nowe diety dla zapracowanych na jesień już dostępne! Kod „kasztan10” Do końca promo -10% zostało…

Dni
Godzin
Minut
Sekund

#116 Nasze wyniki badań podczas starań

Podczas starań łatwo wpaść w ciąg kolejnych badań, bo każde z nich daje nadzieję, że w końcu dowiemy się, dlaczego nie wychodzi. W tym odcinku wracamy do naszych wyników, badań robionych na własną rękę i zastanawiamy się, co dzisiaj zrobiłybyśmy inaczej.

Plan odcinka

  1. Dlaczego podczas starań robiłyśmy tyle badań
  2. Badania robione na własną rękę
  3. Nadzieja, że kolejny wynik w końcu da odpowiedź
  4. Co zrobić z wynikiem, którego nie umiemy zinterpretować
  5. Insulinooporność Zosi i wynik insuliny, który był kubłem zimnej wody
  6. Badania znalezione na grupach i forach internetowych
  7. Jak znaleźć lekarza, któremu naprawdę można zaufać
  8. Kiedy warto zasięgnąć drugiej opinii
  9. Pierwsze badania Ani: progesteron, LH, FSH i badanie nasienia
  10. Dlaczego wynik badania nie zawsze jest wyrocznią
  11. Drożność jajowodów jako długo wyczekiwany etap diagnostyki
  12. Co z dzisiejszej perspektywy zrobiłybyśmy inaczej

 


🎧 Znajdziesz nas również tutaj:

Podcast VIDEO 

SPOTIFY

ANIA 00:00:00

Cześć, tu Ania i Zosia.

ZOSIA 00:00:01

Wspólnie tworzymy Akademię Płodności. Miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań.

ANIA 00:00:25

Dzień dobry, dzień dobry. Witamy w kolejnym wideokaście, podkaście. Jest z nami Zofia.

ZOSIA 00:00:30

Jest z nami Anna.

ANIA 00:00:32

I dzisiejszy temat odcinka to…

ZOSIA 00:00:36

Nasze wyniki badań podczas starań. Co wtedy o nich myślałyśmy, a co wiemy dzisiaj?

Fajny temat rzeka, dlatego że badań podczas starań robi się dużo. Bardzo. I ja robiłam ich dużo — potrzebnych i niepotrzebnych.

Bo one, wydaje mi się, dają ci takie trochę poczucie… może nawet nie kontroli, ale takiego osadzenia się, w którym miejscu jestem. Rozumiesz? Jak bardzo jest przekichane i jak bardzo jednak nie odbiegamy od normy. Jak bardzo się do tego przywalać. A jak jednak tutaj wszystko gra, no to szukamy gdzie indziej.

ANIA 00:01:16

Podczas starań lubimy robić badania na własną rękę. Bez konsultacji z lekarzem. I też potrafimy popaść trochę w taką studnię bez dna.

Mi w ogóle nie było szkoda kasy na starania. Na badania mi nie było szkoda kasy. Mogłabym robić wszystko.

ZOSIA 00:01:40

Mi też nie, bo to jest właśnie ta nadzieja, prawda? Że z tym wykonanym kolejnym badaniem może się dowiesz, dlaczego poprzednie cykle się nie udały.

ANIA 00:01:54

Czyli porozmawiamy sobie o nas, laikach, podczas diagnostyki. Mówimy to z perspektywy starającej się Ani i starającej się Zosi.

ZOSIA 00:02:09

Trochę tak.

ANIA 00:02:10

Tylko że zahaczymy trochę o dietetyczność.

ZOSIA 00:02:12

No właśnie. Bo ty się starałaś, jak dopiero zaczęłaś raczkować w temacie diety, a ja starałam się o dziecko, jak już jednak to ogarniałam. I tak spoko to ogarniałam.

ANIA 00:02:22

Okej, to zrobimy dwie perspektywy.

ZOSIA 00:02:24

Ale to też w sumie spoko nam pokaże, jak nie da się być specjalistą we wszystkim. I mimo że masz takie złudne poczucie, że w sumie, jeśli ogarniasz, to nie ogarniasz do końca. I jak bardzo potrzebne jest mądre przewodnictwo.

ANIA 00:02:41

No dobra, czyli zacznę od pierwszych badań, na które Zosia idzie do laboratorium.

ZOSIA 00:02:51

Nie, ja nie będę w stanie tego tak określić. Wiesz dlaczego? Dlatego że schorzenia, które wpływały na moje możliwe obniżenie płodności, zaczęły się pojawiać u mnie bardzo wcześnie, więc ciężko mi powiedzieć, które z nich mogłabym potraktować jako te pierwsze, które mówiły: „O kurczę, na tym polu jest naprawdę przekichane”.

Bo rozumiesz, rozjechane TSH czy hormony tarczycy miałam jako kilkunastoletnia Zosia. Tylko co to wtedy wnosiło do moich starań?

A z drugiej strony, jak robiłam kolejne badania tarczycy, to już wiedziałam, że tu jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że coś wyjdzie nie tak. Bo wiem, że tarczyca kuleje. Z każdym kolejnym USG jest coraz gorzej i tam już właściwie nie ma co produkować tych hormonów.

ANIA 00:03:40

No dobrze, to w takim razie: czy na początku starań o dziecko robiłaś sobie sama badania, bo wiedziałaś, że twoja insulina jeszcze kilka lat temu szalała i masz wrażenie, że nie trzymacie jej w ryzach z lekarzem? Czy próbowałaś coś takiego robić na własną rękę?

ZOSIA 00:04:00

Oczywiście. To jest moja odpowiedź. I to nie tylko insulina.

Bo insulinę jeszcze tak bym powiedziała, że nie rozpatrywałabym tego w kategorii dużego grzechu. Pamiętam, jak chciałam sobie sprawdzać ją przed wprowadzeniem diety i po wprowadzeniu diety. Chciałam to sobie skorelować z moją masą ciała.

To było fajne na zasadzie poznania tego, jak to działa od strony metabolicznej, jak możesz czuć się lepiej i jak to się przekłada na twoje wyniki badań.

Więc akurat insulinę oczywiście robiłam. I w ogóle pamiętam taki jeden wynik mojej insuliny.

Pamiętasz to? Jak ona była prawie 300 i byłyśmy na takim szkoleniu o insulinooporności. Padło takie pytanie: jakiego pacjenta mieliście państwo z jaką insuliną? Pamiętasz to? Byłyśmy w Wawce na szkoleniu o insulinooporności.

Tam pani doktor prowadząca zadała takie pytanie, chcąc się podzielić swoim doświadczeniem: jaki to był najwyższy wynik? No i mój był bardzo zbliżony do niego. Mój, w sensie własny. Nie jakiegoś mojego pacjenta, tylko mój jednostkowy, zosinkowy.

I miałam takie: „O kurczę”. Bo ta pani opowiada o tym na zasadzie: „Zobaczcie, tak może być źle, takie mogą mieć ludzie wyniki”. A ja miałam takie: „O kurczę”.

Te HOMA-IR, te QUICKI, to wszystko u ciebie by też tak właśnie wyszło, nie?

Wtedy pamiętam, że to był taki zimny kubeł na łeb. Wiedziałam, że muszę tego zacząć pilnować. I że ta moja insulinooporność to nie jest taka, że tam się może coś dopiero zaczyna. Rozumiesz? Że to może lekkie odchylenie, troszkę tego pilnujmy. Tylko raczej z grubej rury jest tam do ogarniania. I raczej trzeba się za siebie mocno wziąć.

Ale badania poziomów insuliny nie rozpatrywałabym jeszcze w kontekście takiego: no, to było oczywiście na własną rękę i nigdy nie powinnaś sama siebie diagnozować. Ale za tę insulinę jeszcze bym siebie tak nie ganiła, bo chociaż od strony dietetycznej wiesz, co z tym robić.

Ale po cholerę ja robiłam na przykład badania, z którymi nie mam pojęcia, co zrobić? Rozumiesz?

Bo przeczytałam gdzieś na grupie na Facebooku, że ktoś takie badanie zrobił i to było super w ich przypadku, bo otworzyło im drogę do tego, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego nie wychodzi. Więc ja już położyłam swoje nadzieje w tym, że ja też zrobię to badanie i u mnie też prawdopodobnie ono wyjdzie źle. No bo robię to po to, żeby się dowiedzieć. I wtedy już będę wiedziała, co robić.

ANIA 00:06:51

No, idziesz do lekarza z badaniem.

ZOSIA 00:06:53

Trochę tak. Ale już z góry jesteś taka…

I niejednokrotnie miałam taką sytuację, że masz wyniki badań i cholera, nie wiesz, co z nimi zrobić. Bo one nie wyszły tak jak u tej dziewczyny, ale nie wiesz w sumie, czy to jest powód do tego, żebyś miała spokój, czy jednak może warto to skonsultować, skoro już wydałaś na to hajs.

I pamiętam takie wizyty, w których przynoszę to lekarzowi, a on ma takie: „Ale ja kazałem robić to badanie?”.

I wtedy musisz powiedzieć, że nie, bo tutaj profesor nadzwyczajny Zofia podjęła się konsultacji z szeregiem specjalistów, moich kolegów po fachu również z grup internetowych. I proszę potraktować mnie poważnie, bo tu zostało zwołane konsylium i my doszliśmy do wniosku, że takie badanie należy wykonać. I zesponsorowałam to z własnych środków.

ANIA 00:07:47

Kurde, ja cię nie ganię, bo ja cię rozumiem.

ZOSIA 00:07:50

A teraz jedynie proszę mi je zinterpretować.

ANIA 00:07:54

Z jednej strony rozumiem, bo to daje poczucie takiego… Ja sama tam byłam. Daje to poczucie, że ty szukasz, ty coś robisz, robisz ten kolejny kroczek. Jestem o krok do przodu.

I ja sama tak robiłam. Pomimo że przy niektórych badaniach też nie wiedziałam, o co w nich biega, natomiast chciałam je mieć. Chciałam zainwestować w nie.

I przypominam, że mówimy to jako staraczki, a nie takie, wiecie… spece. Dzielimy się swoim własnym doświadczeniem, żeby tutaj też to rozdzielić.

Więc chciałam to mieć zrobione. Ja najchętniej, jakbym mogła, zrobiłabym wszystko. Wszystkie badania bym zrobiła. Wszystkie na już, na teraz. Ja mogę sobie w każdym miesiącu robić.

ZOSIA 00:08:55

Ja to rozumiem totalnie. Gdyby to nie było takie drogie, pewnie też bym to robiła, ale to pochłaniało jednak ogromną ilość pieniędzy.

ANIA 00:09:03

Później już to były niekończące się badania.

ZOSIA 00:09:05

A ja pamiętam też, jaką miałam ogromną wdzięczność, jak pani doktor położyła mnie do szpitala na trzy dni i zrobiła mi taki pakiet badań.

Jezu, potem się jechało odebrać te wyniki, odbierało się je w teczce, bo one się nie mieściły tak, żeby dać ci w pliku, rozumiesz? Jak już poschodziły te wszystkie wyniki badań, opisy i to wszystko.

Leżało się trzy dni w tym szpitalu i oni ci robili wszystko. Robili nawet takie badania, że wybudzali cię w nocy, żeby sprawdzić poziomy niektórych hormonów, więc to było takie…

ANIA 00:09:35

Jezu.

ZOSIA 00:09:36

To było tak wspaniałe uczucie. I też taka przeogromna nadzieja w tym, że skoro już cię przebadają od A do Z, to to, co znajdą, pozwoli ci znaleźć klucz do sukcesu. Bo będzie wiadomo, co zaopiekować. Rozumiesz?

W niepłodności działasz po omacku. Nie wiesz, o co kaman w tym wszystkim. Nie wiesz, co odstaje od normy. Nie wiesz, co masz zaopiekować. A te wyniki badań to jest taki trochę drogowskaz w tym wszystkim.

ANIA 00:10:12

Też znasz historie, w których to było punktem zaczepienia i to pozwoliło zostać rodzicem i spełnić marzenie.

ZOSIA 00:10:19

Więc ty też chcesz tego punktu.

ANIA 00:10:21

Bo wiem, że tu brakuje ci takiego hormonu, to go uzupełnimy i to po prostu będzie… I pójdziesz do lekarza z wynikiem: „Hej, ale ja to już zrobiłam”.

I masz właśnie to poczucie, że chcesz działać, chcesz coś robić, chcesz umieć złapać za lejce.

ZOSIA 00:10:35

No właśnie. I tu jest chyba pies pogrzebany. Że to nie ty masz trzymać lejce. Rozumiesz?

Bo robisz te badania po to, żeby bardziej panować nad sytuacją, a paradoksalnie to w ogóle nie sprawia, że nad nią panujesz. Tylko robi się jeszcze większy chaos.

Więc jeśli ja teraz mogłabym cokolwiek zrobić… Bo wiem, że nie byłabym w stanie sobie przemówić do rozsądku i powiedzieć: „Zosinek, nie rób tych badań”. Zamknij się, i tak to zrobię. Rozumiesz?

Tylko może poszukałabym po prostu takiego przewodnika, któremu byłabym w stanie na tyle zaufać, że nie czułabym takiej ogromnej potrzeby, żeby robić to na własną rękę. Bo się na tym nie znam.

I może troszkę… bo wiesz, o co chodzi. Musisz wyważyć tę intuicję, za którą warto podążać, bo ona często podpowiada bardzo dobrze. Jak czujesz coś od dłuższego czasu, to nie możesz tego zawsze zdeptywać tylko dlatego, że… nie wiem. Rozumiesz? Jesteśmy tylko ludźmi. Lekarze też mogą popełniać błędy, działać rutynowo i czegoś nie widzieć. To jest normalne.

Ale z drugiej strony tylko lekarz może diagnozować. Tylko on ma do tego narzędzia, wiedzę i jest nauczony, żeby to robić.

Więc jeśli jesteś pod dobrym przewodnictwem i ufasz temu lekarzowi, to może nie powodowałoby to u mnie takiego rozwalenia na mikrokawałeczki, że musisz po prostu sama łapać te wszystkie sroki.

Bo prawdopodobnie ten lekarz ma tyle pacjentek, że pewnie o tym nie pomyślał. Ale ty już to wiesz, bo przeczytałaś. I wiesz, że to trzeba zrobić, bo ta laska z tego forum to zrobiła i u niej to dało odpowiedź.

Więc może po prostu ty to zrobisz szybciej, bo może pan doktor nie pomyślał. A nawet jak to nie wyjdzie, to ty mu po prostu pokażesz ten wynik i będziecie mogli odhaczyć kolejny checkpoint, że to nie tutaj należy szukać.

ANIA 00:12:43

I przypomina mi się teraz, w kontrze do tego, co powiedziałaś — bo to jest w ogóle super i to jest naprawdę ścieżka, którą ja bym chciała podążać. Chciałabym znaleźć się w gabinecie lekarza, z którym będę potrafiła tak szczerze rozmawiać i któremu tak szczerze zaufam.

Przypomniało mi się, jak człowiek puka do wielu drzwi podczas starań. I między innymi odwiedziłam też takiego lekarza, u którego — druga sprawa — zabrakło dialogu. Bo ja powiedziałam tylko o tym, że staram się o dziecko, że nie wychodzi i co on może mi zaproponować.

I pamiętam, wyszłam z jednym badaniem, ze skierowaniem, które trzeba było sobie prywatnie zrobić. I byłam troszkę rozczarowana, bo spodziewałam się… Byłam gotowa na ten pakiet. Chciałam z tym wyjść. Chciałam działać, chciałam robić. Dobrze, no to skoro już jestem, działajmy, nie?

I takie: hmm, to nie było to, co chciałam. Ja chciałam już działać. A może zróbmy jakiś monitoring? Może zróbmy progesteron? Może sprawdźmy, kiedy owulacja? A może to prolaktyna? A może to przez to?

I taka wyszłam: „No nie, nie podobała mi się ta wizyta”.

A może jakbym tam została, to gdzieś byśmy doszli. Może miał inny plan na to wszystko. Natomiast byłam zawiedziona, trochę zła. Powiedziałam, że nie wrócę.

I myślę, że też laski, obserwatorki, staraczki spotykają się właśnie z tym uczuciem, z którym ja wyszłam z tego gabinetu.

ZOSIA 00:14:50

Zastanawiam się, gdzie to mądrze wyważyć.

Bo z kolei, jako kolejna anegdota do tego tematu, przypominam sobie naszą rozmowę z jednym z lekarzy, z którym miałyśmy okazję przez chwilę współpracować. Opowiadał o tym, jak trafiają do niego pacjentki, które przez lata są przeciągane, czyli przez lata mają niewykonywane podstawowe badania.

Że trafia do niego kobieta, trafia do niego para i on zadaje pytanie o jakieś basicowe badanie, typu badanie nasienia, typu TSH, i oni nigdy tego nie mieli zrobionego.

Są prowadzeni przez bardzo zawiłe procedury — pamiętasz te historie? — i on zagląda w ich kartotekę i przed jakimś podejściem do in vitro znajduje takie braki.

Więc z jednej strony teoretycznie chcesz się oddać pod mądre prowadzenie doświadczonego człowieka. Z drugiej strony gdzieś tam z tyłu głowy masz taką myśl, że nie do końca ufasz na sto procent. Tylko trochę chcesz mieć nad tym pieczę, bo wiesz, że może to wyglądać przeróżnie.

Więc gdzie to wypośrodkować? Tu bym chciała znaleźć jakiś, może nie złoty środek, ale chociaż jakiś konsensus.

ANIA 00:16:10

Albo jeżeli masz wątpliwości, zawsze warto skonsultować się może jeszcze z kimś i zebrać ten wywiad albo pomysł, plan leczenia z dwóch stron.

Dwa, wydaje mi się też, że tak jak ja wchodziłam do gabinetu i milczałam, to te moje oczekiwania rozgrywały się tylko i wyłącznie w mojej głowie.

Więc jak nie zadaję pytań, to trochę też ten lekarz nie wie, z kim ma do czynienia. Jakiś dialog trzeba nawiązać. Pewnie nie zawsze tak, ale w moim przypadku wtedy wydaje mi się, że tego zabrakło.

ZOSIA 00:17:03

Ja wchodziłam do gabinetu i zadawałam pytania. Dużo pytań. Ale z kolei często odbijałam się od ściany: „Mamy jeszcze na to czas”.

I z jednej strony może dobrze, bo może rzeczywiście mieliśmy. A z drugiej miałam takie poczucie: kurde, tak dużo robię, że chociaż mi wytłumacz, dlaczego mamy na to czas. Albo chociaż kiedy. Rozumiesz? Do kiedy czekamy? Żebym ja miała jakiś deadline.

Albo czemu w ogóle nigdy nie zrobimy tego badania? Bo co? Bo co w moim przypadku?

Może ja byłam też za bardzo… Pamiętam, jak kiedyś jeden z lekarzy mi powiedział: „O, ja widzę, że pani to z tych oczytanych”.

I miałam takie: aha, to już jestem w tej szufladce. Spoko.

ANIA 00:17:56

Nie wiadomo…

ZOSIA 00:17:57

…co lepsze. Milczysz i jesteś po prostu taka podatna na każdy rodzaj i każdą ścieżkę, która zostanie ci zaproponowana? Czy jednak przychodzisz i pokazujesz, że trochę wiesz?

Czy jednak może lepiej się nie odzywać, bo słabo mieć pacjenta, który wie za dużo albo wie ze złych źródeł?

Jak to on powiedział: doktor Google to nie jest zawsze za dobry doradca.

ANIA 00:18:33

No właśnie, wypośrodkować to wszystko.

Chcę powiedzieć w temacie badań o moich pierwszych badaniach, które robiłam, jak zaczęliśmy starania. Widziałam, że coś jest nie tak. Na co wpadłam i jak widzę to wszystko dzisiaj.

I nawet chyba mam w moich starych dokumentach jeszcze te badania zaznaczone na dzień cyklu. Zauważyłam, że coś jest nie tak z tym cyklem, więc wyczytałam, że tego dnia robi się progesteron. Tego dnia sprawdźmy, jak on wychodzi, może tutaj leży problem.

Więc robiłam to na własną rękę, nie wiedząc nawet, czy ja jestem po owulacji. Tak mi się wydawało.

Także to były pieniądze… Tak jak mówiłaś: mam to, ale właściwie nie wiem po co i co z tym zrobić.

Nie wiem, co ja tu widzę, bo nawet nie wiem, czy ta owulacja była, czy nie. Nie było monitoringu, więc sobie tak strzeliłam w cykl, który wydaje mi się, że to jest ten dzień.

Pamiętam, że robiłam sobie progesteron, LH i FSH. Pamiętam, że też mi wyszedł ten stosunek zaburzony, natomiast nadal nie wiedziałam…

ZOSIA 00:19:54

…w którym momencie cyklu on był sprawdzany.

ANIA 00:19:56

W którym i właściwie co z tym dalej robić.

I pamiętam też jedno z pierwszych badań, które próbowaliśmy tak po omacku robić. A raczej ja, bo to ja byłam za to odpowiedzialna w naszej rodzinie.

Chciałam, żeby mój mąż zrobił badanie nasienia, co spotkało się z niechęcią. Natomiast znaleźliśmy miejsce, gdzie można to badanie nasienia zrobić, i on się zgodził.

Ten temat mam już przetrawiony, także nie wysnuwajcie tutaj wniosków, że to on nie chciał, nie chciał. Mówił o tym w podcaście.

I robiliśmy, pamiętam, badanie nasienia, które i tak wymagało powtórzenia, bo nie było tych wszystkich wyników. Ono było jakieś takie naprawdę nie tak zaawansowane, jak na przykład robią kliniki leczenia niepłodności. Tam, wydaje mi się, że była tylko morfologia oceniona.

Naprawdę, tam nie było tego wszystkiego. To nie była taka karteczka A4, tylko mały świstek ręcznie napisany. Naprawdę.

Więc ja nawet nie wiem, jaka to była metoda sprawdzania.

I tak sobie myślę: ja to wymyślałam sama, żeby tak zrobić. Ilość tego stresu, tych kłótni: „Już się badaj, zrób to”. Ilość tego wszystkiego, co to powodowało między nami przed tym badaniem.

Wybierz termin bez korków, a to trzeba jeszcze dowieźć za pazuchą. Schowaj to tutaj, nieś to tutaj w kieszonce, żebyś dowiózł. Masz na to ileś tam czasu, bo ta pani nam powiedziała, że jest ileś czasu.

Można było po prostu tego uniknąć. To badanie nic nam nie wniosło.

Ja nawet nie potrafiłam tego… Nie wiedziałam, czy ono jest dobre, czy niedobre. Tam nie było tak jak teraz, że są normy i na czerwono jest podkreślone. Tam nic nie było. Długopisem napisane, nie wiadomo.

Plus te kłótnie, plus to wszystko.

Ale człowiek chciał coś robić i nie wiedział. Badanie się za pazuchą wiezie w pojemniku rano. To jest po prostu… Człowiek chciał bardzo.

ZOSIA 00:22:41

Coś robić.

ANIA 00:22:43

Coś robić. I próbował jakoś robić cokolwiek, co jest w jego możliwościach.

ZOSIA 00:22:54

Uczepiając się tych wyników badań jako takiego drogowskazu…

Bo z drugiej strony, próbując ugryźć ten temat, wiesz, co przyszło mi teraz do głowy? Że masz wyniki badań, one do ciebie przychodzą, teoretycznie wiesz, w którym miejscu jesteś i dostajesz jakąś taką druzgocącą wiadomość, że na przykład te wyniki są dramatycznie złe.

I słyszysz jakąś taką wyrocznię: „W zasadzie to nigdy się nie uda”. Bo takich historii też mamy masę.

A potem okazuje się, że to wyrocznią nie było.

Pomyślałam sobie podczas tej całej rozkminy o mojej psiapsi, której przez któryś miesiąc nie wychodziło. Zrobili właśnie wyniki nasienia i one wyszły bardzo złe.

I ona poszła z nimi do lekarza, tak na zasadzie: „Panie doktorze, skoro mamy takie wyniki, to co możemy robić?”.

I usłyszała od tego lekarza, popularnego zresztą, że: „Z tym partnerem pani nie będzie miała dzieci. To, co ja tutaj zalecam na receptę, to zmienić partnera”.

To była ostatnia wizyta u tego człowieka. I oni teraz finalnie mają dwójkę dzieci.

ANIA 00:24:14

Zosin, jak można tak powiedzieć? Wracając właśnie do jednego poprzedniego podcastu. Nie wiem, dobór słów może dziwny…

ZOSIA 00:24:26

I sposób komunikacji po prostu poniżej wszelkiego. „Na receptę zalecam zmianę partnera”.

ANIA 00:24:34

Ani to nieśmieszne. Nie wiem. No nie wyobrażam sobie po prostu czegoś takiego.

ZOSIA 00:24:37

Ale to też nie są rzeczy, które działy się 20 lat temu. Ja nie opowiadam o jakichś historiach sprzed nawet dekady. To są rzeczy, które dzieją się teraz. Cztery lata temu. Nie rozumiem.

ANIA 00:24:48

Mogę powiedzieć coś, co brzmi… Wiesz, też może coś palniemy w podcastach, nie do końca o to chodziło. Ale no nie. Nie wyobrażam sobie po prostu czegoś takiego.

ZOSIA 00:25:03

Rozumiem.

Chciałam jakoś osadzić te wyniki badań i opowiedzieć taką anegdotę, że nie zawsze to jest wyrocznią. Te wyniki badań, które teoretycznie mają nas gdzieś na tej planszy umiejscowić.

Całe szczęście zdarza się tak, że nawet takie beznadziejne sytuacje można odwrócić.

ANIA 00:25:29

Dlatego warto też pukać do wielu drzwi.

ZOSIA

To prawda.

ANIA

I skonsultować to jeszcze z kimś innym. Żeby dowiedzieć się, jakie spojrzenie, jaki plan ma inny lekarz, inny specjalista.

ZOSIA 00:25:43

To prawda. Z innym podejściem albo z innym doświadczeniem, albo z innym planem.

A czy było jakieś takie badanie, które wspominasz jako przełomowe i cieszyłaś się, że w końcu macie je zrobione?

ANIA 00:26:00

Długo czekałam na sprawdzenie drożności.

ZOSIA 00:26:02

Jezu, ja też. Liczyłam, że to powiesz.

ANIA 00:26:04

Chciałam je już mieć.

ZOSIA 00:26:06

Ja też.

ANIA 00:26:07

Bo trochę myślałam, że to jest właśnie… Ta drożność była dla mnie takim kamieniem milowym.

Czekałam na to i myślałam sobie, że może to przez to. Że skoro już tutaj mamy tę owulację, w ogóle stymulujemy te jajniki i bardzo ładnie wychodzi ta owulacja, biorę w drugiej fazie cyklu też leki, biorę leki na endometrium, więc tam naprawdę już robimy wszystko.

I jak wprowadzamy gonadotropiny, to cieszyłam się też, że zaraz po ich wprowadzeniu została zaplanowana drożność. Bo mówię: „Jezu, a jak tam są niedrożne te jajowody?”.

Bardzo czekałam na to. Cieszyłam się, że to badanie będziemy mieli wykonane. To było na takiej mojej liście must have w głowie. Chciałam bardzo mieć to za sobą.

ZOSIA 00:27:03

Też to chciałam, ale chyba też dlatego, że bardzo się bałam tego badania. Nie miałaś tak? Że bałaś się bardzo?

ANIA 00:27:12

Nie pamiętam, czy aż tak się bałam, natomiast czułam ulgę, że ono będzie. Ogromną.

Czujesz, że coś się dzieje. Czujesz, że to jest naprawdę taki duży krok, na który czekałaś. I to będzie… Taka radość z tej diagnostyki. Wiem, jak to brzmi, ale cieszysz się, że już będziecie to mieli.

Czułam się zaopiekowana tam, gdzie byłam, w tej klinice, i cieszyłam się, że to będzie po prostu.

Radość, że w końcu mnie ktoś prowadzi. To była ogromna ulga, że nie muszę już czytać tego wszystkiego. Jezu, jakie to było cudowne uczucie. Ktoś myśli za mnie. I ufam, podążam. Jestem w fazie, w której ufam temu komuś.

ZOSIA 00:27:55

No, nareszcie. Czyli to, co chcę osiągnąć od początku tego podcastu — to uczucie.

Bo chciałam powiedzieć, że jeśli jesteś we właściwym miejscu, pod właściwymi skrzydłami i ktoś, kto się tobą opiekuje, budzi twoje zaufanie, to to zdejmuje z twojej klatki ten ogromny but, który cię po prostu dociska i nie pozwala ci oddychać.

Ja mam takie wrażenie, że mimo wszystko, że to jest tak ciężkie i tyle waży, jesteś w stanie wziąć ten oddech głębiej.

ANIA 00:28:25

Trochę tak, ale też tam były takie, wiesz… Troszkę gdzieś tam umysł kręcił: „Czy aby na pewno?”. Ale to było to.

ZOSIA 00:28:33

Faktycznie była to swego rodzaju ulga.

ANIA 00:28:36

Znaczy ulga to jest chyba…

ZOSIA 00:28:38

No właśnie, bo to też nie jest dobre słowo. Ulga. To jest jakieś takie… Ja nie wiem, czy bym to określiła ulgą, ale wiesz, co mam na myśli.

ANIA 00:28:46

Ja czułam, jakby mi ktoś zdjął ciężar z ciała. Z głowy wyjął, że już część tego, o czym tyle czytam, myślę: czy zrobić te badania, ile to kosztuje w labie — ktoś zadecyduje za mnie.

I to było dla mnie takie uwalniające.

ZOSIA 00:29:11

A potem jeszcze weźmie i to zinterpretuje. Że to nie ty jesteś sobie sterem i okrętem.

ANIA 00:29:15

Nie zastanawiam się nad tym, nie czytam.

Pamiętam to, że już nie muszę sama mierzyć, kiedy mam owulację. Tylko ktoś mi mówi.

Jezu, to było takie… „Proszę, oceń sobie, kiedy ty masz owulację”. Ja nie wiem.

To wyliczanie tych dni płodnych, zmuszanie się do współżycia, powtórne zmuszanie się do współżycia… Bo to było dla mnie, jak poszłam na monitoring i miałam moment: „O, jest”. To też było obciążające, ale nie aż tak, jak kiedy: jeszcze raz i jeszcze raz, i za dwa dni, i nie wiadomo, kiedy ta owulacja, no to jeszcze raz za dwa dni, żeby nie było.

Ludzie kochani. To było ponad nasze potrzeby, nasze siły i nasze chęci.

ZOSIA 00:30:09

A zrobiłabyś coś inaczej teraz, z dzisiejszej perspektywy? Wcześniej wykonałabyś jakieś badanie albo nie robiłabyś jakichś?

ANIA 00:30:26

Od razu bym poszła do lekarza.

Finalnie wszystko się potoczyło, wiadomo, w jakim kierunku — takim, gdzie spełniło się moje marzenie. Więc mam wrażenie, że wszystko teraz było po coś.

Natomiast gdybym wiedziała to, co teraz, poszłabym wcześniej do lekarza i zrobiła research.

Nie czekałabym zalecanego roku, bo ja nie miałam owulacji. Więc równie dobrze trafić w 12 owulacji takich stricte mogło trwać wiele lat.

Poszłabym do lekarza, który specjalizuje się w leczeniu niepłodności i który już jest w stanie zaobserwować, że nie mam owulacji, zrobić monitoring, zobaczyć, że to endometrium ledwo co zipie.

To bym zrobiła. Nie czekałabym tyle, jeżeli chodzi o diagnostykę.

I jeszcze bym się nie ganiła za te swoje emocje. I nie czekała.

Tak jak mówisz, czasami warto podążać za intuicją. Kiedy wiesz, że coś jest nie tak, a jednocześnie mój mąż czy głosy w mojej głowie: „Przesadzasz. Nie ma tak, że wiesz. Ty chcesz od razu. Już ci smutno jest?”.

Niby już czujesz coś, ale jednocześnie bardzo to negujesz.

A ty?

ZOSIA 00:32:16

O Jezu. To takie zanegowanie samej siebie, kiedy czujesz coś tak bardzo. Po prostu masz wrażenie, że receptory w każdej komórce twojego ciała wysyłają ci alert, że coś jest nie tak, ale dajesz sobie wmówić, że przesadzasz, że za bardzo, że się nakręcasz.

I potem finalnie okazuje się, że jednak miałaś rację.

Ja dokładnie pamiętam dwa momenty z mojego życia, kiedy dałam sobie wmówić. I jak później żałowałam, że dałam sobie wmówić.

Boże, jak długo miałam straszne wyrzuty sumienia z tego powodu. Właśnie, że zgwałciłam samą siebie, dając sobie wmówić.

Więc kurde, z tą intuicją to trzeba jednak jej ufać. Tak myślę.

Jeśli ona nie przejmuje nad tobą kontroli, tylko naprawdę coś ci podpowiada, to co ryzykujesz w sumie, sprawdzając? A co jest z kolei po drugiej stronie szali? Co ryzykujesz, kiedy tego nie sprawdzisz? Trzeba to wyważyć.

Ja bym szybciej poszukała lekarza, któremu zaufam.

Wtedy nie byłabym Zosią Samosią, tak myślę. Tylko właśnie szukałabym tego uczucia zdjęcia tego buta z klatki piersiowej, że nie musisz wiedzieć.

Z drugiej strony to też przypadło na bardzo trudny okres w życiu, bo ja już bardzo dużo widziałam, bardzo dużo wiedziałam z takiego doświadczenia gabinetowego. Już właściwie przyjmowałam samych pacjentów borykających się z niepłodnością, więc pole działania było bardzo zawężone.

Ilość historii, które do mnie docierały. Ilość wyników badań, które mogłam oglądać. To dawało takie złudne wrażenie, że nad tym panujesz, bo niby wiesz. Rozumiesz?

To nie był ten Zosin z tych pierwszych lat. Tylko taki już trochę bardziej świadomy. I miałam poczucie, że jednak muszę być trochę tą Zosią Samosią i muszę ogarniać. Bo skoro ogarniam w tamtych przypadkach, no to muszę też ogarniać siebie. Nie możesz powiedzieć, że nie wiesz, o co tutaj chodzi.

Dlatego jak przychodziłaś i zadawałaś pytania i dostawałaś takim tekstem między oczy: „O, pani to widzę z tych oczytanych”, to w sumie nie wiesz, czy to bardziej komplement, bo może jednak świadomy pacjent, czy jednak ktoś cię postanowił ustawić w szeregu.

Także nie wiem, co radzić temu Zosinkowi.

Bo z jednej strony dobrze być świadomym, ale z drugiej samemu za to wszystko odpowiadać to jest za dużo do uniesienia, jak nie jesteś lekarzem.

A z drugiej strony nawet jak jesteś, to czy jesteś w stanie sam siebie poprowadzić tak obiektywnie?

Więc wspólny mianownik jest taki: szukanie drugiej opinii, drugiego spojrzenia, jakiegoś świeżego powietrza, przewietrzenia głowy. To jest zawsze dobry pomysł.

Najwyżej usłyszysz to samo i upewnisz się w tym, że jesteś prowadzona dobrze. Albo znajdziesz kogoś, komu będziesz w stanie zaufać bardziej.

Więc myślę, że tego uczucia szukałabym szybciej. Po prostu.

ANIA 00:35:33

Dziękujemy za obejrzenie i widzimy się w ostatnim…

ZOSIA 00:35:38

O matko, oby to nie były prorocze słowa. Anna…

ANIA 00:35:44

Widzimy się w kolejnym odcinku.

ZOSIA 00:35:46

Do usłyszenia za tydzień.

Posłuchaj też inne

PCOS a ciąża. Historia Zosi

Nie sądziłam, że tak niełatwo przyjdzie mi …

Zapisz się na newsletter

Bezpłatna seria, z której dowiesz się, jak naturalnie zwiększyć płodność u siebie i swojej drugiej połówki.

Zapisz się na newsletter