×
W górę
×
Akademia Płodności / Blog / Podcasty / #056 – Samotność w niepłodności
czym jest Akademia Płodności
26.10.2021
#056 – Samotność w niepłodności

Czy można odczuwać samotność w niepłodności? Niestety tak. Jak tego uniknąć? Dziś swoimi wskazówkami dzielą się Michał i Bartek, czyli nasi mężowie. Co z perspektywy czasu uważają, że mogli zrobić lepiej? Co im się sprawdzało w trakcie starań i pomagało w tym, aby nie zwariować? Posłuchajcie i dajcie znać, które z proponowanych zmian wprowadzicie do swojego życia. 

Plan odcinka

  1. Starania a normalne życie – czy da się to pogodzić?
  2. Mówmy o wszystkim wprost
  3. Wspólna pasja, która pozwoli oderwać się od starań
  4. Bez oceniania

Transkrypcja podcastu Akademii Płodności

Bartek: Dzień dobry. Witamy was zza mikrofonów. Z tej strony Bartek.

Michał: I Michał.

B.: Dzisiaj bez takiego przywitania, jakie robią dziewczyny. Stwierdziliśmy, że nas to wytrąca z rytmu.

M.: Poza tym pomyśleliśmy, że zrobimy to sami.

B.: Tak jest. Po swojemu.

M.: Powinniśmy mieć jeszcze jakiś dżingiel. O tym pomyślimy.

B.: Coś nagramy na pewno. Na organkach.

Starania a normalne życie – czy da się to pogodzić? 

M.: Dzień dobry, witamy wszystkich. Dzisiejszym tematem będzie samotność z uwzględnieniem sytuacji, kiedy to nasza partnerka czuje się samotna podczas starań, w swojej walce. Spróbujemy opowiedzieć wam, jak to wyglądało z naszej strony i jak to wygląda też wśród innych, bo mamy takie informacje, chociażby od naszych znajomych. Postaramy się coś o tym powiedzieć.

B.: I też o tym, czego się uczyliśmy.

M.: Dokładnie tak.

B.: Żeby pokazać na naszych błędach, co robiliśmy źle.

M.: Albo czego nie zrobiliśmy.

B.: Albo czego nie zrobiliśmy.

M.: Bo też tak było.

B.: Bardzo często było tak, że właśnie czegoś nie zrobiliśmy.

M.: Dokładnie tak. Dobrze, więc może ja zacznę. Myślę, że na początku rozmowy o samotności i o tym, jak się czujemy, powinniśmy pomyśleć o tym, żeby stworzyć w naszym związku przestrzeń do starań, aby oddzielić tę sferę od codziennego życia. Nie da się żyć na sto procent staraniami. Musimy gdzieś to w pewien sposób rozdzielić i zrobić miejsce do starań i do tego, aby żyć normalnym życiem. Wiem, że czasami jest to bardzo trudne, aczkolwiek myślę, że taka higiena jest wskazana. Chociażby po to, aby nie zwariować, żeby to nasze życie podczas starań normalnie przeżyć, a nie tylko zamartwiać się, żyć od okresu do okresu, od jednego cyklu do drugiego. Myślę, że coś takiego byłoby fajne.

B.: Oczywiście, Michale, zgadzam się z tym jak najbardziej. Czy masz takie samo doświadczenie jak ja, że to mi jako facetowi o wiele łatwiej było wydzielać tę przestrzeń do starań niż u ciebie – Ani, a u mnie – Zosi? Często kończyło się to jednak nieprzyjemną dyskusją: łatwo ci powiedzieć, tobie jest o wiele prościej, ty potrafisz zająć się swoim hobby i odłączyć się od tego na chwilę, a ja wtedy zostaję i o tym myślę, zamartwiam się i jest mi bardzo trudno wydzielić tę przestrzeń.

Samotność w niepłodności

B.: Czy miałeś podobne doświadczenia?

M.: Tak, oczywiście, że miałem. Kiedyś o tym mówiliśmy, że mężczyźni i kobiety trochę inaczej to wszystko przeżywają. My staramy się podejść do tego bardziej zadaniowo. Przeważnie tak jest, że podchodzimy do tego trochę bardziej racjonalnie, zawsze próbujemy to sobie jakoś wytłumaczyć. W moim przypadku było tak, że starałem się pomagać w ten sposób, że organizowałem wyjazdy do klinik. Myślę, że wszyscy tak robią, że zostawiają kobietom tę sferę bardziej emocjonalną, a my staramy się trochę wyłączyć i brać to na chłodno, przez co czasami wychodzi, że nam mniej zależy, ale to nie jest prawdą. Zależało mi tak samo mocno, tylko chciałem trochę obniżyć temperaturę tego wszystkiego i stonować te emocje, bo ich zawsze było bardzo dużo. No i może to było odbierane tak, że mi mniej zależy, ale tak nie było.

B.: Odwrócenie uwagi. Jeżeli coś jest skupione na jednym i widzisz wręcz, że zaczyna się fiksować, to trzeba trochę odwrócić uwagę, tak? O tym mówisz?

M.: Dokładnie tak, żeby ta przestrzeń starań nie mieszała się do końca z życiem codziennym. To jest trudne do zrobienia, aczkolwiek moim zdaniem trzeba próbować, żeby wieczorem usiąść i obejrzeć film czy zrobić cokolwiek, aby o tym nie myśleć. Wiadomo, że gdzieś z tyłu głowy cały czas to jest, ale przydaje się takie oderwanie na parę godzin czy nawet jakiś wyjazd na kilka dni, żeby trochę oczyścić umysł.

Wsparcie z zewnątrz

B.: Przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl na podsumowanie tego podpunktu i kolejnych prawdopodobnie też: mówimy tutaj o naszych trudnościach, które zaobserwowaliśmy, ale nie jesteśmy w stanie dać gotowych rozwiązań. Staramy się wskazać, gdzie widzieliśmy problem, a aby przepracować to wszystko, polecamy nawet udać się na terapię małżeńską lub szukać pomocy u osób, które zajmują się wsparciem w takich chwilach. Wydaje mi się, że czasami ludzie mogą mieć kłopot z wyznaczeniem tej przestrzeni i potrzebują konkretnych wskazówek, co i jak zrobić. Terapeuci proponują różne treningi uważności.

M.: Tak, nie czekacie też do końca z wizytą u psychologa, u jakiegoś terapeuty, bo im dalej w las, tym więcej drzew. Jeżeli zdecydujecie się na to wcześniej, być może szybciej to przepracujecie. Może jedna wizyta, dwie, trzy wizyty wystarczą i wszystko będzie w porządku.

Mówmy o wszystkim wprost

M.: Chciałbym powiedzieć teraz o tym, że bardzo ważne, a zarazem bardzo trudne jest to, żeby podczas starań mężczyźni mówili o swoich uczuciach, przemyśleniach, wątpliwościach, o tym wszystkim, co siedzi im w głowie. Czasami jest tak, że staramy się być twardzi, bierzemy to wszystko na klatę i nie mówimy o swoich emocjach, tylko kumulujemy to w sobie, co przeważnie nie jest zdrowe. Ale też niekiedy partnerki oczekują od nas tego, żebyśmy byli właśnie ostoją, wsparciem i może błędnie nam się wydaje, że one nie chcą słuchać o naszych emocjach, wątpliwościach, przemyśleniach. A myślę, że to jest ważne, aby to wypluć z siebie i żeby się tym podzielić, aby każda ze stron wiedziała, co nam siedzi w głowie.

Czas starań jest tak bardzo ekspansywny w naszym życiu, że nagromadzenie tych wszystkich emocji – zarówno pozytywnych, jak i negatywnych – może być po prostu szkodliwe dla naszego związku i umysłu. Ogólnie uważam, że powinniśmy się dzielić wszystkim w związku.

B.: Oczywiście. Myślę, że wymieniłeś wszystkie kwestie, o których trzeba pamiętać, żeby rozmawiać. Wydaje mi się, że wyraźnie nie padło jeszcze słowo „potrzeby” i to, aby o nich mówić. Już w pierwszym punkcie zaznaczyliśmy, że kobiety i mężczyźni potrzebują czegoś innego, kobiety potrzebują czegoś więcej, a mężczyźni – czegoś mniej. Bardzo często zdarza się tak, że druga strona się tego nie domyśli. Trzeba po prostu mówić o tym, czego w danej chwili potrzebujesz. Trzeba wszystko ustalić, wyjaśnić, znaleźć na to wszystko czas.

M.: Dokładnie tak. Starania są wyjątkowym okresem w naszym życiu i powinniśmy zostawić już tę sferę domysłów. Myślę, że to, co powiedziałeś, jest bardzo ważne. Mówmy wprost o naszych uczuciach, potrzebach, wątpliwościach…

B.: Emocjach.

M.: Myślę, że to na pewno jest bardzo dobra rada. I powiem szczerze, że np. u mnie tego zabrakło.

Szczere rozmowy

B.: Nawet pomimo, że może nam się wydawać, że nie warto już dokładać więcej, bo i tak podczas tych starań jest bardzo dużo emocji. Na pewno będzie zdrowiej, jeśli o wszystkim będziemy szczerze rozmawiać, a nie – ukrywać i tłamsić to gdzieś w sobie.

M.: Tak. Tutaj myślę, że możemy postawić kropkę i niech każdy sobie przemyśli, co może zrobić w tym momencie dla swojego partnera, dla swojej partnerki. Myślę, że to jest fajne, żeby dawać z siebie jak najwięcej, bo nigdy nie wiadomo, ile będą trwały te starania: czy tydzień, rok, czy może dwa lata albo dwa miesiące.

B.: Ciekawe, Michale, jaki jest przekrój. Tak teraz właśnie lekko się uśmiechnąłem pod nosem, bo może większość słucha nas i myśli: „Co oni pieprzą? Przecież ja o wszystkim rozmawiam ze swoją kobietą, wszystko jej mówię, ona mi też. Co to są za goście? Jacyś dziwni”.

M.: Wiesz co, może tak. Oby.

B.: Oby. Oczywiście.

M.: Bardzo bym się cieszył, jeżeli po wysłuchaniu panie i panowie powiedzą, że już to wszystko wiedzą, nic nowego, do bani jest ten podcast. Jeżeli taki byłby feedback i takie byłyby komentarze, to napisałbym, że dziękuję, fajnie, że sobie radzicie podczas tych starań lepiej niż ja. Wydaje mi się też, że czasy trochę się zmieniły. Pomimo tego, że nasze starania nie były jakoś dawno temu, to wydaje mi się, że nie było wtedy tylu dostępnych publikacji. Chociaż nie wiem, czy będąc wtedy młodym człowiekiem, chciałem tych informacji szukać. Tak teraz sobie pomyślałem: czy szukałem tych wiadomości w internecie, czy wydawało mi się, że wiedziałem, co robić, i że moje pomysły były najlepsze, czy może chciałem się dokształcać. Teraz naszła mnie taka refleksja. Aczkolwiek tak, zgadzam się – jeżeli wszystko wiecie, to super, znakiem tego jesteście mądrymi ludźmi i chwała wam za to.

B.: I będzie wam łatwiej.

Wspólna pasja, która pozwoli oderwać się od starań

M.: Może porozmawiajmy o tym, co możemy zrobić, żeby w jakiś sposób poprawić nasze samopoczucie, aby ta samotność w niepłodności – zarówno partnera, jak i partnerki – nie skradała się do związku. Co możemy zrobić, żeby to poprawić, czuć się lepiej. Może właśnie trzeba oddzielić tę sferę starań. Zostawiamy ją w domu w pewnym momencie i musimy zrobić coś, żeby się od tego oderwać, bo to jest bardzo ważne.

I tak na pierwszy ogień przychodzą mi na myśl wspólne wyjazdy, jakieś podróże: małe, duże – nieważne. Nie wiem, czy też się zgodzisz, ale u nas to fajnie wyglądało. Nawet weekendowy wypad na dwa, trzy dni powodował, że wracaliśmy w lepszych humorach, z większą energią do kolejnych starań i wizyt w klinice.

B.: Oczywiście, wyjazdy zawsze się sprawdzały, były bardzo mile widziane. Uczyłem się też tego w trakcie trwania naszego związku, bo na początku wycieczki organizowała głównie Zosia. Później sam się tego nauczyłem i zacząłem czerpać z tego więcej przyjemności. Na początku wydawało mi się, że nie mamy na to czasu, nie powinniśmy zbytnio się na tym skupiać, jednak okazało się to bardzo dobrą rozrywką i odskocznią od starań.

M.: Trzeba pamiętać, że podróż nie musi być za granicę, na dwa tygodnie, samolotem, all inclusive. Bardziej chodzi o to, aby wyjść z domu, z tego naszego pokoju, w którym kumulują się złe emocje, i pojechać trzydzieści–pięćdziesiąt kilometrów dalej do jakiegoś domku, do znajomych, pod namiot.

B.: Termos, koc, owoce i wypad do lasku za miasto na piknik.

M.: Dokładnie tak, nawet jeśli mamy wolny weekend, to w sobotę możemy pospacerować, cokolwiek zrobić, przespać się gdzieś. Myślę, że tutaj mniej ważne są warunki i to, gdzie pojedziemy, niż to, że się ruszymy, przewietrzymy głowę, zobaczymy inne rzeczy, może poznamy innych ludzi. To było fajne, miło to wspominam.

Wspólna pasja

M.: Dobrze, jakie mamy kolejne rady dla naszych słuchaczy?

B.: Według mnie dla wielu osób świetnym rozwiązaniem mogłoby być odnalezienie wspólnej pasji. Czy to będzie klejenie modeli, czy wspólne czytanie książek, czy oglądanie filmów, seriali. Chociaż ja akurat jestem zwolennikiem tej bardziej aktywnej strony i jako pierwszy na myśl przychodzi mi sport, ale nie wymieniłem tego, aby…

M.: Nie było mi przykro. (śmiech)

B.: Żeby Michałowi nie było przykro, że tylko mówię o tym sporcie i proponuję go jako rozrywkę. Jednak wiadomo, że mimo wszystko będę go bronił. Aktywność fizyczna jest bardzo istotna w trakcie starań i dodatkowo dzięki niej mamy hobby, coś, co na chwilę odwraca uwagę od starań.

M.: Tak. Może nie jestem jakoś bardzo aktywny, ale lubię długie spacery czy wspinaczkę po jakichkolwiek górach i sprawia mi to dużą przyjemność. Jeśli więc ktoś nie jest aż tak wielkim fanem sportu jak Bartek, to zaufajcie mi: taki pięcio- czy dziesięciokilometrowy spacer po lesie, po płaskim terenie, nawet bez jakiegoś specjalistycznego stroju, tylko w wygodnych butach – jak najbardziej wystarcza. I właśnie dużo spacerowaliśmy. Wtedy jest czas, żeby pogadać, popatrzeć, pooddychać świeżym powietrzem i to też jest bardzo fajne.

Wspólne gotowanie

B.: Spacery – super, zgadzam się, ale może warto spróbować dyscyplin, które nas naprawdę oderwą od starań. Gdy wychodzimy zagrać – czy to w siatkówkę, czy w piłkę ręczną, czy w tenisa – to musimy naprawdę się odłączyć, bo naszą głowę zajmą takie sprawy, jak: technika, gra zespołowa, zasady gry. Wtedy jesteśmy w stanie zupełnie się wyłączyć na pół godziny, na godzinę, bo skupiamy się na grze. Nie mówię, że wszystkim się to udaje, absolutnie. Ktoś może stanie na boisku i będzie myślał: „Ale ja się staram, ale ja się staram…”. Nawet to, że stara się grać dobrze, będzie mu się kojarzyło ze staraniami.

Wydaje mi się też, że spacery, bieganie dają mimo wszystko przestrzeń do tego, by dalej o tym rozmyślać. Biegniesz i np. słuchasz podcastu o staraniach, idziesz na spacer i o tym myślisz. A pewne dyscypliny sportu są w stanie na tyle zająć ci głowę, że będziesz w danej chwili bardzo silnie zajęty techniką, zasadami gry, grą zespołową. Co o tym myślisz? Odkryłem Amerykę?

M.: Nie sądzę. Nie no, żartuję. Na pewno tak jest. Nie mam aż takiego doświadczenia, żeby tutaj o tym mówić, więc ściemniał nie będę, ale odbiję piłeczkę i powiem to, co mi, kończąc temat sportu, sprawiało dużo frajdy, czyli gotowanie. To taki kamyczek z mojego podwórka. Dużo z tych rzeczy, o których teraz powiedziałeś, jest możliwych też podczas gotowania. Można oderwać się od myślenia, dlatego że jest dużo zadań. Razem gotowaliśmy przeróżne potrawy. Najczęściej były to dania, dzięki którym staraliśmy się zmieniać nasz sposób żywienia, żeby był bardziej propłodnościowy. Wtedy tak naprawdę zaczęliśmy pichcić według diet, które teraz dziewczyny oferują.

B.: Połączenia smakowe – testowanie.

Pierwszy krok

M.: To jedno, ale pamiętajmy o tym, że wtedy to był początek. Akademii jeszcze nie było, byliśmy sami, czerpaliśmy przepisy gdzieś z czeluści internetu, gdzie tak naprawdę na polskich stronach było tego bardzo mało, jeżeli w ogóle było cokolwiek.

B.: Albo pioniersko – sami testowaliście, jak to połączyć.

M.: Dokładnie tak. Robiliśmy różne potrawy i to też fajnie zagrało. To właśnie zajmowało głowę, dlatego że trzeba było: coś siekać, gotować, blendować, pójść na zakupy, przetłumaczyć jakieś przepisy czy zmienić miarki, objętości, wagi z amerykańskich na polskie. To wydaje się błahą sprawą, aczkolwiek to była nasza wspólna pasja, coś, co robiliśmy razem, co sprawiało, że później miło siedziało się przy kolacji i oglądało jakiś film czy po prostu spędzało się razem czas. Tak że polecam gotowanie.

Teraz macie dużo prościej – wchodzicie na stronę Akademii, jest tam mnóstwo przeróżnych diet, na pewno każdy coś dla siebie znajdzie. Są to rzeczy smaczne, nie wiążą się z jakimiś wyrzeczeniami, z głodowymi porcjami, jest coś na słodko, słono, ostro. Aby się tylko chciało zrobić ten krok. Wystarczy zamówić jakąkolwiek dietę na początku. Najważniejsze jest to, aby zrobić ten mały krok ku temu, żeby zmienić coś w naszym żywieniu, w naszej kuchni. Polecam wszystkim.

Wspólnie spędzony czas

B.: Michale, przypomniałeś mi właśnie o czymś pięknym. Bardzo miło wspominam wspólne gotowanie podczas starań. Dla nas to była naprawdę godzina albo dwie godziny w kuchni. I mimo że ta potrawa docelowo miała być płodna i miała dotyczyć naszych starań, to wtedy się na to wyłączaliśmy. Skupialiśmy się na wspólnym gotowaniu, na dyskusji na temat dodatków, których użyję ja, a które wybierze Zosia. I to był naprawdę fantastycznie spędzony czas. Zawsze w kuchni grała muzyka, wspólnie ją sobie wybieraliśmy i gotowaliśmy. Super, Michale, świetnie, że o tym pomyślałeś. Ja oczywiście rozmawiałbym tylko o sporcie, a wspólne gotowanie to była piękna przygoda. Nadal jest, bo wciąż lubimy to razem robić.

M.: Tutaj fajne jest to, o czym wspomniałeś, że personalizowaliście sobie potrawy. To też nie jest tak, że jak jest przepis, to on musi być w stu procentach wykonany tak, jak jest podane, bez żadnej zmiany. Możecie dodać np. szczyptę chili czy trochę mniej jednej przyprawy, a więcej pietruszki albo pieprzu czy jeszcze dwa ząbki czosnku, bo komuś się wydaje, że jest tego za mało. Te przepisy są robione w ten sposób, żeby były smaczne dla każdego. Nie bójmy się eksperymentować. Wiadomo, że nie można dolać szklanki oleju, bo to wtedy nie będzie miało sensu, ale modyfikujmy przepisy tak, żeby nam smakowało. Nie bójmy się tego. Oczywiście w granicach zdrowego rozsądku, żeby zachować to, co jest najważniejsze w tych dietach, ale jakieś dodatki spokojnie możemy stosować i zmieniać.

Odkrywanie nowych smaków

B.: Pamiętam, że często z Zosią gotowaliśmy i robiliśmy różne połączenia smakowe, testowaliśmy nawet dania do diet i często padały wtedy z moich ust takie słowa: „Zosiu, dlaczego my tak nie jemy na co dzień?” albo: „Dlaczego ludzie w ogóle tak nie jedzą, skoro to jest tak zdrowe i smaczne?”. Dlaczego ludzie w Polsce nie jedzą tego typu potraw, tylko np. jakieś mniej zdrowe, smażone na głębokim oleju, gdzie jest bardzo dużo ryżu, białej mąki z niepełnego przemiału?

M.: Nie wiem, czy zmieścimy się z tym tematem w naszej rozmowie, ale to też jest bardzo ważna sprawa, aby porozmawiać o naszej polskiej kuchni i o naszych przyzwyczajeniach. Nasza kuchnia jest bardzo fajna, mamy superprzepisy, które są unikalne w skali światowej, aczkolwiek podczas podróżowania po świecie zauważyłem, że jest ona dosyć skomplikowana. Wiadomo, że nie wszystkie potrawy takie są, ale część tak. Chociażby taka Hiszpania. Dla ludzi, którzy tam gotują, najważniejsza jest prostota. Kawałek mięsa obrobionego w jakikolwiek sposób (czy to uduszony, czy chwilę obsmażony), warzywa na parze lub surowe, sałatka i do tego dwie, trzy łyżki kaszy i danie jest gotowe. Mam wrażenie, że tam wszyscy starają się upraszczać sobie życie, a my tutaj kombinujemy.

Być może ludzie tak myślą, że gotowanie wiąże się z jakimiś godzinami spędzonymi w kuchni czy z lepieniem pierogów, zawijaniem gołąbków albo jakimiś bardzo skomplikowanymi rzeczami, gdy tak naprawdę bardzo dużo przepisów, które dziewczyny proponują, robi się w dziesięć–piętnaście minut. To kuchnia, która nie wymaga godzinnych przygotowań, tylko dzięki której można fajnie spędzić czas na ciekawym gotowaniu. Spróbujcie, to nie kosztuje dużo i nie jest trudne, a zobaczycie, że wcale nie jest tak źle.

Bez oceniania

M.: Co jeszcze, Bartłomieju, możemy dodać? Czy coś ci przychodzi do głowy?

B.: Podsumować?

M.: Podsumować. Kurczę, ciężko jest tak podsumować, bo tak naprawdę siedzi sobie dwóch gości, którym udało się pokonać niepłodność, którzy mają jakieś przemyślenia, i może rzucają tutaj czasami frazesami, które wydają wam się mniej lub bardziej mądre.

B.: Co oni tam teraz wiedzą?

M.: Teraz jest im łatwo powiedzieć.

B.: Teraz jest im łatwo powiedzieć.

M.: Ale być może właśnie dlatego część osób po usłyszeniu tego zmieni cokolwiek.

B.: A nawet zrobi mały krok.

M.: Tak, bo to wszystko się składa z małych kroków. Nie trzeba wszystkiego wprowadzać naraz. To nie jest tak, że dzisiaj jesteśmy w punkcie A, a jutro czy przez tydzień będziemy robić dokładnie to, o czym mówią chłopaki, i wszystko nam się poprawi. Nie, na pewno, to nie są też złote środki. Być może będzie tak, że nawet jeśli zrobicie to wszystko, o czym tutaj wspomnieliśmy, to nie będzie miło, łatwo i kolorowo. Może potrzeba dwóch tygodni, może trzech, a może miesiąca. Ale myślę, że warto spróbować, bo czasami już ten mały krok spowoduje, że będzie lepiej. A to sprawi, że będziemy mieli więcej siły, aby zrobić kolejny krok. A jak zrobimy już dwa kroki, to później można zrobić trzeci itd., itd. Więc samo staranie się, aby było lepiej, już jest czymś bardzo, bardzo wielkim. Bartłomiej siedzi i myśli teraz nad tym…

Samotność w niepłodności – podsumowanie

B.: Czy robimy to podsumowanie, czy nie robimy? Czy kończymy podcast? W kilku punktach: rozmawiajmy ze sobą, dzielmy się swoimi emocjami i uczuciami, mówmy o swoich potrzebach. Stwórzmy do tego odpowiednie warunki. Pozwólmy sobie na dzielenie się swoimi emocjami, potrzebami bez oceniania drugiej osoby, żeby po prostu pozwolić jej na…

M.: Tak, to bardzo ważne.

B.: Pozwolić jej!

M.: Anna dzisiaj mi powiedziała: „Pamiętaj o tym, żeby wspomnieć, że bez oceniania”. Myślę, że to był przytyk w moją stronę.

B.: W mojej ocenie teraz, jak rozwinęliśmy ten temat, to jest w ogóle bardzo ważne. Zapominamy o tym, że każdy ma prawo do wszelkich rzeczy, uczuć, do wszystkiego: do odpoczynku, do chęci posiadania dziecka w miesiąc, w rok. Chodzi o to, że bez oceniania. „A co ty? Tydzień się starasz!”. Dla jednego ten tydzień jest jak dla kogoś dziesięć lat.

M.: Oczywiście, że tak, absolutnie.

B.: Albo że dzisiaj jest mi źle z czymś. Jest mi źle z tym (jakąś błahostkę wymyślę), że mam nieposprzątany samochód.

M.: Jasne.

B.: „Ty jesteś głupi, masz czysty samochód”. Nie! Mnie jest z tym źle i to jest mój problem w tym momencie i chciałbym posprzątać auto, chcę to zaplanować. Nie oceniam tego, że to jest głupota, bo inni mają brudniej albo różne tego typu kwestie. Bez oceniania.

Na koniec

M.: Dobrze, pamiętajcie – bez oceniania. Podkreśliliśmy to wielokrotnie.

B.: Podkreśliliśmy, dziewczyny będą szczęśliwe, Ania będzie szczęśliwa.

M.: Bardzo będzie szczęśliwa. I co? Myślę, że jeśli ktoś dotrwał do końca, to w trakcie słuchania tego podcastu w głowie pojawiło mu się milion innych pomysłów. Być może dla nas to było gotowanie, a dla innych będzie to jazda na nartach, nurkowanie. Każdy dopasuje to do siebie. Naszym celem też nie jest znalezienie złotych środków – tak ma być, koniec kropka. Dajemy wam pomysły, a kto i jak to wszystko poprowadzi – to już jest indywidualna sprawa. Zachęcamy do tego, aby zrobić cokolwiek. Jeżeli zrobimy cokolwiek, to już jest dobrze. Zmieniajmy się po prostu.

B.: Zachęcamy do tego. Kończę już z parciem na podsumowanie, bo wyszedł nam fajny podpunkt na koniec. Dziękujemy wam bardzo za ten podcast, będziemy go kończyć.

M.: Dziękujemy bardzo, mamy nadzieję, że się podobało. I mamy nadzieję, że do usłyszenia.

B.: Ściskamy was, do usłyszenia.

M.: Pozdrawiamy!

________
DIETY na jesień!