Wpisz kod „KROKUS10” i zgarnij -10% zniżki! Do końca promo zostało…

Dni
Godzin
Minut
Sekund

Zapisz się na newsletter i zgarnij -15%!

#102 Seks podczas starań. Psycholog seksuolog Anna Wietrzykowska

 

Dziękujemy za udział Annie Wietrzykowskiej – psycholog niepłodności 

Zapraszamy do wysłuchania podcastu. 

Cześć, tu Ania i Zosia, wspólnie tworzymy Akademię Płodności. Miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań. 

 

 Seks podczas starań o dziecko

Ania:
Dzień dobry, dzień dobry! Witamy w kolejnym podcaście. Dzisiaj gościmy Annę Wietrzykowską, znaną w internecie jako Psycholog Niepłodności.

Aniu, żeby nic nam nie umknęło, poprosimy Cię, abyś przedstawiła się naszym słuchaczom i słuchaczkom.

Anna:
Dziękuję Wam bardzo za zaproszenie.

Rzeczywiście tematyką niepłodności zajmuję się już od wielu lat. Można mnie spotkać w mediach społecznościowych, ale również w księgarniach, ponieważ jestem autorką książki Niewidzialni Rodzice.

Tak jak Wy, od dłuższego czasu zajmuję się wspieraniem osób mierzących się z niepłodnością i nie ukrywam, że bardzo czekałam na tę rozmowę.

Ania:
Ania jest psycholożką, a także seksuolożką, dlatego również o tym aspekcie będziemy dziś rozmawiać. Tematem naszego odcinka jest seks podczas starań o dziecko.

Zosia:
Tak, to jest taki roboczy tytuł naszego odcinka.

Przywitam się również, bo ja też tutaj jestem. Zazwyczaj chowam się gdzieś za mikrofonem, ale dziś odzywam się także do Was.

Zastanawiałyśmy się wiele razy, jak podejść do tego tematu. Trochę opowiedziałyśmy Wam już o naszych własnych doświadczeniach, bo tym możemy się z Wami podzielić i jesteśmy gotowe mówić o tym otwarcie.

Natomiast to wciąż są tylko historie Ani i Zosi.

Z wiadomości, które od Was dostajemy, i z całej dekady zbierania doświadczeń związanych z niepłodnością wiemy, jak bardzo jest to bolesny temat w życiu wielu par. Wiemy też, że w bardzo wielu domach dzieje się dokładnie to samo i że wiele osób przeżywa podobne trudności.

Dlatego bardzo się cieszymy, że jest dziś z nami specjalistka. Liczymy na to, że pomoże nam lepiej zrozumieć, skąd biorą się te emocje i mechanizmy.

Mam więc pierwsze pytanie.

Dlaczego seks podczas starań o dziecko tak często przestaje być czymś spontanicznym, przyjemnym i po prostu… fajnym?

Anna:
Zacznijmy od tego, że seksualność człowieka ma kilka wymiarów. Najczęściej mówi się o trzech.

Pierwszy to wymiar prokreacyjny – ten, którym najczęściej zajmujemy się wtedy, kiedy myślimy o dziecku. Drugi to wymiar popędowy, czyli związany z realizacją potrzeb seksualnych. Trzeci natomiast to wymiar więziotwórczy – zaspokajanie potrzeby bliskości, czułości, poczucia bycia ważnym, kochanym i akceptowanym.

Co ciekawe, ten wymiar prokreacyjny jest z nami najkrócej. Pojawia się tylko w określonym momencie życia – wtedy, kiedy chcemy zostać rodzicami.

I właśnie w chwili, kiedy zaczynamy starania o dziecko, uaktywnia się cała gama skojarzeń związanych z zachodzeniem w ciążę. Pojawiają się historie zasłyszane w rodzinie, doświadczenia znajomych, przekonania wyniesione z domu czy ze szkoły.

Nagle okazuje się, że seks nie jest już taki jak wcześniej. Pojawiają się nowe scenariusze i nowe oczekiwania dotyczące tego, jak powinno wyglądać poczęcie. Czy zajście w ciążę jest łatwe? Czy jest dostępne dla każdego? Czy wystarczy po prostu przestać się zabezpieczać?

Moim zdaniem nasze pokolenie ma ogromne braki w edukacji seksualnej. Przez lata wielu z nas żyło w przekonaniu, że wystarczy odstawić antykoncepcję i ciąża pojawi się właściwie od razu.

Tymczasem okazuje się, że niepłodność, poronienia czy różne problemy zdrowotne wpływające na płodność były obecne od zawsze, a dziś – w dobie chorób cywilizacyjnych – występują nawet częściej.

Dlatego wiele osób przeżywa ogromne zaskoczenie. Uprawiają seks, a ciąży nadal nie ma.

I właśnie wtedy, kiedy ten wymiar prokreacyjny zaczyna dominować, para konfrontuje się z własnymi przekonaniami dotyczącymi płodności. Zderza się z faktem, że zajście w ciążę nie zawsze jest proste, szybkie i oczywiste.

Ania:
To jest niesamowite, co mówisz.

Ja naprawdę miałam takie poczucie, że istnieje po prostu jakiś „włącznik płodności”. Wcześniej całe życie słyszałam, że trzeba się zabezpieczać, bo można zajść w ciążę praktycznie od razu. W mojej głowie wystarczył jeden stosunek i właściwie było niemal pewne, że ciąża się pojawi.

Anna:
To jest właśnie dokładnie to przekonanie, o którym mówiłaś.

Wiele osób wierzy, że wystarczy jeden stosunek – właściwie w dowolnym momencie cyklu – i ciąża jest niemal gwarantowana.

Dlatego dla wielu par ogromnym zaskoczeniem jest sytuacja, kiedy owulacja występuje prawidłowo, parametry nasienia są dobre, a mimo to ciąży przez wiele miesięcy nie udaje się uzyskać.

Ania:
Nasunęło mi się teraz jeszcze jedno pytanie.

Jeżeli mamy parę, która stara się o dziecko i jest już w tym trybie, o którym mówiłaś – kiedy seks staje się przede wszystkim prokreacyjny – to czy taki seks nadal może być przyjemny?

Bo wiele par, które do nas piszą, i również nasze własne doświadczenia pokazują, że z czasem coś między partnerami zaczyna się zmieniać.

Ten seks staje się coraz bardziej mechaniczny.

Na początku jest jeszcze ta ekscytacja, że może właśnie za chwilę pojawi się ciąża. Jest bliskość, radość, nadzieja. To wszystko jest jeszcze przyjemne.

Ale kiedy starania trwają miesiącami albo latami, seks bardzo często staje się czymś trudnym. Momentami wręcz bolesnym emocjonalnie.

Anna:
Myślę, że już samo określenie „seks podczas starań” brzmi bardzo zadaniowo. Jest w nim wpisany ten wymiar prokreacyjny – uprawiamy seks po coś, w konkretnym celu. Chcemy, żeby pojawiło się dziecko.

Jednak seksualność składa się z trzech wymiarów. Jeżeli zadbamy również o dwa pozostałe – ten związany z bliskością i ten związany z przyjemnością – mamy szansę zrównoważyć konsekwencje seksu, który przez dłuższy czas pełni wyłącznie funkcję prokreacyjną.

Tak często wygląda praca z parami w gabinecie seksuologicznym. Staramy się zmniejszyć skutki tego, że przez wiele miesięcy czy lat w sypialni dominuje wyłącznie seks „na dziecko”, a dwa pozostałe wymiary zostały zaniedbane. Chodzi o to, żeby znowu było w nim miejsce na przyjemność i bliskość.

Zosia:
Przypomniał mi się cytat, który kiedyś bardzo mocno ze mną zarezonował.

„Kupowałam seksowną bieliznę i udawałam, że naszła mnie ochota na seks.”

Dopiero teraz, kiedy opowiedziałaś o tych trzech wymiarach seksualności, rozumiem, dlaczego tak bardzo do mnie trafił.

Patrzę na to z perspektywy czasu i widzę, że kompletnie zaniedbałam dwa pozostałe wymiary. Prokreacja stała się absolutnym centrum wszystkiego.

Tylko z drugiej strony… zastanawiam się, czy ja w ogóle byłam wtedy w stanie to zrównoważyć.

Oczywiście mogłam kupić seksowną bieliznę, mogłam próbować stworzyć odpowiedni nastrój, ale miałam poczucie, że trochę odgrywam rolę przed partnerem.

A ja nie chciałam grać. Chciałam naprawdę to poczuć.

Podczas niepłodności ona tak bardzo dominuje życie, że człowiek ma wrażenie, jakby całkowicie tracił sprawczość.

Anna:
I właśnie tutaj ogromną rolę odgrywa edukacja seksualna w dorosłym życiu.

Warto wiedzieć, jak działają reakcje seksualne oraz jakie procesy zachodzą w nas zarówno fizjologicznie, jak i psychologicznie.

Często wyobrażamy sobie pożądanie tak, jak pokazują je filmy – ktoś kogoś zobaczy, spojrzenia się spotykają i nagle obie osoby rzucają się sobie w ramiona.

To jest tzw. pożądanie spontaniczne.

Problem polega na tym, że ono najczęściej występuje na początku relacji. Później, w długoletnich związkach, pożądanie wygląda zupełnie inaczej.

Najczęściej ma charakter responsywny, czyli pojawia się w odpowiedzi na bodźce.

Nie czekamy, aż ochota pojawi się sama. My ją stopniowo budujemy.

To może być właśnie założenie ładnej bielizny, zaplanowanie wspólnego wieczoru czy stworzenie przestrzeni tylko dla siebie.

Można umawiać się na seks i to wcale nie odbiera mu wartości. Wręcz przeciwnie – dla wielu par to działa bardzo dobrze.

Istnieje świetna książka Ona ma siłę, która właśnie o tym opowiada. Pokazuje, czym jest pożądanie responsywne i jak można je świadomie budować.

Oczywiście w niepłodności jest to wyjątkowo trudne. Seks bardzo często zaczyna kojarzyć się z cierpieniem, rozpaczą, leczeniem i chorobą.

Ale trudne nie znaczy niemożliwe.

Dlatego wiele spotkań w gabinecie opiera się przede wszystkim na psychoedukacji. Wyjaśniamy parom te mechanizmy i bardzo często samo ich zrozumienie wystarcza, żeby coś zaczęło się zmieniać.

Nie zawsze potrzebna jest wieloletnia terapia.

Kiedy para rozumie, co się z nią dzieje, może świadomie zadbać o to, żeby czasem seks był rzeczywiście prokreacyjny, ale czasem po prostu służył bliskości.

Już samo wprowadzenie tej różnorodności robi ogromną różnicę.

Ania:
No właśnie… Dziwnie się składało, że ochota na seks zawsze pojawiała się wtedy, kiedy były dni płodne.

Zosia:
Ja pamiętam moment, kiedy właściwie myślałam już tylko o seksie prokreacyjnym.

Szkoda mi było każdej owulacji, która mogłaby się „zmarnować”.

Jeżeli lekarz mówił, żeby współżyć dwa dni wcześniej albo po inseminacji, to wszystko podporządkowywaliśmy temu planowi.

Szczerze mówiąc, w mojej głowie w ogóle nie było już miejsca na seks dla bliskości.

Przy nieregularnych cyklach każde zbliżenie wydawało się potencjalnie „tym właściwym”.

Może owulacja będzie za dwa dni. A może jutro. A może właśnie dziś.

Nie potrafiłam odpuścić żadnej okazji.

Każdy stosunek był „po coś”. Przed owulacją. Po owulacji. „Może jeszcze zwiększymy szansę”. „Może jeszcze więcej plemników zdąży dotrzeć do komórki jajowej”.

Naprawdę trudno było wtedy myśleć o przyjemności.

Pamiętam też, że tego nie dało się ukryć.

Już od rana budowałam odpowiednią atmosferę. Myślałam: „Dobrze, nie pokłóćmy się dzisiaj. Nie powiem nic, co mogłoby go zdenerwować”.

I nagle uświadamiam sobie, że seks prokreacyjny nie zaczynał się w sypialni.

On zaczynał się wiele godzin wcześniej.

Układałam cały dzień tak, żeby partner miał dobry nastrój. Żeby nie był zmęczony. Żeby miał ochotę. Żeby przypadkiem nie powiedział: „Nie dam dziś rady”.

Wysyłałam miłe wiadomości, byłam wyjątkowo czuła… ale dziś wiem, że nie robiłam tego dlatego, że spontanicznie miałam na to ochotę.

W mojej głowie trwał już plan.

I to było niesamowicie obciążające.

Dzisiaj, kiedy o tym myślę, chciałabym wierzyć, że mogło być choć trochę lżej.

Ale gdy przypominam sobie siebie z tamtego czasu, wiem, że wtedy nie uwierzyłabym, że da się przeżywać to inaczej.

Miałam poczucie, że to po prostu misja.

Anna:
To, co opowiadasz, przypomina chodzenie po bardzo kruchym lodzie.

Każdy krok trzeba stawiać ostrożnie. Zastanawiać się: „Czy mogę to powiedzieć? Czy poruszyć ten temat? Czy rozmawiać o rachunkach? Czy lepiej nie psuć atmosfery?”.

Myślę, że bardzo trudno jest przez wiele miesięcy czy lat funkcjonować w relacji, w której cały czas ma być tylko romantycznie i miło. Przecież życie każdego z nas niesie różne wyzwania i trudności.

Słuchając Ciebie, mam jednak poczucie, że w pewnym momencie zabrakło rozmowy.

Seks podczas starań o dziecko wciąż jest ogromnym tematem tabu. Specjaliści często o niego nie pytają, pacjenci sami o nim nie wspominają. Po obu stronach zapada cisza.

Wielu moich pacjentów nigdy nie usłyszało informacji, że mogą o tym rozmawiać. Ale też sami nie wpadli na to, żeby zapytać, czy to, czego doświadczają, jest normalne.

Często pojawia się przekonanie: „Może tak po prostu musi być”.

Tymczasem to, co opisujesz, bardzo często jest konsekwencją choroby.

Tak samo jak w chorobie onkologicznej zmienia się życie seksualne. Tak samo jak po traumie czy w przypadku niepełnosprawności.

Niepłodność również jest chorobą i ma prawo wpływać na seksualność.

Dlatego pacjenci mają pełne prawo szukać pomocy, mówić o tym i szukać rozwiązań.

Wyobrażam sobie też, że kiedy Ty przez to przechodziłaś, takich treści w internecie było znacznie mniej.

Zosia:
W ogóle była cisza.

Ania:
Ja sobie teraz myślę, że wtedy sama psychoterapia dopiero przestawała być tematem tabu. Coraz więcej osób zaczynało mówić o tym otwarcie.

Natomiast pójście do seksuologa?

To było coś, o czym praktycznie się nie rozmawiało.

I mam wrażenie, że dla wielu osób nadal tak jest.

Przecież nawet badanie nasienia dla części mężczyzn jest ogromnym wyzwaniem.

A co dopiero powiedzieć partnerowi: „Może pójdziemy do seksuologa?”.

Przecież człowiek myśli: „Po co? Za chwilę i tak będziemy w ciąży”.

Anna:
I to jest właśnie jedna z pułapek niepłodności.

To ciągłe odkładanie momentu, w którym prosimy o pomoc. Jeszcze jeden miesiąc, cykl, transfer. Pacjenci bardzo często trafiają do specjalistów dopiero wtedy, kiedy konsekwencje choroby są już mocno nasilone. Psychiczne, fizyczne i seksualne.

A przecież – podobnie jak w medycynie – im wcześniej zauważymy problem, tym krótsza i łatwiejsza jest droga do jego rozwiązania.

Zosia:
Kiedy opowiadałaś o tym wszystkim, bardzo wiele rzeczy we mnie rezonowało.

Ja też byłam świetnym strategiem.

Ale przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl.

Jest ta jedna Ania, która reżyseruje całe swoje życie.

Dba o to największe marzenie, które być może spełni się już za chwilę. Bo może właśnie ten cykl okaże się tym szczęśliwym.

Myśli sobie: „Jeszcze trochę. Potem już nie będę musiała udawać. Wszystko będzie dobrze”.

Przecież każda z nas miała takie przekonanie, że kiedy pojawi się dziecko, wszystko stanie się idealne.

Że już nigdy nie będzie narzekania, zostanie tylko szczęście.I wtedy pomyślałam sobie. Ty dbasz o spełnienie swojego marzenia.Dbasz o komfort męża, żeby miał dobry nastrój, żeby nie był zdenerwowany, żeby miał ochotę na seks, żeby nie powiedział: „Nie dam rady”.

Ale…

Kto w tym wszystkim dba o Anię?

Mam poczucie, że taka kobieta płynie cały czas pod wodą.

Wstrzymuje oddech. Liczy, że już za chwilę wynurzy się na powierzchnię i wreszcie będzie mogła zaczerpnąć powietrza. Tylko to „za chwilę” może nie nadejść.

Ona cały czas wytrzymuje. Jeszcze trochę, jeden cykl. Jeszcze trochę tlenu jej wystarczy.

Ale jest już na granicy swoich możliwości. I mam poczucie, że o tę Anię nikt się nie troszczy.

Ona sama zaciska zęby i robi wszystko, żeby wszystkim wokół było dobrze. Dlatego chciałabym Cię zapytać… Co dzieje się z kobietą, która przez tak długi czas funkcjonuje w trybie ciągłej walki? Ale też z jej partnerem?

Jakie mogą być konsekwencje życia w takim nieustannym napięciu?

Anna:
Tych konsekwencji może być naprawdę wiele.

U jednej osoby mogą pojawić się epizody depresyjne, u innej zaburzenia lękowe, a u części pacjentów również zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne.

Nie jest to zaskakujące.

Osoby starające się o dziecko naprawdę mają o czym myśleć i bardzo wiele rzeczy próbują kontrolować.

Z czasem jednak część z nich zaczyna tracić poczucie kontroli i właśnie wtedy mogą pojawić się objawy zaburzeń.

Najczęściej obserwujemy jednak epizody depresyjne.

To o tyle trudne, że bardzo łatwo je przeoczyć.

Pacjent zaczyna wycofywać się z życia.

Wycofuje się z relacji.

Wycofuje się z różnych ról, które wcześniej pełnił.

Coraz bardziej zamyka się w sobie.

A kiedy to się dzieje, pojawiają się kolejne konsekwencje – także dla związku.

Bo depresja nigdy nie dotyczy wyłącznie jednej osoby…

Anna:
Epizod depresyjny wpływa nie tylko na relację partnerską, ale również na stan zdrowia, pracę zawodową i wiele innych obszarów życia. Te konsekwencje zaczynają się stopniowo nawarstwiać. Im dłużej ktoś pozostaje w takim stanie, tym trudniej jest później z niego wyjść.

Czasami otoczenie jest tak zaabsorbowane własnymi problemami, że tego po prostu nie zauważa. Nawet dwie osoby mieszkające pod jednym dachem mogą przestać się naprawdę widzieć.

Kiedy pracuję z parami starającymi się o dziecko, bardzo często obserwuję, że on przeżywa wszystko po swojemu, a ona po swojemu. Z czasem te dwa światy zaczynają się od siebie oddalać.

Dlatego tak ważne jest, aby trudności pojawiające się na etapie starań o dziecko zaopiekować właśnie wtedy, kiedy się pojawiają.

Każde wyjście z niepłodności oznacza zmianę, a każda zmiana wymaga adaptacji i niesie kolejne wyzwania.

Jeżeli para zachodzi w ciążę, pojawiają się nowe doświadczenia. Często sama ciąża jest mocno zmedykalizowana i również bywa źródłem stresu. Potem przychodzi rodzicielstwo, które także stawia przed parą nowe wyzwania.

Są również pary, które wybierają inne drogi – adopcję, rodzicielstwo z wykorzystaniem dawstwa gamet, adopcję zarodka czy adopcję społeczną dziecka. Każda z tych dróg również wiąże się z własnymi wyzwaniami.

Są też osoby, które podejmują decyzję o zamierzonej bezdzietności.

Dlatego niezależnie od tego, jaki scenariusz przyniesie życie, odkładanie rozwiązania trudności na później może okazać się bardzo zgubne.

Najczęściej obserwuję taki schemat: para doczekuje się dziecka, ale problemy, które pojawiły się wcześniej, nie znikają.

W czasie ciąży często rezygnują ze współżycia. Później rodzi się dziecko, które naturalnie absorbuje ogromną część uwagi i energii. Mijają miesiące, czasem lata, a kiedy para chciałaby wrócić do życia seksualnego, okazuje się, że nie bardzo wie, jak to zrobić.

Dlatego wszystkie trudności seksualne i relacyjne warto zaopiekować już na etapie starań o dziecko.

Ania:
Myślę, że niepłodność bardzo zawiesza człowieka. Ja sama byłam przekonana, że kiedy zajdę w ciążę, wszystkie moje problemy po prostu znikną.

Że tam, po drugiej stronie, czeka już tylko moje dziecko i szczęśliwe życie.Nie myślałam o tym, żeby zadbać o siebie tu i teraz. Myślałam o sobie jako o osobie, która jeszcze trochę wytrzyma. Zagryzie zęby. A potem wszystko samo się ułoży.

Nie zastanawiałam się nad tym, jakie mogą być konsekwencje nierozwiązanych problemów w przyszłości.

Człowiek w trybie przetrwania nie myśli o tym, co będzie dalej. Myśli tylko o tym, żeby przestać cierpieć.

Zosia:
To prawda.

Ale z drugiej strony myślę też, że wtedy do Twoich uszu nie mógł jeszcze dotrzeć taki podcast jak ten.

Nie chcę też za bardzo upraszczać tego tematu ani udzielać uniwersalnych rad, bo po drugiej stronie są bardzo różne osoby. Każda z nich jest na innym etapie, z inną historią i innym zakończeniem tej drogi.

Chciałabym jednak spróbować zostawić naszym słuchaczom coś praktycznego.

Oprócz tego, że wszystkie trzy bardzo zachęcamy do tego, żeby nie zwlekać z wizytą u specjalisty.

Bo – jak powiedziałaś – czasami nie potrzeba wieloletniej terapii. Czasem wystarczy kilka spotkań i zrozumienie mechanizmów, które właśnie się dzieją.

Już sama świadomość pozwala inaczej sobie z tym radzić.

Dlatego chciałabym Cię zapytać…

Czy jest coś, co osoby słuchające tego podcastu mogłyby wdrożyć już dziś?

Anna:
Jak najbardziej.

Oczywiście z zastrzeżeniem, że nie istnieje jeden uniwersalny przepis dla wszystkich. Każda historia jest inna.

Ale myślę, że warto zapamiętać jedną bardzo ważną rzecz. Niepłodność jest chorobą. A każda choroba somatyczna wpływa na wiele obszarów naszego funkcjonowania. Wpływa na seksualność, relacje, zdrowie psychiczne. To nie jest oznaka słabości ani porażki, tylko naturalna konsekwencja choroby. I właśnie dlatego warto szukać sposobów, żeby ten wpływ możliwie jak najbardziej ograniczać.

Anna:
Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto pamiętać.

Nasz mózg bardzo lubi nowość i poczucie nowego początku. Czasami samo wprowadzenie czegoś nowego do życia seksualnego sprawia, że przestaje ono kojarzyć się wyłącznie z niepłodnością i leczeniem.

Możemy próbować nowych rzeczy. Nowych pozycji, nowych sposobów okazywania bliskości czy nowych gadżetów.

To wszystko może pomóc odbudować ten wymiar przyjemności, który podczas starań często schodzi na dalszy plan.

Warto też pamiętać, że spadek libido bardzo często ma podłoże biologiczne.

Wiele pacjentek przyjmuje leki hormonalne albo choruje na schorzenia, które wpływają na gospodarkę hormonalną. To wszystko może zmieniać reakcje seksualne.

Dlatego nie warto obwiniać siebie.

Nie myślmy: „Robię coś źle”, „Za mało się staram”. Spróbujmy być dla siebie bardziej wyrozumiali. Zamiast mówić sobie: „Zawaliłam”, warto pomyśleć: „To było wszystko, na co było mnie dziś stać”. Albo: „Dzisiaj się nie udało, ale jutro też jest dzień”. Bardzo często nasze myśli są pełne zniekształceń poznawczych.

„Jestem do niczego.”

„Nic się nie uda.”

Jeżeli zaczynamy je zauważać, warto od razu próbować zastępować je bardziej życzliwymi i realistycznymi myślami.

To naprawdę pomaga.

Rozmawiajmy też z partnerem. Nazywajmy to, co się dzieje. To zupełnie normalne, że na pewnym etapie starań może po prostu nie być ochoty na seks.

Pamiętajmy jednak, że w długoletnich relacjach znacznie częściej niż spontaniczne pożądanie pojawia się pożądanie responsywne.

Nie musimy czekać, aż ochota pojawi się sama. Możemy stworzyć przestrzeń, w której będzie miała szansę się pojawić.

Bardzo polecam obserwować The Gottman Institute. Publikują mnóstwo krótkich wskazówek opartych na badaniach naukowych.

Jedną z nich jest tzw. sześciusekundowy pocałunek. Okazuje się, że pocałunek trwający dłużej niż sześć sekund może zwiększać poczucie bliskości i pomagać rozbudzać pożądanie.

To bardzo prosty eksperyment. Spróbujcie dziś pocałować się przez sześć sekund i zobaczcie, co się wydarzy.

To właśnie z takich drobnych gestów często zaczynają się większe zmiany.

Zosia:
Słuchając Ciebie, miałam momentami wrażenie, że odezwało się we mnie jeszcze trochę nieprzepracowanych emocji z tamtego czasu. Ale bardzo chciałabym, żeby ten odcinek trafił do osób, które właśnie teraz przechodzą przez podobne doświadczenia.

Mam nadzieję, że zasieje w nich choć małe ziarenko.

Takie, które pomoże zaopiekować się sobą, swoją relacją i partnerem.

Po prostu… żeby żyło im się trochę lżej.

Ania:
Aniu, bardzo dziękujemy Ci za to spotkanie. Nie ukrywamy, że liczymy na kolejne rozmowy.

Anna:
Z ogromną przyjemnością.

Zosia:
W takim razie mamy nadzieję, że jeszcze nie raz usłyszymy się wspólnie w naszym podcaście.

Dziękujemy Wam za dzisiejszy odsłuch.

Ania:
Dziękujemy, Aniu.

Anna:
Dziękuję za zaproszenie.

Ania i Zosia:
A Wam życzymy dobrego tygodnia. Do usłyszenia!






Posłuchaj też inne

Zapisz się na newsletter

Bezpłatna seria, z której dowiesz się, jak naturalnie zwiększyć płodność u siebie i swojej drugiej połówki.

Zapisz się na newsletter