwo Ci mówić. Masz teraz dwójkę dzieci i mi gadasz takie rzeczy? Serio? To Ty jesteś moim ziomkiem czy jednak nie grasz w moim teamie?”.

Na pewno bym Cię nie posłuchała. Mogłabym się jeszcze obrazić na Ciebie.

Ania Mazur-Gajo:

Ja nawet nie miałam zamiaru.

Zosia Mazurek-Dudek:

To prawda.

Byłaś super wsparciem. Muszę to przyznać, naprawdę. Po czasie widzę, że byłaś super wsparciem, bo byłaś taka obecna. Ty byłaś, Aniusia, super, bo potrafiłaś zapytać. I to ode mnie zależało, na ile chciałam Cię w to wszystko wprowadzić i na ile chciałam rozdrapywać temat.

Pamiętam, że zawsze miałam przy Tobie taki komfort, że Ty zapytasz. To było takie, że dawałaś mi swobodę i nie naciskałaś. Jak nie chciałam mówić, to nie wypytywałaś dalej: „A jeszcze? A jeszcze? Powiedz, bo chcę wiedzieć”.

To było świetne.

Od takich ludzi jak Aniusia naprawdę warto się uczyć. Może to jest właśnie pomysł na odcinek: jak można być obecnym i wspierającym, ale nie takim nachalnie obecnym.

Bo czasami, wiesz… kojarzę takich ludzi, którzy jak już dowiedzieli się o naszych staraniach, to wiem, że wynikało to z troski. To było kochane, ale jednocześnie przytłaczająco męczące. To już było takie, że wręcz chcieli zorganizować mi życie od nowa. Wiem, że z troski i z miłości, ale to było trudne.

A Ty taka nie byłaś, więc to było wspaniałe.

I to prawda. Ja bym Cię nie posłuchała, więc dobrze, że Ty to wiedziałaś.

Bo na pewno pomyślałabym sobie: „Jesteś głupsza, niż myślałam. Myślałam, że jesteś mądrą dziewczynką, a Ty mi takie głupoty gadasz”. A propos zmiany osobowości.

Czyli wracając do roboczego tytułu, albo już do tego, który zostanie…

Czy ta Ania sprzed starań kiedykolwiek jeszcze wróciła? Do tego swojego stanu bazowego, zerowego, z którego startowała? Czy jednak mówimy o lasce, która po prostu dojrzewała i ciężko porównywać te dwie typiary?

Ania Mazur-Gajo:

Myślę, że złożyło się na to również to, że był to czas kształtowania się Ani jako dorosłej osoby.

Pomyśl sobie, że starania wypadają w różnych momentach naszego życia. Ja zaczęłam je jako młoda dziewczyna, która jeszcze kształtowała swój charakter, zbierała doświadczenia do tego swojego życiowego garnuszka. Uczyła się życia.

I już nie byłam tą samą Anią, bo niepłodność dała mi ogromne doświadczenie. To był też pierwszy kryzys w naszym związku.

Z tego fajnego, frywolnego życia pierwszy raz zderzyłam się z tym, że życie nie jest takie łatwe, jak mi się wydawało. I nie jest takie frywolne, jak mi się wydawało. I nie jest instagramowe.

Pierwszy raz zderzasz się z tym, że trzeba zarobić pieniądze, bo trzeba kupić leki. A te leki kosztują kupę pieniędzy.

Zosia Mazurek-Dudek:

Kupy kasy. Kupy kasy.

Ania Mazur-Gajo:

Pamiętam, jak mojemu mężowi powiedziałam kiedyś: „Misiu, my nawet nie mamy mieszkania”. Wynajmowaliśmy wtedy mieszkanie, a później mieszkaliśmy u mojej teściowej.

I pamiętam, że powiedziałam: „My się nawet nie dorobiliśmy własnego mieszkania”.

Ania Mazur-Gajo:

I on tak wtedy stanął i powiedział: „Dorobiliśmy się czegoś ważniejszego, bo mamy dwójkę dzieci”.

I to jest właśnie… Wiecie, tak mnie to bardzo otrzeźwiło. Zaraz się tu popłaczę, ale… kurczę.

Tak.

Ten czas wykorzystaliśmy właśnie na to. Nie żałujemy.

Jakie było pytanie? Chyba gdzieś odpłynęłam.

Zosia Mazurek-Dudek:

Jak warto mieć przy sobie taką osobę, która Cię otrzeźwi w takim momencie.

Ania Mazur-Gajo:

No tak. To tak człowiek myśli, nie wiadomo dlaczego, a…

Zosia Mazurek-Dudek:

A pamiętaj, że jeszcze dążyłaś i wyobrażałaś sobie: wiesz, teraz mogłabyś być w pięknym, własnym mieszkaniu, ale bez dzieci.

Ania Mazur-Gajo:

No.

Zosia Mazurek-Dudek:

Perspektywa.

Ania Mazur-Gajo:

Tak. Poświęciliśmy tę możliwość na starania. Poświęciliśmy też ogrom czasu. Zawsze czegoś nie mamy, ale mamy coś najwspanialszego.

Zosia Mazurek-Dudek:

Ale ja mam wrażenie i wielką nadzieję, że Ty się wzruszasz dlatego, że masz te dzieciaki, a nie dlatego, że nie masz mieszkania. Że to właśnie to wywołało te wzruszenie.

Ania Mazur-Gajo:

Nie. To było takie… wiecie… otrzeźwiające. Takie: „Kurde, zatrzymaj się na chwilę”, bo ten świat tak pędzi za posiadaniem wszystkiego. A tak naprawdę czasami zapominamy o takim zwykłym docenieniu.

Poproszę kolejne pytanie.

Zosia Mazurek-Dudek:

Plus, żeby zamknąć to klamrą.

A propos tego, jak kosztochłonne potrafią być starania. Dorabianie się swojego mieszkania… Owszem, możesz je urządzać na bardzo różne sposoby, z różnymi projektantami wnętrz, korzystając z bardzo różnych rozwiązań, więc widełki cenowe mogą być różne. Ale one kiedyś się kończą. Rozumiesz?

Masz jakiś cel, ustalasz sobie nawet z górką budżet i wiesz, że jakimś kredytem, jakimś nakładem pracy czy czymkolwiek jesteś w stanie zgromadzić określoną liczbę środków i dopniesz swego. Będziesz mieć mieszkanie.

Natomiast przy staraniach o dziecko nikt Ci nie da takiej gwarancji. Rozumiesz?

Nikt nie powie: „Okej, jest jedna metoda. Jest bardzo droga, ale daje gwarancję 100%. Wystarczy, drodzy Państwo, że uzbieracie milion złotych i ja Wam zrobię takie in vitro, które na pewno zadziała”.

Ania Mazur-Gajo:

To jest studnia bez dna.

Zosia Mazurek-Dudek:

I właśnie o to chodzi, że tam nie ma limitu. To może być tuż za zakrętem, a może to być dziesięć lat bardzo wyniszczającego fizycznie i finansowo procesu.

Ania Mazur-Gajo:

Bo to jest wyniszczające. My znamy też wiele takich par, którym nawet, jeśli mogłyśmy, to pomagałyśmy. Czy właśnie wysyłając suplementy, bo gdzieś tam w rozmowie wyszło, że tej parze skończyły się już środki na kolejne wydatki.

Mówiłyśmy wtedy: „Dobrze, skoro i tak leżą u nas w biurze, to wyślijmy im je. Może akurat to będzie taka dodatkowa śrubka, która coś pomoże”.

Znamy wiele takich historii.

Ci ludzie stają na głowie. Dosłownie stają na głowie. Oni zrobią wszystko.

Zosia Mazurek-Dudek:

I nie wiedzą, kiedy to się skończy.

Ania Mazur-Gajo:

Wszystko. Poświęcą naprawdę wiele. Po prostu wiele.

Zosia Mazurek-Dudek:

Na koniec tego odcinka, bo myślę, że zbliżamy się już do brzegu, chciałam jeszcze tylko powiedzieć, a propos zmiany osobowości, że bardzo długo miałam coś podobnego do Ciebie. Więc teraz trochę przemówię Twoim głosem, żebyś mogła chwilkę dojść do siebie.

Zosia Mazurek-Dudek:

Pamiętam, jak opowiadałaś mi, że kiedy Twój mąż przychodził do Ciebie z informacją o tym, że ktoś jest w ciąży, i to było jeszcze w okresie starań, to używał takiego określenia: „Mam newsa”. I Ty już po samym haśle „mam newsa”…

Ania Mazur-Gajo:

Aż mnie jeszcze do tej pory…

Zosia Mazurek-Dudek:

I właśnie chciałam powiedzieć, że są takie rzeczy, które — mimo że zostawiłaś te starania za sobą… Aż mam gęsią skórkę. Tyle lat minęło, jesteś już spełnioną mamą, temat jest zamknięty. A one tak zakotwiczają się w Twoim serduszku, wręcz w Twoim DNA…

Ania Mazur-Gajo:

To chyba…

Zosia Mazurek-Dudek:

…że one już chyba zostaną.

Ania Mazur-Gajo:

To chyba organizm po prostu tak nauczył się reagować.

Zosia Mazurek-Dudek:

Stresem.

Ania Mazur-Gajo:

Stresem.

Zosia Mazurek-Dudek:

I tworzą się takie hiperłącza do przeszłości.

Ania Mazur-Gajo:

On już nie umie… Jak Ty powiedziałaś „hiperłącza”, to sobie to zapamiętam.

Zosia Mazurek-Dudek:

Ja mam tak samo. Tekst „mam newsa” i Ty od razu…

Ania Mazur-Gajo:

Ja do tej pory, kiedy mój mąż przychodzi i mówi: „Mam newsa”, to… Już teraz coraz mniej, ale nadal wywołuje to u mnie stres. Bo wiem, że kiedyś to była taka bomba dla mnie. Musiałam wziąć głęboki wdech i powiedzieć: „Mów. Kto?”.

I wiedziałam po prostu, że ktoś jest w ciąży. I że to nie jesteśmy my.

Zosia Mazurek-Dudek:

I powiedz mi teraz, że niepłodność nie zmienia osobowości.

Ania Mazur-Gajo:

Mhm.

Zosia Mazurek-Dudek:

Po tylu latach, po szczęśliwie zakończonych staraniach, można wciąż tak się stresować. Można wciąż być tam głową.

Ania Mazur-Gajo:

Nadzianą…

Zosia Mazurek-Dudek:

Tak.

Ania Mazur-Gajo:

…staraniami.

Zosia Mazurek-Dudek:

One się naprawdę gdzieś wkręcają w DNA.

To oczywiście są tylko nasze przemyślenia, ale bardzo jesteśmy ciekawe Waszych. Bo skoro siedzą tutaj dwie laski i o tym rozprawiają, a potem czytają w DM-ach mnóstwo podobnych historii, to myślimy sobie, że to jest chyba kolejny wspólny mianownik, który może nas łączyć.

Jeśli zechcecie podzielić się z nami tym, czy też tak macie, czy macie wrażenie, że niepłodność zmieniła Waszą osobowość… Może jesteście w trakcie starań, może już po. Czy wciąż znajdujecie takie hiperłącza do przeszłości? Albo może oglądacie stare zdjęcia i widzicie siebie sprzed lat, myśląc:

„Ta laska jest totalnie inna niż ta, która teraz siedzi i trzyma to zdjęcie”.

No i właśnie — wraca nostalgia? Czy raczej macie poczucie, że po prostu dojrzeliście i coś się zmieniło? Że może brakuje Wam pewnych rzeczy z tamtej wersji siebie, ale są też inne, fajniejsze, które pojawiły się teraz.

Bardzo jesteśmy ciekawe Waszych doświadczeń. Jeśli znajdziecie przestrzeń, żeby się nimi z nami podzielić, będziemy bardzo wdzięczne. Zawsze miło jest czytać kolejne perspektywy.

Dziękujemy Wam bardzo za wysłuchanie tego podcastu. Wracamy niebawem z kolejnym odcinkiem, a Wam życzymy udanego tygodnia.




Posłuchaj też inne

PCOS a ciąża. Historia Zosi

Nie sądziłam, że tak niełatwo przyjdzie mi …

Zapisz się na newsletter

Bezpłatna seria, z której dowiesz się, jak naturalnie zwiększyć płodność u siebie i swojej drugiej połówki.

Zapisz się na newsletter