Dziękujemy za udział Annie Wietrzykowskiej – psycholog niepłodności
Zapraszamy do wysłuchania podcastu.
Podcast: Play in new window | Download
Cześć, tu Ania i Zosia, wspólnie tworzymy Akademię Płodności. Miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań.
Ania:
Dzień dobry w kolejnym podcaście.
Naszą gościnią w dzisiejszej rozmowie jest Anna Wietrzykowska, psycholog niepłodności.
Zosia:
Z Anią mieliście okazję usłyszeć się już wcześniej w naszych podcastach. Mamy nagrany też jeszcze jeden materiał, który opublikujemy prawdopodobnie po Dni Mamy.
Super Aniu gościć Cię tutaj dzisiaj. Dlatego że jesteśmy w takim dniu, który wiele z nas, staraczek, obrało sobie jako taki dzień, który jest pełen bólu, który jest bardzo ciężki, o którym marzą, żeby już móc go obchodzić ze swoimi dziećmi, na które tak bardzo czekają. I w sumie to może na początek powinnyśmy Cię zapytać, dlaczego tak to jest, że ten dzień jest taki trudny?
Anna Wietrzykowska:
Myślę sobie o tym, że ten dzień mamy, to jest taki dzień, którym cały świat przypomina właśnie o tym doświadczeniu. I dla pacjentek, dla pacjentów, którzy są w trakcie leczenia niepłodności, którzy właśnie idą w kierunku swojego dziecka, ale jeszcze po drodze nie mają tego swojego dziecka, to ta celebracja tego macierzyństwa, rodzicielstwa jest bardzo trudna, bo to jest trochę takie cały czas przypominanie, gdzie ja jestem, a gdzie są inni.
Niepłodność to jest ogólnie taka choroba, która bardzo odgradza od innych, od znajomych, od rodziny, która wprowadza pewną różnicę. I myślę sobie, że właśnie w takich sytuacjach świątecznych, tych szczególnych dni, to jest jeszcze bardziej takie oddalające od bliskich. Więc tu na wielu poziomach dochodzi do takich trudności.
I tych relacji z najbliższymi, i też takich relacji tego, co się dzieje w nas, jak jesteśmy w trakcie leczenia, a jeszcze tego dziecka nie ma i nie wiadomo, czy ono będzie.
Ania:
Dlaczego ten dzień mamy jest takim trochę deadline’em? Wyobrażamy sobie, to jest jeden z takich wielu deadline’ów podczas starań, gdzie na tej osi starań jest właśnie bardzo ważnym momentem, który pojawia się. I dlaczego tak jest?
Zosia:
Ja jeszcze tutaj dodam tylko od siebie, że drugim chyba, który może stawać w konkury, bo nie wiem, czy jesteśmy w stanie to zestawić na równi, ale drugim takim bardzo ciężkim momentem to są święta, kiedy te starania są o wiele bardziej odczuwalne.
No i wyobrażamy sobie bardzo często też, że dajemy ten wymarzony prezent na przykład z okazji urodzin męża i tam w tym pudełeczku będzie czekał ten test ciążowy w końcu z dwoma kreskami. I ten dzień mamy też jest taki deadline w naszych głowach.
Anna Wietrzykowska:
To zależy, jak bardzo my się też identyfikujemy z tymi wyobrażeniami, jak mocno w nim wchodzimy, czy my trochę uciekamy w ten świat fantazji i w nim zostajemy, czy my jakoś natarczywie, kompulsywnie na przykład wyobrażamy sobie, że to nas jakoś pominie, że będziemy tylko cierpieć.
Właśnie jest bardzo ważne przeanalizować treść tych wizualizacji, ale też kontekst, kiedy one się pojawiają, jaką one rolę spełniają. Natomiast jeżeli to są takie wyobrażenia takie bardzo swobodne, po prostu występują przy okazji, na przykład zobaczymy w sklepie jakiś mały bucik i gdzieś tam nasze myśli podążą w tym kierunku, czyli spontanicznie w odpowiedzi na bodziec. Myślę, że to jest łagodne i takie bardzo ludzkie, bo przecież w tą stronę idziemy, w kierunku własnego dziecka.
Ania:
Dobrze, Aniu, a powiedz nam proszę, czy te wizualizacje jest to coś, co może nam pomóc podczas starań, czy raczej staramy się unikać wyobrażania sobie siebie?
Anna Wietrzykowska:
Ja może dodam, że w medycynie z wizualizacji się korzysta u pacjentów np. onkologicznych, pacjentów przed zabiegami. Wizualizacja jest bardzo dobrym narzędziem, ale np. w psychoonkologii pracuje się z pacjentami w ten sposób, że np. niekoniecznie się bazuje na tym, żeby pacjent wyobrażał sobie, że wyzdrowiał, albo wyobrażał sobie, że to nie idzie w dobrym kierunku. Odrywa się od końca, czyli np. wizualizacja u pacjenta wtedy polega na tym, aby wyobraził sobie, jak gdzieś jest, w jakimś miejscu, jest ta stereotypowa plaża, albo jest w górach, albo znowu jest w jakimś takim miejscu ze swojej przyszłości, które jest dla niego ważne, ulubiony fotel, może jakiś las. Dlaczego to jest ważne? Wówczas układ nerwowy trochę przechodzi z tego trybu walcz lub uciekaj, który często się uruchamia w chorobie i tak samo się uruchamia, gdy my myślimy uporczywie, czy ja będę tą mamą, czy nie, bo to też jest stresogenne na zasadzie tak albo nie. U nas wtedy przechodzi z reakcji walcz lub uciekaj na takie bardzo neutralne funkcjonowanie, takie bezpieczne funkcjonowanie.
I on się skupia na bodźcach, bo w tych wizualizacjach bardzo ważne jest wyobrażenie sobie bodźców. Co pacjent widzi, co pacjent słyszy, jaki zapach się unosi, czy np. zapach sosen, jak idzie przez tę ścieżkę leśną.
I takie wizualizacje, które pomagają układowi nerwowemu odpocząć, one są medycznie bardzo wspomagające proces leczenia, więc zakładam, że takie wizualizacje, tak jak ty powiedziałaś może o tych stokrotkach, o kwiatach, które się kojarzą z majem i takie wejście trochę sensorycznie w ten obraz może być jakoś na plus.
Zosia:
Ja jak słucham tak o tych wizualizacjach, to muszę wam powiedzieć, że jest mi, i zawsze było, z nimi tak trochę nie po drodze. Próbowałam je oswoić na pewnym etapie swojego życia, wiedząc, że mogą być jakimś tam narzędziem, które mnie zagrzeje do walki, zmobilizuje, da mi po prostu jakąś inną optykę taką, z której będę mogła skorzystać i wyciągnąć coś dla siebie. Ale tak serio, to albo po prostu nie wiedziałam, jak z nich korzystać i nie robiłam tego właściwie, albo one mi się wydawały takie trochę od czapy, oderwane od rzeczywistości trochę, bo w ogóle sam temat wizualizacji jako czegoś takiego, z czego można korzystać i postarać się przekuć na swoją, jakby wiecie, tę szalę na swoją stronę, pojawił się w moim życiu dawno, bardzo temu, naprawdę bardzo dawno temu, myślę, że to mogło być około 20 lat, może nawet.
Jak spotykałam się, pamiętam, z takim chłopakiem, który miał bardzo fajną mamę i ja z tą jego mamą spędzałam naprawdę dużo czasu i rozmawiałyśmy sobie otwarcie na bardzo wiele różnych tematów i podczas jednej z takich dyskusji temat zszedł na to, że ona pokonała swój ogromny lęk przed jeżdżeniem samochodem, jeżdżeniem do Warszawy, więc do takiego, wiecie, ruchliwego, dużego miasta, skomplikowanego dość do poruszania się samochodem, szczególnie dla osoby, która ma jakieś opory w tym temacie. I pamiętam, jak ona powiedziała mi wtedy, że tak bardzo zależało jej na tym, żeby jeździć do tej pracy, bo dostała taką naprawdę spoko posadę. Prawie równie bardzo jej zależało na tej pracy, co równie bardzo się bała dojeżdżać do niej samochodem i że wtedy skądś dowiedziała się o takiej metodzie na wizualizację i że bardzo pomogło jej wyobrażanie sobie siebie w jakimś zarąbistym, wypasionym, czerwonym cabrio, w którym właśnie podjeżdża do tej pracy i trochę tak jakby dzięki tej pracy go ma i że, wiecie, że to była taka wizja, która jak się bała, to sobie siebie wyobrażała w tej furze i jakoś tak bardziej się mobilizowała do tego, żeby próbować jej zaciskać zęby i kolejny raz mimo swoich lęków to przezwyciężać.
I to wtedy zabrzmiało sensownie, chociaż pamiętam, że jak ja próbowałam jakkolwiek z tego skorzystać, to było mi ciężko. I powiem wam, bo chcę wam powiedzieć tę anegdotę w takim kontekście, jeśli nie czujecie się z tym bardzo po drodze, to to chyba też jest okej. Zaraz, Aniu, mam nadzieję, że nam więcej powiesz trochę o tych narzędziach do wizualizacji i może o tym, jak z tego korzystać. Ale chcę wam powiedzieć o tym, że jedyną taką myślą, która naprawdę zagrzywała mnie do walki, to była właśnie podczas starań. Dlatego że ja nie wiem, dlaczego mi się to tak utarło w głowie, natomiast bardzo, ale to bardzo marzyłam o tym, żeby kiedyś to moje jeszcze nieistniejące dziecko przyniosło mi w swoich łapkach taki niedbale zerwany bukiet stokrotek.
Taki wiecie, jak to wyobrażałam sobie, że małe dzieci zrywają, czyli jedna to sama główka stokrotki i druga to jakaś łodyga ze źdźbłem trawy, może jakiś kawałek mlecza czy koniczyny i po prostu te łapki, które niosą taki niedbały bukiet stokrotek, wydawały mi się takim moim prywatnym po prostu szczytem Mount Everestu, na który wciąż się wspinałam i wiedziałam, że jeśli tam na górze, na szczycie czeka ta nagroda, to po prostu warto mimo wszelkich przeciwności, które będą gdzieś, jak te kłody pod nogami narzeć i dzielę się z wami tym przemyśleniem, tą anegdotą, dlatego że nie zawsze łatwo w te wizualizacje, tak mi się wydaje, że to nie musi być takie easy game, żeby z tego korzystać.
Ania:
Ja się postawię trochę, stanę się tą Anią, którą byłam powiedzmy w okolicy połowy starań, kiedy musiałabym dojrzeć do tego, co tutaj zostało powiedziane i ja w ogóle nie szukałam żadnych metod pomocy sobie, wręcz przeciwnie, czułam całą sobą, że ja ten stres łyknę, łyknę tą gonitwę, przecież zaraz będę w ciąży, zaraz to minie. Trochę mi się to wydaje takie nieprawdopodobne, nie dla mnie, wręcz czuję taką złość na to, na to, co słyszę, na to, że mam sobie coś wyobrażać. Wiecie, nie wierzę, tamta Ania w to nie wierzy.
Anna Wietrzykowska:
Ono cały czas zostawia ciebie w stresie, bo zobaczcie, czy to dziecko będzie, czy nie będzie, pacjent idzie dalej w kierunku, jednak będzie wyzwanie, bo nawet jeśli ciąża się pojawi po leczeniu płodności, to to jest ciąża zmedykalizowana, monitorowana, ciąża na polu minowym, więc ta wizualizacja też momentu zajścia w ciążę, bycia w ciąży dla wielu pacjentów nie jest końcem stresu, tylko po prostu przejściem na inny temat.
Ania:
Ja tak bardzo mam gdzieś ten układ nerwowy, tak bardzo nie zdaję sobie sprawy, że to może mi w czymś pomóc, ja jestem tylko skupiona na tym, że jaka relaksacja?! Ja po prostu w to nie wierzę, ja nie chcę, ja chcę być, ja chcę zakończyć ten etap, ja chcę dojść do tej mety, mimo, że plączą mi się nogi i słyszę właśnie takie wizualizacje, wydaje mi się to takie dość frywolne może, tak, myślę, że tak.
Anna Wietrzykowska:
Myślę, że to jest naturalne, że jednak te myśli się pojawiają, bo jesteśmy tylko ludźmi i jednak w sytuacji niepłodności to jest co miesiąc trochę takie stawianie drugiej osoby na ostrzu noża, bo albo będzie, albo nie będzie i niepłodność jest taka kategoryczna, albo będzie miesiączka, albo będzie ciąża, zazwyczaj w tym kierunku. Więc to jest naturalne, że te myśli będą, kwestia jest taka ile ich jest i co my z nimi robimy.
I to jest też naturalne nie bombardować ich cały czas, tak, bo to też nie jest możliwe, żebyśmy cały czas byli w takiej wizualizacji, cały czas byli takim zen i cały czas byli w takim rodzaju takiego calm down. No nie da się. Ale wtedy, kiedy możemy, to możemy sięgać po takie metody, na przykład profilaktycznie, raz dziennie, dwa razy dziennie.
Czasami z pacjentami pracuję w ten sposób, że przed rozpoczęciem pracy albo robią przerwę w pracy, na trzy minuty sobie właśnie puszczają jakiś ulubiony utwór z YouTube’a, siadają głęboko w fotelu, oddychają i sobie wizualizują tak zwane bezpieczne miejsca. To jest takie ćwiczenie z terapii traumy, ale można je też zapożyczyć na użytek różnych innych sytuacji i tematów z życia ludzkiego. I takie trzy minuty w tym bezpiecznym miejscu też robią dobrą robotę dla układu nerwowego, bo pomagają mu troszeczkę właśnie wyjść z tej reakcji stresowej i poczuć się bezpiecznie.
Myślę, że wizualizacja, relaksacja to są te jedne z metod, ale nie jedyne. Tych metod jest kilka. Myślę, że znajdzie się i można dobrać do siebie, do swojej osobowości, do swojego temperamentu i takiego napędu życiowego.
Natomiast wyobrażam też sobie, że niepłodność jest tak długoletnią chorobą u większości pacjentów, że są momenty takie jak mówisz, Ania. Są momenty: ja mam totalnie to gdzieś. Ja to rozumiem z perspektywy psychologicznej, bo są takie momenty i mają prawo być up and down. Więc są momenty, gdzie to może być niedostępne dla danej osoby z różnych przyczyn.
Bo np. otrzymała właśnie taki wynik, że zmiótł ją, bo długo np. dana osoba próbowała coś naprawić w swoim zdrowiu, a okazuje się, że dalej te wyniki badań wskazują na to samo.
Więc są takie momenty dużego zniechęcenia, takiej małej mobilizacji i takie, gdzie jesteśmy na nie. Są też momenty inne i owa te momenty są ważne. Ale każdy wymaga innych interwencji, innego zadbania o siebie.
Czasami trzeba poprzyjmować te emocje, pobyć z nimi, poprzetrawiać je, aby móc iść dalej.
Zosia:
Kurczę, no bo wiecie nad czym się zastanawiam. Zastanawiam się nad tym, że ten podcast, z tym podcastem w ten Dzień Mamy akurat dzisiejszy jesteśmy w stanie trafić w bardzo różny moment w waszych życiach.
I może to być ten moment, w którym właśnie jesteście u szczytu mobilizacji i wiecie, że następny Dzień Mamy będzie wasz, albo właśnie potrafiłyście oswoić wizualizację i jesteście jakoś tak okej z nimi, albo trafiamy na ten moment, kiedy totalnie w to wątpicie, kiedy macie kryzys w związku, kiedy macie pierwszy dzień okresu, kiedy nie wyszło kolejne podejście do in vitro, kiedy nie wiem, nie idzie wam po drodze z procedurami adopcyjnymi. To może być mnóstwo różnych punktów na drodze i różnych momentów w życiu. I nie wiem jak w sumie, mam Cię o to zapytać Aniu, ale chciałabym, żebyśmy jakoś wspólnie postarały się poszukać jakiegoś uniwersalnego narzędzia.
Czy jesteśmy w stanie udzielić jakiejś uniwersalnej rady, która: dobijając do brzegu pomoże nam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jesteśmy w stanie zrobić cokolwiek w ten Dzień Mamy, żeby nie cierpieć tak bardzo?
Anna Wietrzykowska:
Duże pytanie i zastanawiam się nad odpowiedzią. Zachęcam do tego, żeby samemu sobie wewnętrznie też zadać na siebie pytanie. Jak w tym roku, w tym momencie chciałabym, chciałabym w tym dniu funkcjonować? Co chciałabym robić? Co chciałabym robić? Czy mam możliwość iść do pracy? Czy chcę iść do pracy? Czy mam możliwość nie iść do pracy? Czy mam jeszcze jakąś inną możliwość? I w zależności od tego, co się pojawi, tak zareagować na tę rzeczywistość, aby też sobie ułatwić to funkcjonowanie.
Może jest tak, że na przykład tego dnia w biurze jest takie bardzo huczne wydarzenie. Dużo tych mam jest teraz zemocjonowanych, bo wiadomo, to są ważne dni dla nich? Są wydarzenia w szkołach, gdzie te mamy się cieszą, ale z drugiej strony są też osoby, pacjenci, którzy czekają na swoje dzieci i pewnie u nich emocji też jest dużo. I w zależności od tego, jak my potrzebujemy w tym dniu być w relacjach, też można to jakoś uwzględnić,, bo mamy też różne poziomy bycia w relacjach. Z niektórymi jestem bliżej, z niektórymi jestem dalej.
Jednym mamy większą otwartość powiedzieć o swoich potrzebach, innym nie, ale jeśli my nie zadbamy o swoje granice i swoje relacje, to jest mała szansa, że ktoś zrobi to za nas. Zachęcałabym do tego, aby nazwać te potrzeby, zobaczyć, czego do tego dnia potrzebujemy i w jaki sposób na to uwzględnić.
Ania:
Ja się zastanawiam, dlaczego Dzień Mamy jest jednym z takich dni, kiedy obserwujemy staraczki, kobiety, które z nami się kontaktują. Nawet często pada w wiadomościach, że może to będzie ten Dzień Mamy, że może w tym roku ten maj będzie naszym majem. Dlaczego akurat ten dzień, ten jeden dzień w roku boli tak bardzo? Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego on jest taki, że wręcz kobiety, które starają się dziecko wyczekują, one wiedzą, że on się zbliża, one wiedzą, że zaraz to się stanie. Dlaczego tak się dzieje?
Anna Wietrzykowska:
Bo tutaj mamy do czynienia ze stratami w liczbie mnogiej.
To nie jest strata tylko dziecka, bo tego dziecka nie ma w tym momencie, w którym jesteśmy na to gotowi. To jest strata też kawałka tożsamości, bo na przykład identyfikujemy się już z mamą, z taką rolą mamy, a jeszcze nią nie jesteśmy. To jest strata też właśnie w relacjach społecznych, strata wejścia spokojnie w przyszłość, bo do tej pory być może życie było dla nas bardziej przewidywalne.
Kończyliśmy studia, wychodziliśmy za mąż, budowaliśmy domy i nagle pojawia się temat, w którym nasze wpływy są ograniczone, gdzie my nie wiemy z tego punktu, gdzie jesteśmy, jak to się zakończy. Więc to wchodzenie w niepewną przyszłość też jest stratą, stratą czegoś bardzo podstawowego, poczucia bezpieczeństwa w życiu, bo nie wiemy, jak to życie będzie wyglądało, co się w nim wydarzy.
Tu mamy trochę takie doświadczenie strat na wielu poziomach, w związku z tym to jest trudne. Tu nie chodzi tylko o dziecko i nie chodzi tylko o mamę. Tu chodzi o coś więcej.
Trochę taka metafora grypy. W grypie też się różnie czujemy. Czasem mamy siłę i możliwość pójścia do pracy i funkcjonowania, a czasem nie mamy.
I warto uwzględnić to nasze funkcjonowanie psychiczne też bardzo poważnie, tak jak uwzględniamy fizyczne. Bo mam wrażenie, że kiedy fizycznie mamy dolegliwości, to się robi takie poważne, idziemy do lekarza, w jakiś sposób dbamy o tą rzeczywistość, no bo nie możemy, bo kicham, bo mam rozwolnienie, bo pojawia się objaw z ciała. Natomiast objawy z tej sfery psychogennej, one też są ważne i one też mogą i często wpływają na nasze funkcjonowanie.
I w zależności od tego, jak w tym danym momencie, w tym danym roku czujemy się, jeżeli chodzi o dzień mamy, tak warto to uwzględnić, że w tym roku mam siłę na to. Nie nakładać na siebie takich oczekiwań, że jak w zeszłym roku byłem w pracy, czy zrobiłem to i tamto, to w tym roku też musi tak być.
W chorobie nic nie musi, bo w chorobie człowiek jest bardzo ruchomy, jeżeli chodzi o swoją kondycję psychiczną. Więc trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, ok, to będzie wtorek w tym roku, jakie w związku z tym będę funkcjonować? Na co mam siłę i możliwości, a na co nie mam siły? Jak mogę o siebie zadbać na ten dzień? I tak jak dbamy o siebie w chorobie, Spowolniamy, chowamy się pod kocyk, opiekujemy się sobą na różne sposoby, tak zaopiekujmy się sobą, jeśli chodzi o tę sferę właśnie psychogenną.
Zosia:
Myślę, że to będzie tylko spoko pomysłem dla części z nas, ale skoro u jednej z Was w wiadomościach się to pojawiło, to może znajdzie jakąś bliźniaczą duszę i będzie mogła się odbić jak w lustereczku w niej i znaleźć jakieś ukojenie. Więc powiem Wam o tym, co napisała Wam nam w sumie, ale teraz się z Wami tym podzielę. Jedna z Was, bo na Instagramie dostałyśmy kiedyś taką wiadomość w okolicy Dnia Mamy albo w sam Dzień Mamy, kiedy właśnie dzieliłyśmy się tym takim trudnym raczej przeżywaniem i pozwalałyśmy Wam na to, żeby ten dzień po prostu pozwolić sobie na przeżywanie trudnych emocji, które są ciężkie.
Jedna z Was napisała taką wiadomość, że ona rzeczywiście była w takim miejscu, w którym ten Dzień Mamy powodował w niej wiele bólu i takiego jakby rozdrapywania ran, które przypominały o tym, że ciągle tą mamą nie jest i że to jest kolejny Dzień Mamy, w którym ona tylko marzy o tym, żeby tą mamą zostać. A potem uświadomiła sobie i przypomniała sobie, że ona ma na świecie swojego człowieka, tego, który właśnie sprowadził ją na ten świat, czyli swoją własną mamę. I to był chyba drugi ich Dzień Mamy taki wspólny, który celebrowały bardzo razem i dała nam taką perspektywę swoją, którą może warto poszerzyć, że jeśli macie na świecie wokół siebie swoje mamy, to może w ten dzień przelać po prostu tą swoją uwagę, może nie całą, ale chociaż część z niej na mamy Wasze i z nimi zrobić coś fajnego, spędzić czas.
To tak dzielę się, żeby może gdzieś ta myśl z Wami została i wykiełkowała w tych serduszkach, w których będzie miała grunt do tego, żeby wykiełkować.
Anna Wietrzykowska:
Jeśli w danej sytuacji uwzględniamy, że jest to dla nas w tym momencie potrzebne i ważne i mamy taką możliwość, jak najbardziej tak. Ja też nawiążę np. do sytuacji pacjentek po stratach. Mając straty na różnym etapie ciąży, mają też pytanie, co zrobić w tym dniu porodu, który gdzieś został w kalendarzu. Bo mają go w swoim sercu i też przed oczami.
I często właśnie ten dzień porodu też planujemy np. w terapii. Jako się zachować tego dnia, co zrobić, czego nie robić, na co jest gotowość, bo to też jest taki dzień podobny jak Dzień Mamy wyjątkowy, taki inny niż reszta dni.
Więc może na bazie tego doświadczenia, takiego planowania, właśnie jak robię z pacjentkami po stracie, które oczekują właśnie na ten dzień porodu, ale już wiedzą, że są po stracie i tego dnia porodu nie będzie, to można tak samo zareagować właśnie na ten Dzień Mamy. Jakoś go zaplanować, zobaczyć, sprawdzić, czy byłoby możliwe, co nie.
Może np. można wziąć pracę zdalną, jeśli jest taka możliwość w danym momencie. Albo może jest taki dzień, w który chcemy wyjść, chcemy uczestniczyć, bo mamy takie doświadczenie, że do tej pory zawsze braliśmy wolne albo akurat wypadało w weekend i nigdy nie byliśmy w takiej sytuacji w pracy. Może być różnie i myślę, że każdy może mieć inaczej w tym roku, tego dnia.
Zosia:
Aniu, dziękujemy ci bardzo za to, że zechciałaś przyjąć zaproszenie do naszego podcastu i dziękujemy, że padło tutaj tyle wartościowych słów, które mamy nadzieję, że ukoją ten niewątpliwie trudny dzień nadchodzący. Bądź może odsłuchujecie ten podcast w Dniu Matki. Wiemy, że on może być dla was trudny.
Anna Wietrzykowska:
W zeszłym roku też w Skandynawii, chyba w Norwegii, była premiera takiego filmu Mam in Me i to był film o niezamierzonej bezdzietności, w którym bohaterkami były kobiety, które właśnie zakończyły proces starania dziecko i nie są mamami dziś. I akurat ten film miał premierę w Dzień Mamy, tylko ten taki ogólnoświatowy Dzień Mamy, czyli maj, ale nie pamiętam, który dzień, chyba 11. I ta premiera właśnie specjalnie była wyznaczona też w ten dzień dla kobiet, dla osób, których temat niepłodności dotyczy, ale już po tej drugiej stronie niezamierzonej bezdzietności.
I to też może być jakoś ważne, żeby pamiętać, że obecnie jest dużo takich społeczności, które odpowiadają na potrzeby. I osób, które dzisiaj wiedzą, że tymi mamami nie będą. I osób, które jeszcze są w takim korytarzu trochę do tego macierzyństwa, nie wiedzą, z którą stronę je zaprowadzi.
I osób, które tymi mamami już są.
Zosia:
To chciałam powiedzieć, że wiemy i staramy się bardzo przelać od nas to takie wsparcie i tę taką miłość. I wiemy, że to jest jeden z trudniejszych dni w roku dla Was.
I poczujcie to, że jesteśmy z Wami. Życzymy wam bardzo tego, żeby kiedyś te małe rączki wam poderwały taki bukiet stokrotek i wierzymy w to, że to będzie już następny Dzień Mamy.
Dzisiaj szczególnie dbajcie o siebie, ale pamiętajcie o tym, żeby dbać o siebie zawsze.
___________________________________________________
Podczas nagrania tego podcastu napotkałyśmy wiele problemów technicznych, z którymi dzielnie starałyśmy się uporać. Jeśli podczas odsłuchiwania je zauważycie to wybaczcie nam je prosimy. Przyświecał nam cel, by opublikować tę rozmowę terminowo w Dzień Mamy, w który wiele z Was będzie potrzebować otuchy i chociaż takiego wirtualnego utulenia. Mamy nadzieję, że niedogodności techniczne nam tego nie popsują. Ściskamy Was najmocniej, szczególnie dziś.